coaching4smart

Posts Tagged ‘pytania coachingowe’

Bajka o marzeniach

In Anegdoty, Codzienne wpisy o narzędziach w coachingu on 28/11/2014 at 05:00

Przeczytaj proszę bajkę, a następnie pisemnie odpowiedz na parę pytań (mogą to być odręczne notatki). Sądzę, że zajmie Ci to ok. 5 minut.
A zatem…

„Ciu, ciu, ciuciubabka.

Ma zakryte chustą oczy,

Po omacku łapie, szuka,

Uciec jej nie sztuka.”

Autor: Piotr Anioł

I teraz pytania:

Co czujesz po przeczytaniu?

Jaka mądrość płynie dla Ciebie z tej opowieści?

Które marzenia zamieniłeś/aś na cele?

Czy te Twoje cele są zawsze w zasięgu Twojego wzroku?

Które ciągle po omacku szukasz?

Jakie wnioski płyną dla Ciebie z tej sytuacji?

Co teraz wiesz więcej?

Co chcesz z tej opowieści wziąć dla siebie?

Jeżeli chcesz się z nami skontaktować, w tym także w sprawie warsztatów i szkoleń, prosimy napisz do nas. Prosimy o kontakt mailowy także w sprawie indywidualnych sesji coachingowych.

Autorka wpisu: Małgorzata Wąsowska

Reklamy

Bajka o dwóch bryłach lodu

In Anegdoty, Codzienne wpisy o narzędziach w coachingu on 10/10/2014 at 05:00

Przeczytaj proszę opowieść, a następnie pisemnie odpowiedz na parę pytań (mogą to być odręczne notatki). Sądzę, że zajmie Ci to ok. 5 minut.
A zatem…

Istniały kiedyś dwie bryły lodu. Powstały w czasie długiej zimy, w grocie utworzonej z pni, kamieni, krzewów, pośród lasu na stokach góry.

Leżały naprzeciwko siebie z ostentacyjną obojętnością. Ich stosunki cechowała pewna oziębłość. Czasami jakieś «dzień dobry», czasami «dobry wieczór». Nic ponadto. Nie potrafiły przełamać lodów». Każda bryła myślała o drugiej: «Mogłaby chociaż wyjść mi naprzeciw». Bryły jednak nie mogą samodzielnie wędrować. Z tego też powodu nic się nie działo i każda bryła lodu zamykała się jeszcze bardziej w sobie. W grocie mieszkał borsuk. Pewnego dnia stwierdził: «Szkoda, że musicie być tutaj. Jest wspaniały, słoneczny dzień!» Dwie bryły lodu zatrzeszczały ponuro. Od maleńkości wiedziały, że słońce stanowi dla nich wielkie niebezpieczeństwo.

Tym razem o dziwo, jedna z dwóch brył zapytała. «Jak wygląda słońce?». «Jest cudowne… Jest życiem…» – odpowiedział zaambarasowany borsuk. – Czy mógłbyś zrobić szparę w sklepieniu tej nory? Chciałabym zobaczyć słońce…» – wyznała bryła lodu.

Borsuk nie kazał sobie powtórzyć tego dwa razy. Zrobił dziurę w gmatwaninie korzeni i ciepłe, miłe światło słoneczne wdarło się niczym złocisty promień.

Po kilku miesiącach, w południe, gdy słońce rozgrzewało powietrze, jedna z brył poczuła, że trochę się topi i rozpuszczając się, stawała się przejrzystym strumykiem wody. Czuła się inaczej, nie była już tą dawną bryłą lodową. Druga bryła również zrobiła to cudowne odkrycie. Dzień po dniu, z dwóch brył lodu wypływały dwa strumyki wody, które kierowały się ku wejściu do groty. Po pewnym czasie połączyły się razem, tworząc przejrzyste jeziorko, w którym odbijało się niebo. Dwie bryły lodu odczuwały jeszcze zimno, ale odkryły również swą kruchość i samotność oraz troskę i niepewność. Zdały sobie sprawę, że są podobnie zbudowane i że w rzeczywistości potrzebują jedna drugiej. Przyleciały dwa szczygiełki ze skowronkiem i napiły się wody. Owady brzęczały wokół jeziorka, wiewiórka o długim, puszystym ogonie wykąpała się w nim. Wśród tej radości odbijały się dwie bryły lodu, które teraz odnalazły serce.

Czasami wystarcza jeden promień słońca. Jedno mile słowo. Jedno pozdrowienie. Jedna pieszczota. Jeden uśmiech. Potrzeba tak mało, by uszczęśliwić tych, którzy znajdują się obok nas. A więc dlaczego tego nie robimy.”

Bruno Ferrero

 

I teraz pytania:

Co czujesz po przeczytaniu?

Jaka mądrość płynie dla Ciebie z tej przypowieści?

Co chcesz z tej przypowieści wziąć dla siebie?

Jeżeli chcesz się z nami skontaktować w sprawie sesji coachingowych oraz warsztatów i szkoleń, prosimy napisz do nas.

Autorka wpisu: Dominika Piórecka

Opowiadanie o zarobionym czasie

In Anegdoty, Codzienne wpisy o narzędziach w coachingu on 26/09/2014 at 05:00

Przeczytaj proszę opowieść, a następnie pisemnie odpowiedz na parę pytań (mogą to być odręczne notatki). Sądzę, że zajmie Ci to ok. 5 minut.
A zatem…

„W Paryżu żyła pewna rodzina, która pewnego razu zaprosiła do siebie swoich krewnych. Spędzili oni tu ponad tydzień. Jednak czas szybko minął i nadeszła chwila rozstania. Pożegnaniom nie było końca, tak że goście o mały włos nie spóźnili się na pociąg. Pan domu postanowił odwieźć krewnych na dworzec, a że nie miał samochodu, wszyscy udali się do tramwaju. W ostatniej chwili udało im się wskoczyć do wagonu. Goście, lekko zdyszani, zaczęli między sobą rozmawiać i wtedy jedna z osób powiedziała:

     – No to dzięki temu, że zdążyliśmy na ten tramwaj, zarobiliśmy jakieś 10 minut. Mały Piotruś, który też przyjechał do Paryża, słysząc te słowa zapytał:

     – I co teraz zrobimy z tymi minutami?

     Tak to już jest, że przez połowę naszego życia zastanawiamy się, co zrobić z czasem, który chcielibyśmy dobrze wykorzystać. W taki oto sposób tracimy cenny czas, który udało się nam „zarobić” w pocie czoła.”

Marcin Melon

I teraz pytania:

Co czujesz po przeczytaniu?

Jaka mądrość płynie dla Ciebie z tej przypowieści?

Co chcesz z tej przypowieści wziąć dla siebie?

Jeżeli chcesz się z nami skontaktować w sprawie sesji coachingowych oraz warsztatów i szkoleń, prosimy napisz do nas.

Autorka wpisu: Dominika Piórecka

Opowieść o dwóch małżeństwach

In Anegdoty, Codzienne wpisy o narzędziach w coachingu on 12/09/2014 at 05:00

Przeczytaj proszę opowieść, a następnie pisemnie odpowiedz na parę pytań (mogą to być odręczne notatki). Sądzę, że zajmie Ci to ok. 5 minut.
A zatem…

W pewnym małym miasteczku mieszkają po sąsiedzku dwa małżeństwa. Jedni małżonkowie stale się kłócą, oskarżając się wzajemnie o wszelkie nieszczęścia i wiecznie dociekając, które z nich ma rację, drudzy natomiast żyją zgodnie – ani kłótni, ani krzyków nie słychać. Kłótliwa małżonka zazdrości tej drugiej szczęścia. Mówi do męża:
– Poszedłbyś, podejrzał, jak oni to robią, że spokój tam i cisza…
Poszedł mąż, zaczaił się pod oknem. Obserwuje. Nasłuchuje. A pani domu akurat sprząta. Wazon piękny poleruje. Nagle zadzwonił telefon, pani wazon odstawiła na sam róg stołu, pobiegła do telefonu. A tu nagle mąż wszedł do pokoju, zaczepił o wazon, a ten spadł i w drobny mak.
– Ale afera teraz będzie – pomyślał nasz podglądacz.
Pani domu wróciła, westchnęła i mówi do męża:
– Przepraszam, kochanie, jakoś tak niezdarnie ten wazon odstawiłam…
– No co ty, najmilsza! To ja się niezdarnie obróciłem. Spieszyłem się i nie zauważyłem wazonu. Ale to nic, żebyśmy tylko takie kłopoty mieli…
Sąsiadowi pod oknem serce się ścisnęło. Wrócił do domu smutny. Żona pyta:
– No i co? Jak tam u nich? Widziałeś? Słyszałeś?
– Ano widziałem i słyszałem. U nich każde winne. A u nas – każde ma rację…”

Autor nieznany.

I teraz pytania:

Co czujesz po przeczytaniu?

Jaka mądrość płynie dla Ciebie z tej przypowieści?

Co chcesz z tej przypowieści wziąć dla siebie?

Jeżeli chcesz się z nami skontaktować w sprawie sesji coachingowych oraz warsztatów i szkoleń, prosimy napisz do nas.

Autorka wpisu: Dominika Piórecka

Kompleks Jonasza

In Codzienne wpisy o narzędziach w coachingu on 07/04/2014 at 05:00

„Każdy z nas kryje w sobie pewne pragnienie – pragnienie, które wraz z upływem czasu zmienia się w ukryty żal. W przypadku każdego z nas pragnienie to przybiera nieco inny charakter, wyraża bowiem najgłębszą zakorzenioną potrzebę wyrażania własnego „ja”. Nasze życie będzie spełnione i wartościowe tylko w takim stopniu, w jakim uda nam się wydobyć to, co kryje się w głębi naszych serc.”

George Kinder

Zdarza się, że w trakcie sesji coachingowych spotykamy Klienta, który przez całe swoje dotychczasowe życie ucieka przed swoim przeznaczeniem, przed przyjęciem roli, awansu, rozmową, uporządkowaniem jakiejś sprawy, itp., a sukcesy/porażki przypisuje przypadkom, szczęściu/nieszczęściu, okolicznościom, znajomościom/wrogom. Mamy często wtedy do czynienia tzw. kompleksem Jonasza. Aby lepiej zrozumieć istotę tego kompleksu odwołajmy się do Biblii i Księgi Jonasza. Opowiada ona o proroku, który chce uciec na koniec świata przed powierzoną mu przez Boga misją. Pod wpływem licznych wypadków spełnia w końcu wolę Boga.

Na podstawie tej biblijnej opowieści znany amerykański psycholog A. Maslow opracował pojęcie kompleksu, który najprościej opisać w ten sposób:”w człowieku jest obecna postawa obronna przed wzrostem, przed realizowaniem własnych potencjalności; postawa obronna przed odpowiedzią na indywidualne powołanie. Postawę tę nazywa właśnie Kompleksem Jonasza. Maslow wyraża przez to pogląd, że człowiek boi się nie tylko zła w nim samym, własnej słabości, małości, własnego „cienia”, ale boi się także dobra które w nim jest, boi się własnej wielkości i doskonałości przed którą niekiedy panicznie ucieka.„*

Przykłady z życia: 1, 2.

Przykładowe pytania w ramach autocochingu:

A Ty z czym się mierzysz?

Kim jesteś?

Jakiego powołania, roli nie przyjąłeś/aś?

Co odkładasz na później?

Z czego zrezygnowałeś/aś?

Co uważasz za „niemożliwe”?

Jak jest w istocie?

Co Cię ogranicza?

Jakie przemyślenia płyną dla Ciebie z podanych powyżej przykładów z życia?

Co jest celem Twojego życia zawodowego, osobistego, rodzinnego? Jakie są cechy wspólne w tych obszarach? Jakie wartości kryją się za tymi cechami?

Kiedy już to wszystko wiesz, co chcesz z tym zrobić?

Jaki będzie Twój następny krok?

Jeżeli chcesz się z nami skontaktować, w tym także w sprawie warsztatów i szkoleń, prosimy napisz do nas.

Autorka wpisu: Małgorzata Wąsowska

* Źródło.

Bajka o „niewidomych”

In Anegdoty, Codzienne wpisy o narzędziach w coachingu on 14/03/2014 at 05:00

Przeczytaj proszę opowieść, a następnie pisemnie odpowiedz na parę pytań (mogą to być odręczne notatki). Sądzę, że zajmie Ci to ok. 5 minut.
A zatem…

 – Byłem sam w całym przedziale pociągu. Potem wsiadła jakaś dziewczyna – opowiadał pewien niewidomy hinduski chłopiec. – Mężczyzna i kobieta, którzy ją odprowadzali, musieli być jej rodzicami.

     Dawali jej mnóstwo rad i wskazówek. Nie widziałem jak wyglądała dziewczyna, ale podobało mi się barwa jej głosu.

     – Czy jedzie do Dehra Dun? – pytałem się siebie, kiedy pociąg ruszał ze stacji. Zastanawiałem się, jak mogę nie dać po sobie poznać, że jestem niewidomym. Pomyślałem sobie: jeśli nie będę się ruszał z mojego miejsca powinno mi się udać.

     – Jadę do Saharanpur – powiedziała dziewczyna. – Tam wyjdzie po mnie moja ciocia. A pan dokąd jedzie, można wiedzieć?

     – Dehra Dun, a potem do Mussoorie – odpowiedziałem.

     – O, jaki pan szczęśliwy! Pragnęłabym bardzo pojechać do Mussoorie. Uwielbiam góry. Szczególnie w październiku, kiedy jest tam pięknie.

     – Tak, to najlepszy sezon – odpowiedziałem, sięgając pamięcią do czasów, kiedy jeszcze widziałem. – Wzgórza usłane są dzikimi daliami, słońce jest łagodne, a wieczorem można siedzieć wokół ogniska i rozmyślać popijając brandy. Większa część letników już wtedy odjeżdża, ulice są bezludne i ciche.

     Milczała, a ja zadawałem sobie pytanie czy moje słowa zrobiły na niej jakieś wrażenie, czy jest jedynie myślała, że jestem sentymentalny. Potem popełniłem błąd i zapytałem:

     – Jak jest na zewnątrz?

     Ona jednak w moim pytaniu nie zauważyła nic dziwnego. Czyżby już spostrzegła, że nie widzę? Jednak słowa, które zaraz po tym wypowiedziała, pozbawiły mnie wszelkich wątpliwości.

     – Dlaczego pan nie spojrzy w okno? – zapytała mnie z największą naturalnością.

     Przesunąłem się wzdłuż siedzenia, starając się z uwagą odszukać okno. Było otwarte, odwróciłem się w jego stronę, robiąc wrażenie, że przyglądam się mijanym widokom. Oczyma wyobraźni widziałem telegraficzne słupy, które przesuwały się w biegu.

     – Zauważyła pani – ośmieliłem się powiedzieć – że te drzewa wydają się poruszać?

     – Zawsze tak się wydaję – odpowiedziała.

     Odwróciłem się znów w stronę dziewczyny i przez pewien czas siedzieliśmy w milczeniu. Potem powiedziałem.

     – Ma pani bardzo interesującą twarz.

     Zaśmiała się miło wibrującym i jasnym głosem.

     – Przyjemnie to usłyszeć – rzekła. – Nudzą mnie ci, który mówią, że moja twarz jest ładna!

     Musisz mieć naprawdę ładną twarz pomyślałem sobie, a po chwili dodałem pewnym głosem:

     – Hm, interesująca twarz może być również bardzo piękna.

     – Jest pan bardzo miły – powiedziała. – Ale dlaczego jest pan taki poważny?

     – Już niedługo będzie pani na miejscu, stwierdziłem dość nieoczekiwanie.

     – Dzięki Bogu. Nie lubię długich podróży pociągiem.

     Ja natomiast byłbym gotów siedzieć tak nieskończenie długo, byleby tylko usłyszeć jak ona mówi. Jej głos posiadał tak srebrzysty dźwięk jak górski strumień. Zaraz po wyjściu z pociągu zapomni pewnie o naszym spotkaniu; ja jednak zachowam ją w swojej pamięci przez pozostałą część podróży a może i dłużej.

     Pociąg wjechał na stację. Ktoś zawołał i zabrał ze sobą dziewczynę. Pozostał po nie jedynie zapach.

     Mrucząc coś pod nosem wszedł do przedziału jakiś mężczyzna. Pociąg ruszył ponownie. Odszukałem po omacku okno i usadowiłem się naprzeciwko wpatrując się w światło, które było dla mnie ciemnością. Jeszcze raz mogłem powtórzyć moją grę z nowym towarzyszem podróży.

     – Szkoda, że nie mogę być tak nęcącym towarzyszem w podróży, jak to dziewczyna, która dopiero wyszło – powiedział do mnie, starając się nawiązać rozmowę.

     – To bardzo interesująca dziewczyna – stwierdziłem. – Czy mógłby mi pan powiedzieć…. czy jej włosy były długie, czy krótkie?

     – Nie pamiętam – odpowiedział zdawkowym tonem. – Przyglądałem się jedynie jej oczom a nie włosom. Były rzeczywiście piękne! Szkoda, że nie mogły jej do niczego służyć… była niewidoma. Nie zauważył pan tego?

Dwoje niewidomych, którzy udają, że widzą. Ileż ludzkich spotkań jest podobnych do tego. Ze strachu, by nie objawić tego jacy jesteśmy naprawdę zaprzepaszczamy nieraz najważniejsze spotkanie naszego życia. A niektóre spotkania zdarzają się jedynie raz w życiu.

Bruno Ferrero

I teraz pytania:

Co czujesz po przeczytaniu?

Jaka mądrość płynie dla Ciebie z tej bajki?

Co chcesz z tej bajki wziąć dla siebie?

Jeżeli chcesz się z nami skontaktować w sprawie sesji coachingowych oraz warsztatów i szkoleń, prosimy napisz do nas.

Autorka wpisu: Dominika Piórecka

Bajka o latawcu

In Anegdoty, Codzienne wpisy o narzędziach w coachingu on 28/02/2014 at 05:00

Przeczytaj proszę opowieść, a następnie pisemnie odpowiedz na parę pytań (mogą to być odręczne notatki). Sądzę, że zajmie Ci to ok. 5 minut.
A zatem…

Szybując wysoko na niebie, wielki latawiec naśmiewał się z motyla:
coaching4smart.wordpress.com
– Uważa się, że jestem do ciebie podobny, lecz zobacz, jak wysoko latam, kiedy ty fruwasz tuż nad ziemią. Stąd wydajesz się ledwie maleńkim punkcikiem. Motylu, motylku, jestem pewny, że chciałbyś się znaleźć na moim miejscu!
coaching4smart.wordpress.com
– To prawda, że nie latam bardzo wysoko – odparł motyl. – Ale latam tam, gdzie mi się podoba. Nie jestem tak, jak ty uwiązany na sznurku i nie poruszam się zgodnie z wolą pana, który tobą kieruje. Bądź spokojny, nie zazdroszczę ci twojego miejsca. Wprost przeciwnie! Niech mnie Bóg strzeże przed twoim postronkiem!

Iwan Kryłow

 

I teraz pytania:

Co czujesz po przeczytaniu?

Jaka mądrość płynie dla Ciebie z tej bajki?

Co chcesz z tej bajki wziąć dla siebie?

Jeżeli chcesz się z nami skontaktować w sprawie sesji coachingowych oraz warsztatów i szkoleń, prosimy napisz do nas.

Autorka wpisu: Dominika Piórecka

Opowieść o byciu ze sobą

In Anegdoty, Codzienne wpisy o narzędziach w coachingu on 10/01/2014 at 05:00

Przeczytaj proszę opowieść, a następnie pisemnie odpowiedz na parę pytań (mogą to być odręczne notatki). Sądzę, że zajmie Ci to ok. 5 minut.
A zatem…

Człowiek zachorował. Z dnia na dzień czuł się coraz gorzej, słabł, tracił koncentrację, miał wrażenie, że życie z niego wycieka. W końcu postanowił pójść do lekarza. Lekarz zbadał człowieka i nie znalazł żadnych fizycznych przyczyn choroby.
– Czy jest pan w stanie wypełnić dokładnie wszystkie moje instrukcje w ciągu jednego dnia? – zapytał lekarz.
– Tak, doktorze, – odparł człowiek.
– W takim razie proszę, aby spędził pan następny dzień w miejscu, z którym związane są pana najszczęśliwsze wspomnienia z dzieciństwa. Może pan zabrać ze sobą jedzenie, ale proszę, aby pan z nikim tego dnia nie rozmawiał, nie czytał książek, nie pisał, nie oglądał telewizji ani nie słuchał radia.
Następnie lekarz wręczył człowiekowi cztery złożone kartki papieru i poprosił, by zalecenia z pierwszej kartki człowiek przeczytał o dziewiątej rano, z drugiej – w południe, z trzeciej – o piętnastej, a z czwartej – o osiemnastej.
– Mówi pan poważnie? – zapytał człowiek z niedowierzaniem.
– Gdy otrzyma pan rachunek za moje usługi, to zrozumie pan, że mówiłem poważnie, – odparł lekarz.
Następnego dnia człowiek udał się na wybrzeże. O 9 rano otworzył pierwszą kartkę i przeczytał: „Słuchaj uważnie!”
Człowiek pomyślał, że lekarz ma chyba coś z głową… Jak to: słuchać uważnie przez trzy godziny??? Ponieważ jednak obiecał, że rzetelnie wykona instrukcje, człowiek zaczął słuchać. Najpierw słyszał zwykły szum morza i krzyki ptaków. Po jakimś czasie zaczął wyławiać inne dźwięki, które początkowo nie były takie oczywiste. Wsłuchując się w nie, człowiek myślał o tym, czego w dzieciństwie nauczyło go morze – cierpliwości, szacunku i poczucia współzależności wszystkiego, co istnieje. Człowiek słuchał dźwięków, słuchał ciszy i narastało w nim poczucie spokoju.
W południe otworzył drugą kartkę papieru i przeczytał: „Spróbuj wrócić wstecz!”
– Jak to: wstecz??? – zdziwił się człowiek. – Może chodzi o powrót do dzieciństwa, do szczęśliwych wspomnień?
Człowiek zatopił się w myślach o swojej przeszłości. Przypomniał sobie najlepsze chwile, wracał pamięcią do najdrobniejszych szczegółów, a w środku robiło mu się ciepło.
O trzeciej popołudniu człowiek rozwinął kolejna kartkę. Do tej pory instrukcje były łatwe, ale tym razem lekarz przesadził. Na kartce było napisane: „Sprawdź swoje intencje!”
Początkowo człowiek zajął pozycję obronną. Myślał o tym, do czego dążył w życiu – o sukcesach, o sławie, o bezpieczeństwie – i znajdował pozytywne intencje do wszystkich swoich dążeń. Nagle jednak dotarło do niego, że te wszystkie motywy nie są dość dobre i, być może, stąd bierze się jego obecny depresyjny stan. Człowiek starannie przeanalizował motywy swoich działań. Pomyślał o szczęśliwych chwilach z przeszłości i znalazł odpowiedź.
– W pewnej chwili, z absolutna jasnością zdałem sobie sprawę, – opowiadał potem, – że jeśli motywy są niewłaściwe, to nic w życiu człowieka nie może być prawidłowe. Nieważne, kim jesteś – listonoszem, fryzjerem, agentem ubezpieczeniowym czy gospodynią domową. Jeśli kieruje tobą intencja czynienia czegokolwiek na rzecz innych, to twoje sprawy idą w dobrym kierunku. Jeżeli natomiast jesteś skupiony jedynie na własnych korzyściach, to sprawy idą w złym kierunku – to prawo jest tak samo oczywiste, jak prawo przyciągania.
Gdy zegar wybił osiemnastą, okazało się, że ostatnia instrukcja jest najłatwiejsza: „Napisz wszystkie swoje obawy na piasku” – przeczytał człowiek z czwartej kartki.
Ukucnął i napisał kawałkiem muszli kilka słów. Potem odwrócił się i ruszył przed siebie. Nie oglądał się. Wiedział, że za chwilę nadejdzie fala przypływu.
Arthur Gordon

I teraz pytania:

Co czujesz po przeczytaniu?

Jaka mądrość płynie dla Ciebie z tej bajki?

Co chcesz z tej bajki wziąć dla siebie?

Jeżeli chcesz się z nami skontaktować w sprawie sesji coachingowych oraz warsztatów i szkoleń, prosimy napisz do nas.

Autorka wpisu: Dominika Piórecka

Bajka o ziarnku

In Anegdoty, Codzienne wpisy o narzędziach w coachingu on 20/12/2013 at 05:00

Przeczytaj proszę opowieść, a następnie pisemnie odpowiedz na parę pytań (mogą to być odręczne notatki). Sądzę, że zajmie Ci to ok. 5 minut.
A zatem…

Przyleciało małe ziarno nad skaliste góry i wpadło w wąską szczelinę. Leciało i leciało, coraz niżej i niżej, aż zatrzymało się na dnie skalnego urwiska. Było tak głęboko, że nie docierało tam ani słoneczne światło, ani wiatr, w którym tańczą drzewa, ani deszcz, który zrasza liście, ani śpiew ptaków. Było ciemno, smutno i bez perspektyw. Ziarno pomyślało:

– Nie ma sensu tu rosnąć. Cóż, będę musiało pożegnać się z życiem zanim ono się zaczęło.

Świat jest niesprawiedliwy, dlaczego inne mogły spaść na żyzną ziemię, na łąkę, lub w lesie, wśród innych drzew, dlaczego ja musiałem właśnie tutaj? Już gorszego miejsca być nie mogło. No cóż, żegnaj świecie. Konam, zanim zdołałem cię poznać.
– Powiedziało i skuliło się w sobie.

Stawało się coraz mniejsze i mniejsze, a gdy już prawie wyschło, usłyszało głos.
– Postanów, że urośniesz. Podejmuj decyzje, nie poddawaj się.

– A przepraszam, jak urosnę? Skąd mam czerpać światło, deszcz, wiatr? Jak mam rosnąć, skoro tuż nade mną jest skała?

– O to się nie martw. Nie zajmuj się sprawami, na które nie masz wpływu. Ty możesz tylko jedno: Postanowić i się nie poddawać.

I ziarno posłuchało. A kiedy zaczęło kiełkować, puszczać pierwsze pędy, zakorzeniać się i zaprzyjaźniać ze skałami, okazało się, że te, w cudowny sposób zrobiły dla niego miejsce… A może to miejsce i warunki zawsze były? Może ziarno po prostu musiało uwierzyć, zdecydować i urosnąć, aby to zobaczyć?

Autor bajki nieznany.

I teraz pytania:

Co czujesz po przeczytaniu?

Jaka mądrość płynie dla Ciebie z tej bajki?

Co chcesz z tej bajki wziąć dla siebie?

Jeżeli chcesz się z nami skontaktować w sprawie sesji coachingowych oraz warsztatów i szkoleń, prosimy napisz do nas.

Autorka wpisu: Dominika Piórecka

Bajka o wyspie

In Anegdoty, Codzienne wpisy o narzędziach w coachingu on 06/12/2013 at 05:00

Przeczytaj proszę opowieść, a następnie pisemnie odpowiedz na parę pytań (mogą to być odręczne notatki). Sądzę, że zajmie Ci to ok. 5 minut.
A zatem…

Dawno, dawno temu, na oceanie istniała wyspa, którą zamieszkiwały emocje, uczucia oraz ludzkie cechy takie jak: dobry humor, smutek, mądrość, duma a wszystkich razem łączyła miłość. Pewnego dnia mieszkańcy wyspy dowiedzieli się, że niedługo wyspa zatonie. Przygotowali swoje statki do wypłynięcia w morze, aby na zawsze opuścić wyspę. Tylko miłość postanowiła poczekać do ostatniej chwili. Gdy pozostał jedynie maleńki skrawek lądu miłość poprosiła o pomoc. Pierwsze podpłynęło bogactwo na swoim luksusowym jachcie.
Miłość zapytała:
– Bogactwo, czy możesz mnie uratować?
– Niestety nie. Pokład mam pełen złota, srebra i innych kosztowności. Nie ma tam już miejsca dla ciebie. – Odpowiedziało Bogactwo.
Druga podpłynęła Duma swoim ogromnym czteromasztowcem.
– Dumo, zabierz mnie ze sobą! – poprosiła Miłość.
– Niestety nie mogę cię wziąć! Na moim statku wszystko jest uporządkowane, a ty mogłabyś mi to popsuć… – odpowiedziała Duma i z dumą podniosła piękne żagle.
Na zbutwiałej łódce podpłynął Smutek.
– Smutku, zabierz mnie ze sobą! – poprosiła Miłość,
– Och, Miłość, ja jestem tak strasznie smutny, że chcę pozostać sam. – Odrzekł Smutek i smutnie powiosłował w dal.
Dobry humor przepłynął obok Miłości nie zauważając jej, bo był tak rozbawiony, że nie usłyszał nawet wołania o pomoc.
Wydawało się, że Miłość zginie na zawsze w głębiach oceanu…
Nagle Miłość usłyszała:
– Chodź! Zabiorę cię ze sobą! – powiedział nieznajomy starzec.
Miłość była tak szczęśliwa i wdzięczna za uratowanie życia, że zapomniała zapytać kim jest jej wybawca. Miłość bardzo chciała się dowiedzieć kim jest ten tajemniczy starzec. Zwróciła się o poradę do Wiedzy.
– Powiedz mi proszę, kto mnie uratował ?
– To był Czas. – Odpowiedziała Wiedza.
– Czas? – zdziwiła się Miłość – Dlaczego Czas mi pomógł?
– Tylko Czas rozumie, jak ważnym uczuciem w życiu każdego człowieka jest Miłość. – Odrzekła Wiedza.
Bruno Ferrero

I teraz pytania:

Co czujesz po przeczytaniu?

Jaka mądrość płynie dla Ciebie z tej bajki?

Co chcesz z tej bajki wziąć dla siebie?

Jeżeli chcesz się z nami skontaktować w sprawie sesji coachingowych oraz warsztatów i szkoleń, prosimy napisz do nas.

Autorka wpisu: Dominika Piórecka

%d blogerów lubi to: