coaching4smart

Posts Tagged ‘przekonania’

Lista wad, lista zalet

In Codzienne wpisy o narzędziach w coachingu on 02/06/2014 at 05:00

Wczoraj był Dzień Dziecka! Zatem Najlepsze życzenia! 🙂 Skoro wszystkie dzieci i te małe i te duże miały święto, a zatem dzisiaj będzie nieco bardziej „lekki” wpis.

Przykładowy sposób wykonania ćwiczenia:

Weź kartkę papieru i sporządź listę swoich wad.

Kiedy skończysz, weź drugą kartkę i sporządź listę swoich zalet.

Na koniec pomyśl, co napisałeś/aś! Wyobraź sobie, że jest to to, co codziennie sobie powtarzasz. To Twoje przekonania o sobie.

Zastanów się zatem:

  • Jak to co myślisz o sobie, przybliża Cię do celu do którego obecnie dążysz?
  • Jak to co myślisz o sobie, oddala Cię od tego celu?

Jeżeli chcesz się z nami skontaktować, w tym także w sprawie warsztatów i szkoleń, prosimy napisz do nas.

Autorka wpisu: Małgorzata Wąsowska

Reklamy

Kompleks Jonasza

In Codzienne wpisy o narzędziach w coachingu on 07/04/2014 at 05:00

„Każdy z nas kryje w sobie pewne pragnienie – pragnienie, które wraz z upływem czasu zmienia się w ukryty żal. W przypadku każdego z nas pragnienie to przybiera nieco inny charakter, wyraża bowiem najgłębszą zakorzenioną potrzebę wyrażania własnego „ja”. Nasze życie będzie spełnione i wartościowe tylko w takim stopniu, w jakim uda nam się wydobyć to, co kryje się w głębi naszych serc.”

George Kinder

Zdarza się, że w trakcie sesji coachingowych spotykamy Klienta, który przez całe swoje dotychczasowe życie ucieka przed swoim przeznaczeniem, przed przyjęciem roli, awansu, rozmową, uporządkowaniem jakiejś sprawy, itp., a sukcesy/porażki przypisuje przypadkom, szczęściu/nieszczęściu, okolicznościom, znajomościom/wrogom. Mamy często wtedy do czynienia tzw. kompleksem Jonasza. Aby lepiej zrozumieć istotę tego kompleksu odwołajmy się do Biblii i Księgi Jonasza. Opowiada ona o proroku, który chce uciec na koniec świata przed powierzoną mu przez Boga misją. Pod wpływem licznych wypadków spełnia w końcu wolę Boga.

Na podstawie tej biblijnej opowieści znany amerykański psycholog A. Maslow opracował pojęcie kompleksu, który najprościej opisać w ten sposób:”w człowieku jest obecna postawa obronna przed wzrostem, przed realizowaniem własnych potencjalności; postawa obronna przed odpowiedzią na indywidualne powołanie. Postawę tę nazywa właśnie Kompleksem Jonasza. Maslow wyraża przez to pogląd, że człowiek boi się nie tylko zła w nim samym, własnej słabości, małości, własnego „cienia”, ale boi się także dobra które w nim jest, boi się własnej wielkości i doskonałości przed którą niekiedy panicznie ucieka.„*

Przykłady z życia: 1, 2.

Przykładowe pytania w ramach autocochingu:

A Ty z czym się mierzysz?

Kim jesteś?

Jakiego powołania, roli nie przyjąłeś/aś?

Co odkładasz na później?

Z czego zrezygnowałeś/aś?

Co uważasz za „niemożliwe”?

Jak jest w istocie?

Co Cię ogranicza?

Jakie przemyślenia płyną dla Ciebie z podanych powyżej przykładów z życia?

Co jest celem Twojego życia zawodowego, osobistego, rodzinnego? Jakie są cechy wspólne w tych obszarach? Jakie wartości kryją się za tymi cechami?

Kiedy już to wszystko wiesz, co chcesz z tym zrobić?

Jaki będzie Twój następny krok?

Jeżeli chcesz się z nami skontaktować, w tym także w sprawie warsztatów i szkoleń, prosimy napisz do nas.

Autorka wpisu: Małgorzata Wąsowska

* Źródło.

Bajka o latawcu

In Anegdoty, Codzienne wpisy o narzędziach w coachingu on 28/02/2014 at 05:00

Przeczytaj proszę opowieść, a następnie pisemnie odpowiedz na parę pytań (mogą to być odręczne notatki). Sądzę, że zajmie Ci to ok. 5 minut.
A zatem…

Szybując wysoko na niebie, wielki latawiec naśmiewał się z motyla:
coaching4smart.wordpress.com
– Uważa się, że jestem do ciebie podobny, lecz zobacz, jak wysoko latam, kiedy ty fruwasz tuż nad ziemią. Stąd wydajesz się ledwie maleńkim punkcikiem. Motylu, motylku, jestem pewny, że chciałbyś się znaleźć na moim miejscu!
coaching4smart.wordpress.com
– To prawda, że nie latam bardzo wysoko – odparł motyl. – Ale latam tam, gdzie mi się podoba. Nie jestem tak, jak ty uwiązany na sznurku i nie poruszam się zgodnie z wolą pana, który tobą kieruje. Bądź spokojny, nie zazdroszczę ci twojego miejsca. Wprost przeciwnie! Niech mnie Bóg strzeże przed twoim postronkiem!

Iwan Kryłow

 

I teraz pytania:

Co czujesz po przeczytaniu?

Jaka mądrość płynie dla Ciebie z tej bajki?

Co chcesz z tej bajki wziąć dla siebie?

Jeżeli chcesz się z nami skontaktować w sprawie sesji coachingowych oraz warsztatów i szkoleń, prosimy napisz do nas.

Autorka wpisu: Dominika Piórecka

Przekonania ograniczające – ćwiczenie

In Codzienne wpisy o narzędziach w coachingu on 03/02/2014 at 05:00

„Ciekawe, czegóż to ludzie obawiają się najbardziej? Najbardziej lękają się zrobienia nowego kroku, powiedzenia czegoś nowego od siebie.”

Fiodor Dostojewski

Przekonania to generalizacje na temat nas samych i świata zewnętrznego. Przekonania zwykło się dzielić na konstruktywne i destruktywne, czyli wpierające i hamujące/ograniczające.

Dzisiaj zaproponuję ćwiczenie, które może pomóc w pracy z przekonaniami.

Przykładowe polecenie:

Przełóż jedną i tylko jedną zapałkę aby równanie stało się prawdziwe.

Przekreślenie znaku równości nie jest poprawnym rozwiązaniem.
Nie wolno dokładać, łamać ani zabierać zapałek.

6+4

Źródło.

W środę zostanie opublikowane przykładowe rozwiązanie.

Jeżeli chcesz się z nami skontaktować, w tym także w sprawie warsztatów i szkoleń, prosimy napisz do nas.

Autorka wpisu: Małgorzata Wąsowska

Wyjście poza strefę komfortu

In Codzienne wpisy o narzędziach w coachingu on 02/12/2013 at 05:00

Na początek ćwiczenie:

Połącz na poniższym rysunku dziewięć kropek czterema liniami prostymi, ale bez odrywania ręki. Żadna kropka nie może zostać pominięta.

tworcze-myslenie2

Zanim przejdziesz dalej, poszukaj rozwiązania. Znajdziesz je także na końcu wpisu.

Ćwiczenie to jest rekomendowane w sytuacji, kiedy pojawia się u Klienta schematyczność myślenia (pojęcie to będzie objaśnione w dalszej części wpisu). Pozwala ono skonfrontować Klienta ze swoimi wyobrażeniami, zwłaszcza, gdy obronnie reaguje na informacje zwrotne. Można traktować je także jako „rozgrzewkę” do dalszej pracy np. z celem.

Na naszym blogu temat pracy ze strefą komfortu już był poruszany. Oto linki: 1 i 2.

Wyjście poza strefę komfortu może dotyczyć dowolnej dziedziny naszego życia. Jednym z największych ograniczeń wyjścia ze strefy komfortu i rozpoczęcie kreatywnego poszukiwania nowych rozwiązań, np. w trakcie określania celu lub metod jego realizacji jest schematyczność myślenia czyli paradygmat. Poprzez schemat rozumiemy sytuację, kiedy osoba zwraca uwagę tylko na część dostępnych informacji, a pomija inne rozwiązania. Schematy są zwykle wynikiem wcześniejszych doświadczeń, pewnym uogólnionym wnioskiem powstałym w wyniku tych zdarzeń (przy czym doświadczenia nie muszą być nawet własne, jak w Bajce o szynce). Schematy z jednej strony dają korzyści w postaci gotowych rozwiązań, ale z drugiej strony są przeszkodą w znalezieniu innego rozwiązania problemu. Schematyczne myślenie, to tak jakby powtarzanie sobie po cichu: „Jest tylko jedna właściwa odpowiedź…”, „Nie ma sensu szukać czegoś więcej, masz już rozwiązanie.”, „Skoro dotychczas nikt inny tego nie zrobił, dlaczego ma się tobie udać? Nie wychylaj się i rób to, co robią inni.”, czyli np. budowanie przekonań, które w istocie blogują i ograniczają.

Na czym polega problem z tym ćwiczeniem? Zwykle na trudności wyjścia ze strefy komfortu, na schematyczności, na umiejętności wychodzenia poza schemat, radzenia sobie z barierami (w tym kulturowymi, emocjonalnymi, itp.), generowania nowych pomysłów, gotowości do konfrontowania swoich „zdiagnozowanych” oczekiwań z rzeczywistością.

Jak jednak widać na przykładzie, można wyjść poza schemat i poszukać nowych rozwiązań.

Jeżeli chcesz się z nami skontaktować, w tym także w sprawie warsztatów i szkoleń, prosimy napisz do nas. Prosimy o kontakt mailowy także w sprawie indywidualnych sesji coachingowych.

Autorka wpisu: Małgorzata Wąsowska

Oto rozwiązanie:

tworcze-myslenie-w-pracy-z-

Jak pokochać siebie?

In Codzienne wpisy o narzędziach w coachingu on 25/11/2013 at 05:00

Nie ma jednej definicji miłości. Wydaje się, że każdy ma własną. Oto przykład takiej definicji.

Z pojęciem miłości wiąże się też miłość własna. Ktoś powiedział, że „jeżeli człowiek potrafi na siebie spojrzeć życzliwie, to potrafi tak patrzeć też na innych ludzi.” Żyjemy w zbudowanych przez nas schematach (zwykle mieszanka przekonań, opowiadanych w myślach historii, itp.), które coraz bardziej nas od siebie oddalają i nasze poczucie własnej wartości drastycznie spada. Zdarza się, że szukany jest wybawiciel na białym koniu, który dokona zmian i skieruje nasze życie na prawidłowe tory. To on ma poznać nasze potrzeby i je zaspokoić! To on ma za nas wykonać cała „brudną i ciężką” robotę. To on ma wziąć odpowiedzialność za nasze życie.

Powstaje pytanie, które kiedyś, gdzieś usłyszałam, a które idealnie wiąże się z tą sytuacją: czy bardziej Ci zależy, żeby być pasażerem własnego życia, czy też jego kierowcą?

W Internecie znalazłam na ten temat bardzo dobry wpis. Sama chyba nie potrafiłabym ująć tego lepiej.

Zapraszam do jego lektury:

„Jeśli założyć, że większość decyzji w naszym życiu podejmujemy w oparciu o przekonania na temat siebie i świata, które sformułowaliśmy w dzieciństwie, całkiem niegłupim pomysłem wydaje mi się myśl, aby im się dokładnie przyjrzeć. Mogły bowiem wspierać nas gdy byliśmy mali i zależni od innych, ale teraz niepotrzebnie hamują nasz rozwój i ograniczają życiowe możliwości. Czas zmienić swoją życiową narrację – najczęściej nie ma bowiem rzeczywistych podstaw.

Natalia de Barbaro, w majowo-czerwcowym numerze magazynu Coaching, w artykule „Jak zachować wewnętrzną młodość czyli wojna maja z listopadem”, przywołuje psychologię narracyjną, która „opiera się na założeniu, że umysł myśli historiami. Kluczowa dla naszego życia jest narracja, jaką powiadamy sobie o sobie samych. Uważamy się za wybrańców losu albo za tego losu ofiary, za (nie)godnych miłości, za utalentowanych lub tępych. Wszystkie te przekonania mają moc samospełniających się przepowiedni.” Autorka bierze pod lupę przekonania dotyczące tego na ile młodzi się czujemy i pięknie pokazuje konsekwencje narracji, która opiera się na wierze, że w pewnym wieku wszystko, co dobre, już się dla nas stało (już nie zostaniemy kimś innym, nie ujawnimy nowych cech, niczego nowego się nie nauczymy, niczego ciekawego nie doświadczymy), versus takiej, która opiera się na ciekawości: kim jeszcze mogę się stać, dokąd pojechać, dokąd dążę, czego mogę spróbować?

Już jakiś czas temu zaczęłam się przyglądać opowieści, na której przez długie lata budowałam swoje poczucie tożsamości, oraz skutkom takiego wyboru oraz badać możliwości, które pojawiają się, kiedy przestaję traktować ją tak poważnie i jednostronnie. Okazało się to dobrym punktem wyjścia do zakwestionowania i zabawy z wieloma innymi wątkami mojego i nie tylko, życia.

W dzieciństwie opowiadano mi następująca historię: „podczas porodu (który wydarzył się miesiąc wcześniej niż powinien) utknęłaś twarzyczką w kanale rodnym – a działo się to w szpitalu, w którym nie wykonywano jeszcze wówczas cesarskiego cięcia – po wielu godzinach, kiedy trafiłaś do właściwego szpitala, ledwo cię więc odratowali przy porodzie, byłaś już całkiem sina” – i na długie lata uwierzyłam, że dostałam to życie przypadkiem, że nie do końca na nie zasługuję, życie skleiło mi się ze śmiercią, nieustannie wypatrywałam zagrożeń, a sama sobie wydawałam się słaba i delikatna.

A gdyby te samą historię opowiedzieć sobie inaczej: byłam taka silna i zdecydowana żyć, że mimo najgorszych okoliczności (poród zaczął się już w szóstym miesiącu) nie poddałam się, wytrwałam, przetrwałam, moim przeznaczeniem było po prostu żyć. Jak to wiele zmienia! Nagle czuję, że mogę góry przenosić, zaczynam dostrzegać dowody swojej wielkiej siły i hartu ducha w wielu swoich działaniach. A moje ciało wibruje energią i mocą.

Jakie jeszcze mało wspierające historie inni nam opowiedzieli i opowiadają? Jakie opowieści snujemy o samych sobie? Co by się stało, gdybyśmy przestali w nie wierzyć i stworzyli sobie inne, wzmacniające nas wersje?

  • Mówią: twoje emocje świadczą o twojej słabości i przez lata starasz się zapanować nad uczuciami, wypierając je i udając, że nic nie czujesz albo wstydząc się i obwiniając za to przepływające przez ciebie życie. Ideałem stają się dla ciebie mężczyźni spędzający 80 godzin w tygodniu w pracy, uzależnieni od internetu, albo codziennego kieliszka wina, żeby tylko nie poczuć, że coś czują.A gdyby tak powiedzieć sobie: Moje emocje świadczą o tym, że żyję, że pozwalam temu życiu płynąć, że mam siłę i odwagę doświadczać trudnych uczuć, umiem szukać wsparcia, ryzykuję zranienie, kiedy się otwieram, ale i tak decyduję się to robić, bo bez bycia autentyczną moje życie nie miałoby sensu? I wesprzeć się słowami , które napisał John Bradshaw w książce, „Powrót do swojego wewnętrznego domu”: „(…) twoje uczucia stanowią część twojej siły. Są psychicznym paliwem, które skłania do czynu, żebyś mógł zaspokoić swoje potrzeby. Sygnalizują ci niebezpieczeństwo, mówią, kiedy stajesz się obiektem przemocy i kiedy tracisz coś cennego.” Brandon Bays, twórczyni metody The Journey, przez ostatnie trzy dni przekonywała mnie i innych uczestników The Journey Intensive, że to właśnie zablokowane, niewyrażone emocje są źródłem wielu chorób i problemów oraz szkodzących nam życiowych wzorców. Doświadczenia samej Brandon (19 lat temu wyleczyła się dzięki emocjonalnemu procesowi z raka wielkości piłki koszykówki) i setek praktyków jej metody wskazują, że ich uwolnienie często pozwala odzyskać zdrowie i emocjonalną równowagę. A nawyk ich swobodnego odczuwania i niewypierania, bycia z nimi, kiedy się pojawiają to świetna prewencja.
    Praktyka
    A gdyby często w ciągu dnia pytać siebie: Co czuję teraz? Gdzie w ciele to odczuwam? Czy mogę powiedzieć temu „tak” i objąć miłością, zejść do rdzenia tego uczucia i być w nim?
    Praktyka
    A gdyby, kiedy zauważę, że robię coś, co mi nie służy – sięgam po kolejnego papierosa, kolejnego drinka, tabliczkę czekolady, siadam na kolejną godzinę do komputera, kupuję kolejną niepotrzebną rzecz, zapytać siebie, co było chwilę przed tym działaniem, co czułem/łam? Jakiej emocji chciałam/łem uniknąć? Co w niej jest takiego trudnego? Czy mogę teraz zdecydować się w niej pobyć?
  • Mówią: silny nikogo nie potrzebuje, a kiedy całą sobą tęsknisz za głębokimi więziami z innymi i gdzieś głęboko czujesz, że czerpiesz z nich wielkie spełnienie, starasz się o tym zapomnieć i w samotności zagryzając zęby, udajesz, że wszystko zawdzięczasz sobie. A gdyby tak powiedzieć sobie: Tęskniąc za wspólnotą wyrażam istotę człowieczeństwa. Nawet w dorosłym życiu, wbrew temu, co się nam sugeruje i w co chcielibyśmy wierzyć, nasze życie w niezliczonych aspektach zależy od innych – producentów jedzenia na naszych talerzach, budowniczych naszych domów, lekarzy, nauczycieli, przyjaciół… Angela Meiers, edukatorka ze Stanów Zjednoczonych wymyśliła i prowadzi kampanię społeczną, która bardzo mnie inspiruje i wzrusza. Jest przekonana, że jeśli mielibyśmy przekazać dzieciom jedną rzecz, która miałaby im pomóc radzić sobie w naszym skomplikowanym świecie, powinna to być wiadomość: „Masz znaczenie” – oraz masz w sobie potencjał, który może zmienić na lepsze życie innych ludzi, zmienić na lepsze świat. „Jesteś ok” nie wystarczy – każdy potrzebuje wiedzieć, że jest niezbędną częścią całości – że może wzbogacać życie innych. Tak zostaliśmy zaprogramowani, to kwestia DNA. Chcemy mieć pewność, że nasze życie ma znaczenie dla innych i dla ich dobrobytu, że robi różnicę. Zachęcam anglojęzyczne osoby do obejrzenia dwóch wystąpień Angeli – naprawdę warto: http://www.youtube.com/watch?v=FzhckPAl1Ek oraz http://www.youtube.com/watch?v=7FHdHUzRnms
  • Mówią: jeśli rzucasz świetnie opłacaną pracę w korporacji jesteś słaba/y ( i w dodatku niezbyt rozsądna/y), bo tam udaje się przetrwać tylko najsilniejszym. To oni odnoszą prawdziwy życiowy sukces.A gdyby tak powiedzieć sobie: Jestem niesamowicie silna, bo znajduję w sobie odwagę, by iść za głosem swojej pasji, wnosić do świata to, co jest moim prawdziwym talentem, na swoich własnych warunkach. Boję się, ale ufam, że życie prowadzi mnie w dobrym kierunku i ryzykuję – po to by moje życie miało głębię i sens. Prawdziwy sukces to nie tylko wysokie saldo na koncie, okupione brakiem relacji, więzi i życiowej harmonii. Oto jak mówi o tym Paul McKenna: „Autentyczne bogactwo to dobre zdrowie i prawdziwe szczęście. To posiadanie rodziny i przyjaciół, z którymi możesz dzielić się intymnymi i przyjemnymi doświadczeniami, z którymi możesz się śmiać, którzy cię stymulują i fascynują. To poczucie, że dajesz coś światu i że twoje życie jest wartościowe.”,
  • Mówią: jeśli nie wyglądasz jak kobiety z magazynów o modzie, nie zasługujesz na szczęście, uwagę, życiowy sukces i miłość i wierzysz w to, próbując poprawić się w każdym calu, zadając ból swojemu ciału, nie kochając go i nie ciesząc się tym, co pozwala Ci w życiu robić. Jesteś przekonana, że zgodny z kanonami wygląd to najlepsze, co możesz ofiarować światu, i jednocześnie podstawowy warunek sukcesu i poczucia życiowego spełnienia. A gdyby tak powiedzieć sobie: „Gdyby piękno prowadziło do szczęścia, wszyscy urodziwi ludzie pławiliby się w wiecznej radości, a mniej atrakcyjni byliby nieszczęśliwi. Lekarze kierowaliby pacjentów na operacje plastyczne i kursy makijażu, zamiast przepisywać leki przeciwdepresyjne. (…) Piękno nie uodparnia na klęski. Pomagają natomiast wysoka samoocena, pozytywne postrzeganie ciała i wiara w umiejętność radzenia sobie z życiowymi trudnościami.” (Linda Papapadopoulos, „Lustereczko powiedz przecież… Rewolucja w myśleniu o własnym wyglądzie”.) Pragnienie bycia kimś innym sprawia, że umniejszam to, kim jestem i odmawiam sobie jedynej rzeczy, która może mnie uszczęśliwić – samoakceptacji. Zamiast dążyć do idealnej urody – mogę dążyć do najzdrowszej, najszczęśliwszej wersji siebie, a ciało potraktować jako wehikuł, który pomaga cieszyć się życiem. A gdyby pamiętać, że kanony piękna wyznacza polityka i kultura – cały czas się zmieniają i są niedoścignione. Zgodzić się z Lindą Papapadopoulos, że najwyższym osiągnięciem kobiet nie jest piękno zewnętrzne, ale przede wszystkim kompetencje, umiejętności, dojrzałość, piękno wewnętrzne: pozytywny stosunek do innych, siebie i życia. A mężczyźni mogą przede wszystkim pragnąć kobiet pewnych siebie, które umieją się cieszyć swoim i ich wewnętrznym pięknem.
    Praktyka
    A gdyby pytać siebie: Jak mnie wspiera moje ciało? Co jest możliwe dzięki niemu? Co jest możliwe dzięki zmysłom? Za co mogę być wdzięczna ciału? (np. odczucie przepływu podczas biegu, doznania bliskości podczas seksu z ukochanym, satysfakcja płynąca z dobrego jedzenia, zachwyt nad pięknym widokiem, itp…)
    Praktyka
    Gary M. Douglas, w swojej książce: „Divorceless Relatioships”, zachęca do następującego eksperymentu: Zamknij oczy i postaraj się poczuć swoje granice – nie granice swojego ciała, ale granice siebie. Czy to możliwe? Czy nie jest tak, że gdziekolwiek popatrzysz, tam jesteś? Otwórz oczy, ta przestrzeń, której doświadczałaś, która jest wszędzie i jest nieskończona – to ty. Jesteś nieskończoną istotą. Opierając się na tym doświadczeniu, zadaj sobie pytanie, czy możesz się zatem zmieścić w czymś tak małym jak twoje ciało? Czy raczej ciało zawiera się w Tobie? Twoje ciało zawiera się w tobie, nie Ty w Twoim ciele.
  • Mówią: jesteś słaba, bo boisz się latać samolotem i przez lata wierzysz, że choć latasz wiele razy do roku, lęk, który wówczas odczuwasz, tylko potwierdza twoją słabość. A gdyby tak powiedzieć sobie: mam w sobie ogromną siłę, bo decyduję konfrontować się ze swoim strachem i mimo fobii leciałam już ponad 50 razy. Jeśli coś jest dla mnie ważne, potrafię pokonać każdy lęk na drodze to tego celu.
  • Mówią: jesteś słaba, bo jesteś kobietą. Rządzą tobą hormony, przydarzają ci się syndromy napięcia, trudne dni i miesiączki, które najlepiej powinnaś ukrywać przed innymi, bo to powód do wstydu. A gdyby tak powiedzieć sobie, słowami Izy Sznajder autorki książki „Kobieta, księżyc i czerwona sukienka”: „Jesteśmy w pewien sposób uprzywilejowane. Aby doświadczyć swojej mocy i przynależności do wszechświata, nie musimy wędrować, szukać przygód i niebezpieczeństw. Naszą wielką przygoda jest doświadczenie swojego ciała i uczuć, które w nim żyją. Nasza krew pomaga nam co miesiąc realizować ten zamiar. Poprzez swoje ciało kobieta odczuwa to, co jest wieczne.(…) Menstruacja to ogromny dar, ponieważ w sposób bezpośredni przypomina kobiecie o potędze natury i niejako zmusza ją do przeżywania oraz kontemplowania tej potęgi. Świadomie, uważnie przeżyta menstruacja to także akt pokory, który skłania do wsłuchiwania się w głos serca i budzi tęsknotę za poszukiwaniem źródła swojej prawdziwej tożsamości. (…) Nie chodzi tylko o to, że wraz z pierwszym okresem możesz już mieć dzieci, zostać matką. Krew mówi znacznie więcej, mówi o tym, że jesteś częścią całości, rytmem wszechświata, podlegasz zmianom cyklicznym tak, jak pory roku, fazy księżyca, przypływy i odpływy, oceanu. Mówi o prastarym źródle kobiecej natury. Przypomina o losie wszystkich kobiet, uczy, że jesteśmy takie same, lecz jedyne w swoim rodzaju, że dzielimy ten sam ból, niepokój i radość. Pokazuje ci, że stałaś się dorosła, niezależna, i masz możliwość odnaleźć przesłanie swojego życia. Uczy powagi i lekkości chwili, Pokazuje cie twoją moc. Uczy, ze masz w sobie zdolność do pokonywania wszystkich przeciwności losu. Pokazuje ci alchemię twojego ciała i opowiada o jego pięknie i mądrości. Wreszcie mówi, że czas niestrudzenie wywiera wpływ na twoje życie, pokazuje, że coś się w nim zaczyna, coś kończy. Uczy, że jesteś i że przemijasz.” PraktykaA gdyby podczas najbliższej miesiączki zatrzymać się na 10 minut? Sprawdzić, jakie uczucia pojawiają się w moim ciele. Jakie odczucia pojawiają się w moim podbrzuszu? O co prosi mnie ciało? O głęboki oddech, moment zatrzymania, o zauważenie napięcia, zauważenie ważnej tęsknoty, docenienie, dłuższy odpoczynek? Jak ciało pokazuje mi moją wewnętrzną prawdę?
  • Mówią: twój partner jest odpowiedzialny za twoje szczęście, a jego miłość lub jej brak świadczy o twojej wartości. Możesz otworzyć serce tylko jeśli dana osoba spełni wymyślone przez ciebie warunki – zachowa się w określony sposób, nigdy cię nie zrani, da ci emocjonalną pewność.A gdyby tak powiedzieć sobie: To wielka pułapka – w ten sposób mogę przeżyć całe życie nie pozwalając miłości we mnie płynąć i zasilać mnie i innych. Potrafię zaznawać szczęścia i pełni życia w stopniu większym niż mi się zdaje. Często jednak nie sięgam po szczęście, gdyż wierzę, że to czyjeś zachowanie mi nie pozwala. Ignoruję obowiązek rozwijania i ulepszania siebie, bo uparcie próbuję przeobrażać innych.Praktyka
    A gdyby, jak proponuje amerykańska trenerka metody Nonviolent Communication, Miki Kasthan, zobowiązać się przed sobą: „Nawet kiedy moje potrzeby są w dużym stopniu niespełnione, decyduję się, ze moje serce pozostanie otwarte. Jeśli zauważę, że pogrążam się w ocenach, złości i negatywnych emocjach, poszukam pomocy, aby je przetransformować i spotkać drugą osobę z miłością.”Praktyka
    David Deida dużo pisze o otwieraniu serca jako drodze do realizacji naszej pełni. Dla mnie to jedno z podstawowych dorosłych zadań. W trakcie dzieciństwa i dojrzewania musiałyśmy zbudować wokół siebie wiele ochronnych warstw, niekiedy nawet całkiem poważny pancerz. Podobnie jak nasze serca, także i nasze miednice od wielu lat mogą być zaciśnięte, usztywnione i spragnione spontaniczności i życia. Jednym z prowadzących do rozluźnienia, przepływu i pełni sposobów, które sugeruje Deida jest „święty taniec”: „(…) jeśli kochasz tańczyć, możesz użyć tańca do swojej praktyki. Być może pamiętasz czas, kiedy tańczyłaś i czułaś, że jesteś totalnie otwarta, jakbyś poddawała się sile miłości i życia… i jakby to one tańczyły przez ciebie. Jak się wtedy poruszałaś? Co czułaś w sercu? Jako tańcząca, żywa miłość, w jaki sposób twoje stopy dotykają podłoża? Co czujesz w nogach? Gdy tańczysz tak cała otwarta, co czujesz pomiędzy nogami i w swoich lędźwiach – seksualnie, energetycznie, fizycznie? Co czujesz w brzuchu u klatce piersiowej, gdy muzyka wchodzi w ciebie i wibruje w całym ciele? Co pokazuje ekspresja twojej twarzy, ramion, dłoni? Jak miłość porusza cie i promieniuje poprzez całe twoje ciało? Raduj się tańcem jako prawdziwą duchową praktyką, odkrywając, w jaki sposób tańczyć, aby twoje serce się otwierało, a ciao oddychało żywe niczym pełnia miłości. Jak masz tańczyć teraz, aby ciało i serce otwierało się na głębokie przyjmowanie każdej chwili i aby życie wyrażało miłość przez cały dzień? Jak możesz tańczyć przez kolejne lata, aby nawet kiedy ciało będzie się starzeć i więdnąć, twoje serce mogło otworzyć się jeszcze pełniej, tak szeroko, jak przepływająca chwila i błyszczeć promienna radością do wszystkich?”
  • Mówią: nieudane, traumatyczne dzieciństwo i toksyczni rodzice sprawili, że nie możesz mieć głębokich, karmiących relacji i wieść szczęśliwego życia. A gdyby tak powiedzieć sobie: Moi rodzice też byli skrzywdzonymi dziećmi, które stanęły przed ogromnym zadaniem – rodzicielstwem. Obwiniając ich, stoję w miejscu, tracę z oczu możliwość rozwoju i fakt, że teraz ja jestem odpowiedzialna za swój dobrobyt.PraktykaJohna Bradshaw, amerykański psycholog, autor książki „Powrót do swego wewnętrznego domu. Jak odzyskać i otoczyć opieką swoje wewnętrzne dziecko”, proponuje następujące doświadczenie – „Idź do parku, popatrz na trawę, kwiaty, ptaki, drzewa i zwierzęta. To wszystko należy do wszechświata. Stanowi nieodłączną część stworzenia. Ty także masz tu swoje miejsce. Masz prawo być tutaj, tak samo jak ptaki, pszczoły, drzewa i ptaki. Należysz do tej Ziemi. Witaj!”PraktykaA gdyby powtarzać sobie to, czego nie usłyszałaś/łeś od rodziców, a co bardzo potrzebowałaś/łeś usłyszeć: np., jak podpowiada Bradshaw: „Bóg się ucieszył, gdy przyszłaś na świat”. „Zasługujesz na to, żeby mieć to, czego pragniesz.”„Nigdy nie było kogoś takiego jak ty. Jesteś niepowtarzalny/a, jedyny/a w swoim rodzaju”, „Chcę cię wysłuchać. Widzę cię.”, „Wszystko, co czujesz, jest ok.”, „To normalne, że się boisz.”, „Cieszę się, że chcesz być sobą.”,„To dobrze, że jesteś inna, że masz swoje własne poglądy na rożne sprawy.”, „To dobrze, że badasz i odkrywasz, kim jesteś.”Praktyka
    A gdyby zbierać dowody, że świat nie jest miejscem przerażającym i niebezpiecznym, a wręcz mi sprzyja ( Wewnętrzne Dziecko często było straszone i jest przesadnie ostrożne). Doceniać to, co mi się udało. Codziennie podsumować jak świat mnie wspierał tego dnia. Zrobić listę rzeczy, o których marzę, ale których się boję i zastosować metodę małych kroków, żeby się do nich zbliżać i zacząć je realizować?
  • Mówią: musisz manipulować innymi, aby sprawić, żeby twoje potrzeby zostały zaspokojone. Inni są zainteresowani tylko swoim dobrem, więc musisz ich odpowiednio podejść, żeby zadbać o siebie. A gdyby tak powiedzieć sobie: Moje potrzeby są piękne, pokazują, jak przepływa przeze mnie życie. Inni z radością chcą przyczyniać się do mojego dobrobytu (to jedna z podstawowych ludzkich potrzeb) – kiedy mają wybór i nie czują się do tego zmuszani. PraktykaA gdyby prosić, a nie żądać? Sprawdzić, jaka będzie moja reakcja na odmowę? Czy moją intencją jest, aby inni zrobili to, o co proszę tylko, jeśli sami tego chcą? Czy też zgadzam się, by spełnili to, o co proszę kierowani poczuciem obowiązku, winy, strachu przed konsekwencjami? Jeśli spotkawszy się z odmową, uderzę w ton krytyczny lub osądzający, odmówię partnerowi ciepłych uczuć, znaczy to, że nie prosiłam, a żądałam. Kiedy rozmówca słyszy żądanie, widzi przed sobą tylko dwa wyjścia – uległość albo bunt. W obu wypadkach traktuje prośbę jako próbę wywarcia przymusu i jest mu trudniej zareagować ze współczuciem, skutkuje to także utratą zaufania i otwartości w przyszłości w naszej relacji. A gdyby mieć świadomość, że kiedy żądam, to sygnał, że nie wierzę w piękno moich potrzeb, w to, że zasługuję na wsparcie innych i świata – i objąć ten fakt ciepłą refleksją?”*

Na koniec kilka pytań:

  • Jaka historia lub opowieść kieruje Twoim życiem?
  • Jak na Ciebie wpływa?
  • Jakie wiążą się z nią przekonania?
  • Czy są to przekonania ograniczające, czy wspierające?
  • Co chcesz z tym zrobić?
  • Jakiego pytania nie zadałam? Jak ono brzmi?
  • Jaka jest na nie odpowiedź?
  • Co jeszcze chcesz wziąć dla siebie z bieżącego wpisu?

Jeżeli chcesz się z nami skontaktować, w tym także w sprawie warsztatów i szkoleń, prosimy napisz do nas. Prosimy o kontakt mailowy także w sprawie indywidualnych sesji coachingowych.

Autorka wpisu: Małgorzata Wąsowska

*Źródło: http://gdybymdorosla.com/2013/05/27/zmienilabym-swoja-zyciowa-narracje/

WIFMing w coachingu

In Codzienne wpisy o narzędziach w coachingu on 03/06/2013 at 05:00

WIFMing (tłum. What’s In It For Me?) to pytanie, które zadawane jest na wiele sposobów zarówno w biznesie, marketingu, jak też w terapii i coachingu. Inny używany skrót to: WIIFM.

Najbadziej intuicyjne tłumaczenie na polski język to: Co ja z tego będę miał/a?

Zwykle pytanie to bywa zadawane przez coachów w  wersjach np.: Co z tego będziesz miał/a? lub Co z tego masz?, Co przez to zyskujesz?, Co zyskasz w wyniku zmiany? , Co się za tym kryje?, Co Ci to da?, Co to dla Ciebie znaczy?

Zadawane jest w sytuacji, kiedy Klient chce dokonać zmiany i tak zadane pytanie ma wzmocnić jego wewnętrzną motywację. Może zostać wykorzystane także w sytuacji, kiedy np. analizując Koło życia Klient:

  • czuje, że nie działa/pracuje na pełnych obrotach,
  • chce dokonać wyboru spośród wielu opcji,
  • nie czuje flow, w tym co robi,
  • mówi, że drepcze w miejscu,
  • czuje się wypalony, czy znudzony,
  • nie chce ruszyć z miejsca lub czuje, że nie ma na to siły,
  • potrzebuje uporządkować sobie różne sfery życia, itp.

Pytanie: Co ja z tego będę miał/a? to chyba najbardziej naturalne pytanie, które można zadać sobie w prawie każdej sytuacji, np. zmiana zachowania i zapewne tak często jest wykorzystywane w różnych modelach coachingowych w rozmowach z Klientem. To pytania wzmacnia „dobry” egoizm i odpowiedzialność za własne decyzje. Odwołuje się też do wartości Klienta.

Wybór celu, a potem zadanie tego jednego pytania i udzielenie na nie odpowiedzi czasem daje naprawdę niesamowite efekty. Wyobraź sobie, że Klient mówi: Nie mam siły podjąć tej decyzji i zacząć zmianę. I przykładowa reakcja coacha: Co Ci to daje? Co zyskujesz, gdy sytuacja pozostaje bez zmian? bywa bardzo ożywcza dla Klienta.

Ćwiczenie do samodzielnego wykonania:

Wybierz na dzisiaj cel do osiągnęcia i zapisz go: …………………………..

A teraz zadaj sobie jedno pytanie i zapisz na nie odpowiedź: Co z tego będzie miał/a, gdy go zrealizujesz?

Na koniec link do wpisu na ten temat.

Jeżeli chcesz się z nami skontaktować, w tym także w sprawie sesji coachingowych oraz warsztatów i szkoleń, prosimy napisz do nas.
 
Autorka wpisu: Małgorzata Wąsowska

Opowieść o szukaniu klucza

In Anegdoty, Codzienne wpisy o narzędziach w coachingu on 31/05/2013 at 05:00

Przeczytaj proszę opowieść, a następnie pisemnie odpowiedz na parę pytań (mogą to być odręczne notatki). Sądzę, że zajmie Ci to ok. 5 minut.
A zatem…

Pewien mistrz przechadzał się w nocy po mieście. Nagle zobaczył człowieka, który chodzi wokoło latarni i czegoś szuka. Zapytał go więc:

– Co zgubiłeś?

– Klucz – odpowiada mężczyzna.

– A gdzie go zgubiłeś? – pyta dalej mistrz.

– Tam, na ulicy – mówi szukający mężczyzna.

– To czemu szukasz tu a nie na ulicy? – pyta zdziwiony mistrz.

– No jak to, czemu? Bo tu jest jasno.

Źródło: Autor nieznany.

I teraz pytania:

Co czujesz po przeczytaniu?

Jaka jeszcze mądrość płynie dla Ciebie z tej opowieści?

A Ty gdzie szukasz rozwiązań?

Co chcesz z tej opowieści wziąć dla siebie?

Jeżeli chcesz się z nami skontaktować, w tym także w sprawie warsztatów i szkoleń, prosimy napisz do nas. Prosimy o kontakt mailowy także w sprawie indywidualnych sesji coachingowych.

Autorka wpisu: Małgorzata Wąsowska

 

Droga ważniejsza niż cel?

In Codzienne wpisy o narzędziach w coachingu on 29/05/2013 at 05:00

Ostatnio ktoś mi ostatnio powiedział, że za mało na blogu jest mnie samej i że są głównie ćwiczenia oraz zadania. To cenna uwaga i bardzo za nią dziękuję. 🙂

Istnieje wiele modeli, narzędzi i podejść w coachingu, a każde ma swoją pozycję w rozwoju człowieka. Jest także bardzo wielu coachów, którzy posiadają ogromny dorobek i rozległą wiedzę oraz osiągnięcia znacznie przekraczające moje.

Podstawowym celem tego bloga jest publikowanie różnorodnych metod pracy, stymulujących rozwój oraz będących pomocą dla coachów, kandydatów na coachów, ale także Klientów, czy w autocoachingu. Zawsze staram się ustalić autora narzędzia, czy metody wykorzystywanej w coachingu – jeśli się to uda, to podaję źródło ze względu na szacunek do coachów, którzy wnieśli wkład w rozwój coachingu. Jestem wdzięczna za otwartość i chęć dzielenia się wiedzą, jaka cechuje środowisko coachów. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z taką życzliwością i pomocą, jakiej doświadczyłam od coachów. Za wszystko bardzo dziękuję. 🙂

Wydaje mi się, że coach w pracy z drugim człowiekiem powinien być jedynie lustrem lub echem. To Klient jest najważniejszy. Coach to towarzysz drogi Klienta. Te przekonania staram się pokazać w różnych wpisach na tym blogu. W pracy stosuję powiedzenie znane w środowisku coachów: „Jeżeli wydaje ci się że wiesz, dokąd zmierza rozmowa, to z całą pewnością nie jest to rozmowa coachingowa„. W związku z tym uważam, że umieszczanie elementów bardziej osobistych na tym blogu nie byłoby wskazane i będę to robiła niezwykle rzadko.

Dzisiaj będzie wpis na temat drogi i celu. To moje własne doświadczenia i przemyślenia, bo póki co nie znalazłam na ten temat innego przykładu.

Przez długi czas nie mogłam zrozumieć, z jakiego powodu w coachingu to droga jest ważniejsza niż cel, a przynajmniej równie ważna. Jakoś nie mieściło mi się to w głowie, że cel może być mniej ważny, choć rozumiałam, że nadaje kierunek działań. Wydawało mi się, że w tym porównaniu jest sprzeczność. Nie potrafiłam podać przykładu, bądź zdarzenia, które potwierdzałoby tę tezę. Aż do dnia, kiedy przypominała mi się pewna wyprawa w Tatry. To był wypad w czasach „szczenięcych” z moim przyjacielem i kolegą Krzyśkiem. Było to późną jesienią. Celem był wyjazd z Zakopanego, wejście na Błyszcz oraz Bystrą i powrót do Zakopanego. W drodze powrotnej byłam tak zmęczona, że nie miałam sił, żeby przejść Doliną Kościeliską do przystanku, skąd można było „złapać busa” do Zakopanego. Pamiętam, jak mi powtarzał Krzysiek (dzisiaj powiedziałabym, że coach ;-)), że to tylko jeszcze jeden mostek i że za zakrętem już będzie przystanek. Do dzisiaj nie pamiętam ile jest tam tych mostków. Na pewno wiele, bo droga się niemiłosiernie dłużyła, a ja opadałam z sił. Kiedy jednak dotarliśmy późnym wieczorem do przystanku w Kirach byłam naprawdę szczęśliwa. To było coś! Wtedy nie liczył się cel, ale droga i to że dałam radę oraz, że komuś na mnie zależało, ufałam mu i że we mnie wierzył. Choć na pewno cel pozwalał mi utrzymać motywację, bo wiedziałam dokąd zmierzam- to jednak droga była równie ważna, a kto wie, czy nie ważniejsza. Podobnie jest z ludźmi. Są ważni tak samo, a może ważniejsi, niż cel, bo są częścią drogi.

Oto zdjęcie jednego z mostków oraz bardzo wymowny wiersz 😉

A jakie przykłady drogi ważniejszej niż cel Wy możecie podać? Zachęcam do podzielenia się swoimi doświadczeniami.

Jeżeli chcesz się z nami skontaktować, w tym także w sprawie sesji coachingowych oraz warsztatów i szkoleń, prosimy napisz do nas.
 
Autorka wpisu: Małgorzata Wąsowska

Kamienie w potoku – ćwiczenie coachingowe

In Codzienne wpisy o narzędziach w coachingu on 27/05/2013 at 05:00

Jest to ćwiczenie odpowiednie zwłaszcza dla kinestetyków. Nie wiem, kto był jego autorem i pomysłodawcą, ale dobrze się sprawdza zwłaszcza w przypadku chęci zmiany zachowań.

Przykładowy sposób wykonania ćwiczenia:

1. Weź 6 kartek papieru jednakowej wielkości (mogą być A4).

2. Rozłóż kartki na podłodze w jednej linii i powiedz Klientowi, że każda z kartek symbolizuje kamień w potoku.

3. Poproś Klienta, aby stanął kolejno na każdym „kamieniu”, a Ty zadasz mu kilka pytań. Chodzi o to, żeby Klient „przeszedł” przez problem. Schemat wyboru pytań powiązany jest w niektórymi poziomami neurologicznymi Diltsa.

4. Propozycje pytań do każdego z „kamieni”:

Środowisko: Gdzie/W jakich miejscach/sytuacjach pojawia się to zachowanie? Kto jeszcze jest z Tobą? Jak się tam czujesz?

Zachowania: Jak się zachowujesz? Co zazwyczaj robisz, mówisz, widzisz? Jak się z tym czujesz?

Umiejętności: Jakich umiejętności wtedy używasz? Jakie wykorzystujesz?

Przekonania/Wartości: Jakie przekonania wywołują to zachowanie? Co jeszcze? Jakie wartości są naruszane?

Tożsamość: Kim jesteś wtedy? Jak nazwiesz tę osobę? (por. wpis)

Szerszy kontekst: Wiedząc/słysząc/czując to, co już wiesz, jak postrzegasz tę sytuację i Twoje zachowania?

5. Teraz należy przeprowadzić Klienta z powrotem po „kamieniach”, zadając mu przy tym przykładowe pytania:

Tożsamość: Kim mógłbyś być, gdyby nie Twoje zachowanie?

Przekonania: Jakie przekonania byłyby dla Ciebie wspierające?

Umiejętności: Jakie możesz zastosować umiejętności?

Zachowania: Jak byś się wtedy zachował?

Środowisko: Wyobraź sobie siebie w kolejnej takiej sytuacji. Jak będziesz się zachowywać? Na czym będzie polegała zmiana? Jaki jest rezultat?

Jeżeli chcesz się z nami skontaktować, w tym także w sprawie warsztatów i szkoleń, prosimy napisz do nas. Prosimy o kontakt mailowy także w sprawie indywidualnych sesji coachingowych.

Autorka wpisu: Małgorzata Wąsowska

%d blogerów lubi to: