coaching4smart

Posts Tagged ‘bajka z morałem’

Bajka o tygrysie i nie tylko

In Anegdoty, Codzienne wpisy o narzędziach w coachingu on 04/04/2014 at 05:00

Przeczytaj proszę opowieść, a następnie pisemnie odpowiedz na parę pytań (mogą to być odręczne notatki). Sądzę, że zajmie Ci to ok. 5 minut.
A zatem…

„Pewnego człowieka gonił w dżungli tygrys. Tygrysy biegają znacznie szybciej, niż ludzie i zjadają ludzi także. Tygrys był głodny; człowiek był w tarapatach.
Gdy tygrys był tuż, tuż za nim, człowiek dostrzegł studnię przy ścieżce. W akcie desperacji, dał do niej susa. Po tym, jak zdecydował się na skok, zobaczył, jak wielki popełnił błąd. Studnia była sucha, a na jej dnie, dostrzegł wijącego się, dużego czarnego węża.
Instynktownie, jego ręka sięgnęła w kierunku ściany, gdzie natrafiła na korzeń drzewa. Korzeń zamortyzował jego upadek. Kiedy pozbierał się w sobie, spojrzał w dół i zobaczył, jak duży czarny wąż wysunął z swoją głowę na całą długość, próbując ukąsić go w stopę; ale jego stopy były milimetr wyżej. Spojrzał w górę i zobaczył, jak tygrys, z łbem w studni, próbuje chwycić go łapą od góry; ale jego ręka, którą uchwycił się korzenia, była o milimetr za nisko. Kiedy zastanawiał się nad swoją tragiczną sytuacją, zobaczył dwie myszy, jedną białą, drugą czarną, które wychodzą z małej szczeliny i zaczynają podgryzać korzeń.

Kiedy tygrys próbował przednią łapą dorwać człowieka, tylnymi łapami napierał na niewielkie drzewo, trzęsąc nim. Na gałęzi drzewa, tuż nad studnią, był ul. Miód zaczął kapać do studni. Człowiek wysunął język i złapał kilka kropel.

– Mniammm! To jest dobre – powiedział do siebie i uśmiechnął się. Tradycyjnie już, historia ta, kończy się w tym miejscu. To dlatego jest tak realistyczna. Życie, podobnie jak niekończące się mydlane opery, nie ma określonego zakończenia. Życie niezmiennie jest w trakcie zakończenia.

Co więcej, zawsze dzieje się tak w naszym życiu, jakbyśmy byli uwięzieni pomiędzy czyhającym na nas głodnym tygrysem, a dużym czarnym wężem, pomiędzy śmiercią a czymś jeszcze gorszym, pomiędzy dniem i nocą (biała i czarna mysz), które zmyślnie manipulują jeszcze naszą tragiczną sytuacją. Nawet w tak beznadziejnych sytuacjach, zawsze znajdzie się gdzieś kapiący miód, zupełnie nie wiadomo skąd. Jeśli jest w nas mądrość, wystawimy swój język i będziemy cieszyć się nawet odrobiną tego miodu. Dlaczego nie? Kiedy nie można nic zrobić, to nie rób nic, posmakuj trochę miodu życia.

Jak już powiedziałem, historia tradycyjnie w tym miejscu się kończy. Jednakże, by zwrócić uwagę, często opowiadam słuchaczom prawdziwe zakończenie. A oto, co zdarzyło się później.

Gdy człowiek delektował się miodem, myszy nadgryzały korzeń, który stawał się coraz cieńszy i cieńszy, duży czarny wąż był coraz bliżej, by sięgnąć stóp człowieka, tygrys przywarł cielskiem do studni, więc pazurami prawie sięgał ręki mężczyzny. I wtem tygrys zbyt mocno się przechylił. Wturlał się do studni, mijając człowieka, miażdżąc węża na śmierć, śmiertelnie łamiąc sobie w upadku kark.

No cóż, to mogło się zdarzyć! I czasami coś niespodziewanego też się wydarza. Takie jest nasze życie. Więc dlaczego przepuścić okazję zakosztowania kropli miodu, nawet, gdy świat wali nam się na głowę. Nie wiemy nic o przyszłości. Nigdy nie możemy być pewni, co nas za chwilę czeka.”

Źródło: http://www.psychotronika.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=954&Itemid=138

I teraz pytania:

Co czujesz po przeczytaniu?

Jaka jeszcze mądrość płynie dla Ciebie z tej opowieści?

Co chcesz z tej opowieści wziąć dla siebie?

Jeżeli chcesz się z nami skontaktować, w tym także w sprawie warsztatów i szkoleń, prosimy napisz do nas. Prosimy o kontakt mailowy także w sprawie indywidualnych sesji coachingowych.

Autorka wpisu: Małgorzata Wąsowska

Reklamy

Bajka o słońcu i wietrze

In Anegdoty, Codzienne wpisy o narzędziach w coachingu on 21/03/2014 at 05:00

Przeczytaj proszę opowieść, a następnie pisemnie odpowiedz na parę pytań (mogą to być odręczne notatki). Sądzę, że zajmie Ci to ok. 5 minut.
A zatem…

„Pewnego dnia słońce i wiatr mocno kłócili się ze sobą o to, kto jest silniejszy. Wiatr powiedział : “Widzisz tego starego człowieka w płaszczu? Założę się, że potrafię zedrzeć z niego ten płaszcz szybciej niż ty.”
Słońce schowało się więc za chmurami, a wiatr zaczął wiać mocniej i mocniej, aż wreszcie przybrał siłę huraganu. Jednak im mocniej wiał, tym bardziej starzec otulał się płaszczem.
Wreszcie wiatr zrezygnował i ucichł. Wtedy słońce wyszło za chmur i uśmiechnęło się przyjaźnie do człowieka. Natychmiast otarł czoło i zdjął płaszcz. Słońce udowodniło wiatrowi, że delikatność i przyjazne podejście są zawsze silniejsze niż furia i siła.”

Autor: Ezop z Grecji

I teraz pytania:

Co czujesz po przeczytaniu?

Jaka jeszcze mądrość płynie dla Ciebie z tej opowieści?

Co chcesz z tej opowieści wziąć dla siebie?

Jeżeli chcesz się z nami skontaktować, w tym także w sprawie warsztatów i szkoleń, prosimy napisz do nas. Prosimy o kontakt mailowy także w sprawie indywidualnych sesji coachingowych.

Autorka wpisu: Małgorzata Wąsowska

Bajka o „niewidomych”

In Anegdoty, Codzienne wpisy o narzędziach w coachingu on 14/03/2014 at 05:00

Przeczytaj proszę opowieść, a następnie pisemnie odpowiedz na parę pytań (mogą to być odręczne notatki). Sądzę, że zajmie Ci to ok. 5 minut.
A zatem…

 – Byłem sam w całym przedziale pociągu. Potem wsiadła jakaś dziewczyna – opowiadał pewien niewidomy hinduski chłopiec. – Mężczyzna i kobieta, którzy ją odprowadzali, musieli być jej rodzicami.

     Dawali jej mnóstwo rad i wskazówek. Nie widziałem jak wyglądała dziewczyna, ale podobało mi się barwa jej głosu.

     – Czy jedzie do Dehra Dun? – pytałem się siebie, kiedy pociąg ruszał ze stacji. Zastanawiałem się, jak mogę nie dać po sobie poznać, że jestem niewidomym. Pomyślałem sobie: jeśli nie będę się ruszał z mojego miejsca powinno mi się udać.

     – Jadę do Saharanpur – powiedziała dziewczyna. – Tam wyjdzie po mnie moja ciocia. A pan dokąd jedzie, można wiedzieć?

     – Dehra Dun, a potem do Mussoorie – odpowiedziałem.

     – O, jaki pan szczęśliwy! Pragnęłabym bardzo pojechać do Mussoorie. Uwielbiam góry. Szczególnie w październiku, kiedy jest tam pięknie.

     – Tak, to najlepszy sezon – odpowiedziałem, sięgając pamięcią do czasów, kiedy jeszcze widziałem. – Wzgórza usłane są dzikimi daliami, słońce jest łagodne, a wieczorem można siedzieć wokół ogniska i rozmyślać popijając brandy. Większa część letników już wtedy odjeżdża, ulice są bezludne i ciche.

     Milczała, a ja zadawałem sobie pytanie czy moje słowa zrobiły na niej jakieś wrażenie, czy jest jedynie myślała, że jestem sentymentalny. Potem popełniłem błąd i zapytałem:

     – Jak jest na zewnątrz?

     Ona jednak w moim pytaniu nie zauważyła nic dziwnego. Czyżby już spostrzegła, że nie widzę? Jednak słowa, które zaraz po tym wypowiedziała, pozbawiły mnie wszelkich wątpliwości.

     – Dlaczego pan nie spojrzy w okno? – zapytała mnie z największą naturalnością.

     Przesunąłem się wzdłuż siedzenia, starając się z uwagą odszukać okno. Było otwarte, odwróciłem się w jego stronę, robiąc wrażenie, że przyglądam się mijanym widokom. Oczyma wyobraźni widziałem telegraficzne słupy, które przesuwały się w biegu.

     – Zauważyła pani – ośmieliłem się powiedzieć – że te drzewa wydają się poruszać?

     – Zawsze tak się wydaję – odpowiedziała.

     Odwróciłem się znów w stronę dziewczyny i przez pewien czas siedzieliśmy w milczeniu. Potem powiedziałem.

     – Ma pani bardzo interesującą twarz.

     Zaśmiała się miło wibrującym i jasnym głosem.

     – Przyjemnie to usłyszeć – rzekła. – Nudzą mnie ci, który mówią, że moja twarz jest ładna!

     Musisz mieć naprawdę ładną twarz pomyślałem sobie, a po chwili dodałem pewnym głosem:

     – Hm, interesująca twarz może być również bardzo piękna.

     – Jest pan bardzo miły – powiedziała. – Ale dlaczego jest pan taki poważny?

     – Już niedługo będzie pani na miejscu, stwierdziłem dość nieoczekiwanie.

     – Dzięki Bogu. Nie lubię długich podróży pociągiem.

     Ja natomiast byłbym gotów siedzieć tak nieskończenie długo, byleby tylko usłyszeć jak ona mówi. Jej głos posiadał tak srebrzysty dźwięk jak górski strumień. Zaraz po wyjściu z pociągu zapomni pewnie o naszym spotkaniu; ja jednak zachowam ją w swojej pamięci przez pozostałą część podróży a może i dłużej.

     Pociąg wjechał na stację. Ktoś zawołał i zabrał ze sobą dziewczynę. Pozostał po nie jedynie zapach.

     Mrucząc coś pod nosem wszedł do przedziału jakiś mężczyzna. Pociąg ruszył ponownie. Odszukałem po omacku okno i usadowiłem się naprzeciwko wpatrując się w światło, które było dla mnie ciemnością. Jeszcze raz mogłem powtórzyć moją grę z nowym towarzyszem podróży.

     – Szkoda, że nie mogę być tak nęcącym towarzyszem w podróży, jak to dziewczyna, która dopiero wyszło – powiedział do mnie, starając się nawiązać rozmowę.

     – To bardzo interesująca dziewczyna – stwierdziłem. – Czy mógłby mi pan powiedzieć…. czy jej włosy były długie, czy krótkie?

     – Nie pamiętam – odpowiedział zdawkowym tonem. – Przyglądałem się jedynie jej oczom a nie włosom. Były rzeczywiście piękne! Szkoda, że nie mogły jej do niczego służyć… była niewidoma. Nie zauważył pan tego?

Dwoje niewidomych, którzy udają, że widzą. Ileż ludzkich spotkań jest podobnych do tego. Ze strachu, by nie objawić tego jacy jesteśmy naprawdę zaprzepaszczamy nieraz najważniejsze spotkanie naszego życia. A niektóre spotkania zdarzają się jedynie raz w życiu.

Bruno Ferrero

I teraz pytania:

Co czujesz po przeczytaniu?

Jaka mądrość płynie dla Ciebie z tej bajki?

Co chcesz z tej bajki wziąć dla siebie?

Jeżeli chcesz się z nami skontaktować w sprawie sesji coachingowych oraz warsztatów i szkoleń, prosimy napisz do nas.

Autorka wpisu: Dominika Piórecka

Idzie Grześ przez wieś

In Anegdoty, Codzienne wpisy o narzędziach w coachingu on 07/03/2014 at 05:07

Przeczytaj proszę opowieść, a następnie pisemnie odpowiedz na parę pytań (mogą to być odręczne notatki). Sądzę, że zajmie Ci to ok. 5 minut.
A zatem…

Idzie Grześ
Przez wieś,
Worek piasku niesie,
A przez dziurkę
Piasek ciurkiem
Sypie się za Grzesiem.

„Piasku mniej –
Nosić lżej!”
Cieszy się głuptasek.
Do dom wrócił,
Worek zrzucił,
Ale gdzie ten piasek?

Wraca Grześ
Przez wieś,
Zbiera piasku ziarnka.
Pomaluśku,
Powoluśku,
Zebrała się miarka.

Idzie Grześ
Przez wieś,
Worek piasku niesie,
A przez dziurkę
Piasek ciurkiem
Sypie się za Grzesiem…

I tak dalej… i tak dalej…”

Autor: Julian Tuwim

I teraz pytania:

Co czujesz po przeczytaniu?

Z jaką sytuacją z Twojego życia kojarzy Ci się ta opowieść?

Jaka jeszcze mądrość z niej płynie dla Ciebie?

Co chcesz z tej opowieści wziąć dla siebie?

Jeżeli chcesz się z nami skontaktować, w tym także w sprawie warsztatów i szkoleń, prosimy napisz do nas. Prosimy o kontakt mailowy także w sprawie indywidualnych sesji coachingowych.

Autorka wpisu: Małgorzata Wąsowska

Bajka o cyganie i czerwonym wężu

In Anegdoty, Codzienne wpisy o narzędziach w coachingu on 21/02/2014 at 05:00

Przeczytaj proszę opowieść, a następnie pisemnie odpowiedz na parę pytań (mogą to być odręczne notatki). Sądzę, że zajmie Ci to ok. 5 minut.
A zatem…

„Był sobie stary Cygan Phuro. Miał on dwóch synów. Młodszy, tak jak i jego ojciec był pracowity, życzliwy ludziom i zwierzętom, a starszy zły i leniwy. Miał także stary Phuro konie i wóz. Były mu one bardzo potrzebne, bo jak to z Cyganami bywa, Phuro i jego synowie ciągle byli w drodze. Cyganie przecież kochają wędrówki.

Chcecie wiedzieć, co im się przytrafiło? Jeżeli tak, to posłuchajcie.

Końmi powozili na zmianę bracia, raz jeden, a następnego dnia drugi. Tak między sobą ustalili, żeby nie było kłótni.

Pewnego dnia powoził młodszy z braci. Dzień był upalny, droga ciężka, dlatego nie zdziwi Was to, że wkrótce zasnął. Obudził się na rozstajach dróg. Jedna droga prowadziła w prawo, druga w lewo, a konie stały jak zaklęte i nie chciały dalej iść. Cygan zeskoczył z wozu, żeby zobaczyć co się stało. Wokół jednego z kół owinął się wielki czerwony wąż.

Myślicie, że młodszy syn się przestraszył? Nie macie racji. Nie tylko się nie przestraszył, ale jeszcze poczęstował węża kawałkiem mięsa, który miał w plecaku. Najedzony wąż ześlizgnął się na ziemię.

I tu zaczynają się czary. Wąż bowiem przemówił ludzkim głosem.
– Nie jestem zwyczajnym wężem – rzekł. – Jestem dobrym duchem czuwającym nad bezpieczeństwem cygańskich wędrówek. Wybierzcie lepiej drogę wiodącą w lewo.

Jak wąż powiedział, tak młodszy syn zrobił. Wiecie przecież, że był on bardzo życzliwy zwierzętom i miał do nich zaufanie. Droga była wygodna i bezpieczna. Szybko dotarli na piękną leśną polanę, gdzie rozbili obóz.

Następnego dnia powoził starszy syn. Jego również zmorzył sen. I tak jak brat obudził się na rozstajach dróg. Pewnie zaraz powiecie, że jedna droga wiodła w prawo, druga w lewo, konie stały jak zaklęte, a wokół jednego z kół owinięty był wielki czerwony wąż. Rzeczywiście tak było. Tylko w przeciwieństwie do brata…

Starszy syn chwycił za kij i zabił węża. W tej samej chwili wóz rozsypał się na drobne kawałeczki. Całe szczęście, że ojciec i młodszy syn się nie potłukli. Każdy przecież wie, że spadając z wysokiego wozu można się bardzo pokaleczyć i potłuc. Oni jednak upadli na pierzynę. Dobrze, że ją mieli. Jak się ciągle jest w drodze, tak jak Cyganie, to wozi się ze sobą i pościel i garnki i mnóstwo innych potrzebnych rzeczy.

Kiedy młodszy zobaczył co się stało, próbował uratować węża. Na próżno. Wąż był martwy. Jedyne co mógł zrobić, to pogrzebać węża na pięknej polanie.

Kiedy kopał grób usłyszał głos. Domyślacie się pewnie, że był to głos dobrego ducha.
– Dziękuję Ci za to co robisz. Ja nie umarłem. Twój brat zabił tylko węża. Opiekun cygańskich wędrówek nigdy nie umiera. Pochowaj ciało węża tu na polanie, a ja sprawię, że na jego grobie wyrośnie dąb. Dąb rodzący złote żołędzie. Sprzedawaj je i żyj ze swoim ojcem w dostatku. Nie chcę, żeby Ci kiedykolwiek było zimno i żebyś cierpiał głód. Pamiętaj jednak abyś nie sprzedał wszystkich żołędzi. Dwa z nich miej zawsze przy sobie. One wskażą Ci dobrą drogę.

I tak też się stało.

Odtąd stary Phuro z młodszym synem byli syci i szczęśliwi, a drogi, którymi podążali były szerokie, wygodne i bezpieczne. Na pewno spytacie co się stało ze starszym synem. Nie chciał pozostawać już dłużej z ojcem i bratem, którego tak naprawdę nigdy nie lubił, a teraz jeszcze był zazdrosny o jego bogactwo. Ruszył więc przed siebie, szedł tam gdzie go oczy poniosły.

Błądził po krętych dróżkach i mokradłach. Nieraz potykał się o wystające konary, czy wpadał do zimnych strumieni. Zabił nawet kilka węży i pochował je pod konarami rozłożystych dębów. Miał nadzieję, że dęby obrodzą złotymi żołędziami. Ale gdy potrząsał gałęziami, żeby strącić żołędzie, tylko zimne krople rosy spadały mu za kołnierz, a z korony drzew wylatywały spłoszone ptaki.

Czy podobała Wam się bajka? Mam nadzieję, że tak. Pamiętajcie! Sami nie karmcie spotkanych węży. Mogą być jadowite. Nie zabijajcie ich! Po prostu pozwólcie im odejść.”

Źródło: Opowiadanie na podstawie baśni „O Cyganie i czerwonym wężu” Jerzego Ficowskiego ze zbioru baśni „Gałązka z Drzew Słońca”, http://www.miedzykulturowa.org.pl/cms/bajka-cyganska.html

I teraz pytania:

Co czujesz po przeczytaniu?

Jaka jeszcze mądrość płynie dla Ciebie z tej opowieści?

Co chcesz z tej opowieści wziąć dla siebie?

Jeżeli chcesz się z nami skontaktować, w tym także w sprawie warsztatów i szkoleń, prosimy napisz do nas. Prosimy o kontakt mailowy także w sprawie indywidualnych sesji coachingowych.

Autorka wpisu: Małgorzata Wąsowska

Potok i rzeka

In Anegdoty, Codzienne wpisy o narzędziach w coachingu on 31/01/2014 at 05:00

Przeczytaj proszę opowieść, a następnie pisemnie odpowiedz na parę pytań (mogą to być odręczne notatki). Sądzę, że zajmie Ci to ok. 5 minut.
A zatem…

„Potok, z wierzchołka góry lecący z hałasem,
Śmiał się z rzeki; spokojnie płynęła tymczasem.
Nie stało wód u góry, gdy śniegi stopniały,
Aż z owego potoka strumyk tylko mały.
Co gorsza, ten, co zaczął z hałasem i krzykiem,
Wpadł w rzekę i na koniec przestał być strumykiem.”

Autor: Ignacy Krasicki

I teraz pytania:

Co czujesz po przeczytaniu?

Jaka jeszcze mądrość płynie dla Ciebie z tej opowieści?

Co chcesz z tej opowieści wziąć dla siebie?

Link do przykładowego opisu sensu bajki.

Jeżeli chcesz się z nami skontaktować, w tym także w sprawie warsztatów i szkoleń, prosimy napisz do nas. Prosimy o kontakt mailowy także w sprawie indywidualnych sesji coachingowych.

Autorka wpisu: Małgorzata Wąsowska

Bajka o wyzwoleniu

In Anegdoty, Codzienne wpisy o narzędziach w coachingu on 24/01/2014 at 05:00

Przeczytaj proszę opowieść, a następnie pisemnie odpowiedz na parę pytań (mogą to być odręczne notatki). Sądzę, że zajmie Ci to ok. 5 minut.
A zatem…

„– W jaki sposób mógłbym osiągnąć wyzwolenie?

– Staraj się odkryć to, co cię uwięziło – radził Mistrz.

Uczeń wrócił po tygodniu i oznajmił:

– Nic mnie nie uwięziło.

– Dlaczego zatem chcesz być wyzwolony?

W tej właśnie chwili uczeń dostąpił Oświecenia i nagle stał się wolnym człowiekiem.”

Autor nieznany.

I teraz pytania:

Co czujesz po przeczytaniu?

Jaka jeszcze mądrość płynie dla Ciebie z tej opowieści?

Co chcesz z tej opowieści wziąć dla siebie?

Jeżeli chcesz się z nami skontaktować, w tym także w sprawie warsztatów i szkoleń, prosimy napisz do nas. Prosimy o kontakt mailowy także w sprawie indywidualnych sesji coachingowych.

Autorka wpisu: Małgorzata Wąsowska

Opowieść o byciu ze sobą

In Anegdoty, Codzienne wpisy o narzędziach w coachingu on 10/01/2014 at 05:00

Przeczytaj proszę opowieść, a następnie pisemnie odpowiedz na parę pytań (mogą to być odręczne notatki). Sądzę, że zajmie Ci to ok. 5 minut.
A zatem…

Człowiek zachorował. Z dnia na dzień czuł się coraz gorzej, słabł, tracił koncentrację, miał wrażenie, że życie z niego wycieka. W końcu postanowił pójść do lekarza. Lekarz zbadał człowieka i nie znalazł żadnych fizycznych przyczyn choroby.
– Czy jest pan w stanie wypełnić dokładnie wszystkie moje instrukcje w ciągu jednego dnia? – zapytał lekarz.
– Tak, doktorze, – odparł człowiek.
– W takim razie proszę, aby spędził pan następny dzień w miejscu, z którym związane są pana najszczęśliwsze wspomnienia z dzieciństwa. Może pan zabrać ze sobą jedzenie, ale proszę, aby pan z nikim tego dnia nie rozmawiał, nie czytał książek, nie pisał, nie oglądał telewizji ani nie słuchał radia.
Następnie lekarz wręczył człowiekowi cztery złożone kartki papieru i poprosił, by zalecenia z pierwszej kartki człowiek przeczytał o dziewiątej rano, z drugiej – w południe, z trzeciej – o piętnastej, a z czwartej – o osiemnastej.
– Mówi pan poważnie? – zapytał człowiek z niedowierzaniem.
– Gdy otrzyma pan rachunek za moje usługi, to zrozumie pan, że mówiłem poważnie, – odparł lekarz.
Następnego dnia człowiek udał się na wybrzeże. O 9 rano otworzył pierwszą kartkę i przeczytał: „Słuchaj uważnie!”
Człowiek pomyślał, że lekarz ma chyba coś z głową… Jak to: słuchać uważnie przez trzy godziny??? Ponieważ jednak obiecał, że rzetelnie wykona instrukcje, człowiek zaczął słuchać. Najpierw słyszał zwykły szum morza i krzyki ptaków. Po jakimś czasie zaczął wyławiać inne dźwięki, które początkowo nie były takie oczywiste. Wsłuchując się w nie, człowiek myślał o tym, czego w dzieciństwie nauczyło go morze – cierpliwości, szacunku i poczucia współzależności wszystkiego, co istnieje. Człowiek słuchał dźwięków, słuchał ciszy i narastało w nim poczucie spokoju.
W południe otworzył drugą kartkę papieru i przeczytał: „Spróbuj wrócić wstecz!”
– Jak to: wstecz??? – zdziwił się człowiek. – Może chodzi o powrót do dzieciństwa, do szczęśliwych wspomnień?
Człowiek zatopił się w myślach o swojej przeszłości. Przypomniał sobie najlepsze chwile, wracał pamięcią do najdrobniejszych szczegółów, a w środku robiło mu się ciepło.
O trzeciej popołudniu człowiek rozwinął kolejna kartkę. Do tej pory instrukcje były łatwe, ale tym razem lekarz przesadził. Na kartce było napisane: „Sprawdź swoje intencje!”
Początkowo człowiek zajął pozycję obronną. Myślał o tym, do czego dążył w życiu – o sukcesach, o sławie, o bezpieczeństwie – i znajdował pozytywne intencje do wszystkich swoich dążeń. Nagle jednak dotarło do niego, że te wszystkie motywy nie są dość dobre i, być może, stąd bierze się jego obecny depresyjny stan. Człowiek starannie przeanalizował motywy swoich działań. Pomyślał o szczęśliwych chwilach z przeszłości i znalazł odpowiedź.
– W pewnej chwili, z absolutna jasnością zdałem sobie sprawę, – opowiadał potem, – że jeśli motywy są niewłaściwe, to nic w życiu człowieka nie może być prawidłowe. Nieważne, kim jesteś – listonoszem, fryzjerem, agentem ubezpieczeniowym czy gospodynią domową. Jeśli kieruje tobą intencja czynienia czegokolwiek na rzecz innych, to twoje sprawy idą w dobrym kierunku. Jeżeli natomiast jesteś skupiony jedynie na własnych korzyściach, to sprawy idą w złym kierunku – to prawo jest tak samo oczywiste, jak prawo przyciągania.
Gdy zegar wybił osiemnastą, okazało się, że ostatnia instrukcja jest najłatwiejsza: „Napisz wszystkie swoje obawy na piasku” – przeczytał człowiek z czwartej kartki.
Ukucnął i napisał kawałkiem muszli kilka słów. Potem odwrócił się i ruszył przed siebie. Nie oglądał się. Wiedział, że za chwilę nadejdzie fala przypływu.
Arthur Gordon

I teraz pytania:

Co czujesz po przeczytaniu?

Jaka mądrość płynie dla Ciebie z tej bajki?

Co chcesz z tej bajki wziąć dla siebie?

Jeżeli chcesz się z nami skontaktować w sprawie sesji coachingowych oraz warsztatów i szkoleń, prosimy napisz do nas.

Autorka wpisu: Dominika Piórecka

Opowieść o szczęściu i spokoju

In Anegdoty, Codzienne wpisy o narzędziach w coachingu on 03/01/2014 at 05:00

Przeczytaj proszę opowieść, a następnie pisemnie odpowiedz na parę pytań (mogą to być odręczne notatki). Sądzę, że zajmie Ci to ok. 5 minut.
A zatem…

„Na naradę wybrały się trzy chochliki. Postanowiły się zastanawiać gdzie schować ludziom spokój i szczęście, tak by trudno im było je znaleźć.

Jeden z nich zaproponował, żeby szczęście i spokój wysłać wysoko w kosmos, bo tam nie ma ludzi. Wtedy drugi stwierdził: To zły pomysł! Ludzie mają samoloty i statki kosmiczne, więc odnalezienie ich będzie kwestią czasu.

Padł drugi pomysł, aby szczęście i spokój schować w najgłębszej otchłani oceanu. Także tym razem jeden z trójki zaprotestował: To również będzie kwestia czasu, gdyż ludzie mają łodzie podwodne.

Chochliki zasępiły się, podrapały po głowie i nagle jeden z nich wykrzyknął: Wiem! Schowajmy szczęście i spokój każdemu człowiekowi w nim samym. Tam pewnie nie będzie szukać. Tym razem wszystkie pokiwały z uznaniem i zrobiły, jak wymyśliły.”

Źródło: Autor nieznany.

I teraz pytania:

Co czujesz po przeczytaniu?

Jaka jeszcze mądrość płynie dla Ciebie z tej opowieści?

A Ty znalazłaś/eś już szczęście i spokój?

Jak coach może pomóc Ci odnaleźć to, czego szukasz?

Co chcesz z tej opowieści wziąć dla siebie?

Jeżeli chcesz się z nami skontaktować, w tym także w sprawie warsztatów i szkoleń, prosimy napisz do nas. Prosimy o kontakt mailowy także w sprawie indywidualnych sesji coachingowych.

Autorka wpisu: Małgorzata Wąsowska

Bajka o możliwościach

In Anegdoty, Codzienne wpisy o narzędziach w coachingu on 27/12/2013 at 05:00

Przeczytaj proszę opowieść, a następnie pisemnie odpowiedz na parę pytań (mogą to być odręczne notatki). Sądzę, że zajmie Ci to ok. 5 minut.
A zatem…

„Ojciec obserwował swego syna próbującego unieść ciężki wazon z kwiatami. Maluch wysilał się, sapał, stękał,mruczał coś pod nosem, jednak nie udało mu się przesunąć wazonu nawet o milimetr. Wreszcie zrezygnował.

Czy spróbowałeś już wszystkich możliwości? – zapytał ojciec.

– Tak – odparł chłopiec.
– Nie, ponieważ nie poprosiłeś mnie o pomoc.”

 Bruno Ferrero „Czterdzieści opowiadań na pustyni”

Źródło: http://takchcezyc.pl/category/zmiana-myslenia/madre-opowiesci/page/6/

I teraz pytania:

Co czujesz po przeczytaniu?

Jaka jeszcze mądrość płynie dla Ciebie z tej opowieści?

Co stało się dla Ciebie w tej chwili jasne?

Co jeszcze?

Co jeszcze więcej?

Co chcesz z tej opowieści wziąć dla siebie?

Jeżeli chcesz się z nami skontaktować, w tym także w sprawie warsztatów i szkoleń, prosimy napisz do nas. Prosimy o kontakt mailowy także w sprawie indywidualnych sesji coachingowych.

Autorka wpisu: Małgorzata Wąsowska

%d blogerów lubi to: