coaching4smart

Archive for the ‘Wpisy naszych gości’ Category

O komunikacji

In Komunikacja międzyludzka, Wpisy naszych gości on 21/10/2012 at 05:00

Paul Watzlawick, terapeuta rodzinny i systemowy sformułował pięć ciekawych reguł komunikacji, poniżej trzy z nich:

1. Nie można się nie komunikować
Wyobraź sobie sytuację, że wygłaszasz krótką prezentację przed swoim kolegą i gdy kończysz on milczy. Jak byś się wtedy poczuł, jeśli liczyłeś, że udzieli ci informacji zwrotnej jak wypadłeś? Pomimo tego, że kolega nie mówi nic, jego brak słów jest również komunikatem, który coś oznacza.
Ludzie przebywając ze sobą porozumiewają się werbalnie, czasem wykonują pewne pozy, gesty, mają mimikę, zawsze jednak zachowują się. Nie ma możliwości „nie zachowywania się” i tym samym nie można się nie komunikować. Nawet jeśli ktoś nie komunikuje się w standardowy sposób, nie znaczy to, że nie wywiera on wpływu na innych.

2. Każdy komunikat zawiera w sobie aspekt relacyjny
Każdy komunikat składa się z dwóch aspektów pierwszy z nich – najczęściej werbalny – to treść, drugi zazwyczaj niewerbalny to sposób w jaki nadawca chce by odbiorca odebrał komunikat. Zatem dwa komunikaty o takich samych zawartościach treściowych mogą znaczyć coś zupełnie innego właśnie poprzez aspekt relacyjny, który jest do nich dołączony. Komunikat, którego aspekt relacyjny nie pasuje do jego aspektu treściowego może powodować u odbiorcy dysonans.

3. Subiektywnie widziana przyczynowość w komunikacji wpływa na nasze relacje
Załóżmy, że mamy małżeństwo, w którym występują problemy komunikacyjne: żona uskarża się na to, że mąż jej nie słucha, a mąż mówi, że nie słucha, bo żona mówi ciągle o tym samym. Żona odpowiada, że mówi ciągle o tym samym, bo mąż jej nie słucha. Gdzie jest początek tej historii albo kto jest winien problemom komunikacyjnym? Watzlawick mówi, że nie ma to żadnego znaczenia, i aby rozwiązać problem należy wyjść po za poziom przyczynowości do metakomunikatora.

Autorka wpisu:

Milena Sawczuk – Psycholog, psychoterapeutka, były menedżer. Absolwentka Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej oraz Podyplomowych Studiów Coachingu w Szkole Głównej Handlowej. Prowadzi konsultacje, psychoterapię i coaching dla klientów indywidualnych oraz zajęcia dla grup.

Trudne sytuacje w pracy Coacha

In Codzienne wpisy o narzędziach w coachingu, Wpisy naszych gości on 16/09/2012 at 05:00

Czasem zdarza się, że proces coachingowo nie wygląda tak jakbyśmy się spodziewali. Pojawiają się przeszkody, które odbierają nam i naszemu Klientowi zapał do dalszej pracy. Jak sobie z nimi radzić? Najważniejsze to być przygotowanym na różne ewentualności.

Trudność z określeniem jednego celu

W jednym procesie coachingowym pracujemy nad osiągnięciem jednego wybranego celu. Jeśli zdarzy się, że przy okazji uda nam się zrealizować jeszcze inny to świetnie, natomiast nigdy nie możemy zakładać, że w jednym procesie osiągniemy 2-3 cele. Czasem jednak powstają przeszkody w konkretnym określeniu celu np. Chcę rzucić pracę vs Chcę być bardziej pewny siebie. Być może jak stanę się bardziej pewny siebie rzucę pracę? ale może też jak rzucę pracę stanę się pewny siebie? Ciężko na pierwszej sesji jednoznacznie stwierdzić co jest przyczyną a co skutkiem a cel trzeba określić przed dalszą pracą. Rozwiązaniem jest ustalanie celu głównego i celów szczegółowych składających się na cel główny. Cele szczegółowe, dopomogą w realizacji celu głównego, a dodatkowo wzbogacą nasz proces coachingowy o więcej aspektów.

Zmiana celu w trakcie cyklu coachingowego

Niekiedy Klient dochodzi do wniosku w trakcie trwania procesu coachingowego, że chciałby popracować nad czymś innym. Jeśli nowy cel nie odbiega za bardzo od celu pierwotnego, możemy obrać inny kurs w naszym procesie. Jeśli jednak jest to zupełnie inny obszar, powinniśmy twardo trzymać się pierwotnego celu. Przyczyny dla których Klient zmienia cel, mogą być różne: brak motywacji do realizacji celu, za duże wyzwanie związane z wprowadzeniem go w życie, ale też zmiana sytuacji życiowej Klienta i wiele innych. Warto zbadać wszystkie okoliczności towarzyszące i  wspólnie z Klientem podjąć decyzję czy dalej realizujemy cel zawarty w początkowym kontrakcie czy rozpoczynamy nowy proces coachingowy poświęcony nowemu celowi.

Utknięcie w procesie coachingowym

Kolejnym wyzwaniem coachingowym jest poczucie utknięcia w jednym miejscu, braku dynamiki i rozwoju. Jest to szczególny moment, któremu warto poświęcić uwagę, gdyż od niego zależy co wydarzy się potem. Nie udawajmy, że tego nie widzimy, nie przeczekujmy go, ale postarajmy się podejść do „utknięcia” jako sygnału, który coś chce przekazać. Czy utknięcie jest ciszą, czy też mówieniem ciągle o tych samych rzeczach? Zcoachujmy utknięcie, żeby odkryć jego znaczenie w całym procesie.

Konflikt w coachingu

Konfliktowi będzie poświęcony oddzielny wpis już za tydzień. 🙂

Autorka wpisu:

Milena Sawczuk Psycholog, psychoterapeutka, były menedżer. Absolwentka Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej oraz Podyplomowych Studiów Coachingu w Szkole Głównej Handlowej. Prowadzi konsultacje, psychoterapię i coaching dla klientów indywidualnych oraz zajęcia dla grup.

Coaching na wakacje

In Codzienne wpisy o narzędziach w coachingu, Wpisy naszych gości on 27/05/2012 at 05:00

Wkrótce czekają nas wakacyjne wyjazdy, krótsze, dłuższe, większość zapewne na łonie natury.

Nasze procesy coachingowe kończymy, albo zawieszamy by oddać się zasłużonemu odpoczynkowi.

Wyłączamy telefony, komputery, zanurzamy się z nosem w książce, albo po prostu w miłym doświadczaniu tego co nas otacza. Czy jest miejsce na coaching na wakacjach?

Zachęcam do niestandardowego paracoachingu na wakacje, który polega na tym, że naszym coachem może stać się wszystko co mamy w danej chwili wokół siebie. Może to będzie szum drzew, powiew wiatru z nad morza, promienie zachodzącego słońca, a może nawet wakacyjny drink.

Ćwiczenie

Przyjmij wygodną pozycję, relaksującą Twoje ciało. Wyrzuć z głowy niepotrzebne, rozpraszające myśli. Zapomnij na chwilę o swoim codziennym życiu. Zanurz się w tym co Cię otacza. Nie śpiesz się, daj sobie tyle czasu ile potrzebujesz na „pobycie”.

Następnie spróbuj zauważyć co najbardziej przyciąga Twoją uwagę. Może to będzie jakiś dźwięk, smak, a może krajobraz, który widzisz. Może to będzie miękki piasek pod Twoimi stopami…

Skup się na jakości tego czegoś, wyobraź sobie myśli i odczucia wybranego obiektu. Jaki ma pomysł na życie? Co lubi a co jest dla niego nieprzyjemne? Możesz także w myślach utworzyć bajkę, której głównym bohaterem będzie właśnie to co wybrałaś.

Kiedy już będziesz gotowy, pomyśl o swoim niezrealizowanym celu coachingowym, albo o nowym celu, który chciałbyś osiągnąć.

Jak do tego celu podszedłby wybrany przez Ciebie obiekt (drzewo, morze, kropla deszczu itp.)?

Co by zrobił na początku?

Jakie przeszkody zobaczyłby?

A co wydaje mu się szczególnie łatwe?

Ile czasu zaplanuje na osiągnięcie takiego celu?

Jakie etapy osiągania celu będą dla niego szczególnie ważne?

Kiedy Twój obiekt odpowie na wszystkie pytania, które pojawiają Ci się w głowie podziękuj mu za współpracę i wróćcie do swoich wakacji.

Autorka wpisu:

Milena Sawczuk Psycholog, psychoterapeutka, były menedżer. Absolwentka Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej oraz Podyplomowych Studiów Coachingu w Szkole Głównej Handlowej. Prowadzi konsultacje, psychoterapię i coaching dla klientów indywidualnych oraz zajęcia dla grup.

Porozmawiaj ze sobą

In Codzienne wpisy o narzędziach w coachingu, Wpisy naszych gości on 20/05/2012 at 05:00

Każdy z nas ma swój wewnętrzny świat, w którym myśli, odczuwa, analizuje, większość z nas świadomie bądź też nie prowadzi wewnętrzne dialogi. Wewnętrzny dialog pełni kilka istotnych funkcji: autorefleksji, empatii wobec siebie, poszerza perspektywę patrzenia i rozumienia otaczających nas zjawisk. Specyficzną formą dialogów wewnętrznych są dialogi temporalne (czasowe). Dialog temporalny, to rozmowa z samym sobą z różnych miejsc w czasie i tak możemy rozmawiać ze sobą starszym (z przyszłości) a także młodszym (z przeszłości). Technika ta znajduje zastosowanie w psychoterapii ale też może być pomocna przy realizacji celu coachingowego.

Ćwiczenie.

Pomyśl o celu, który chciałbyś zrealizować lub nad którym obecnie pracujesz.

Następnie wyobraź sobie siebie za 10 lat, jako osobę, która już zrealizowała dany cel.

Poświęć na to kilka minut. Przyjmij wygodną pozycję ciała, możesz zamknąć oczy.

Wyobraź sobie jak wyglądasz w przyszłości, jak się poruszasz, w co jesteś ubrany, gdzie jesteś, co czujesz, jaka jest wokół Ciebie atmosfera, o czym myślisz.

Następny krok to wyobrażenie sobie dialogu między Tobą obecnie a Tobą z przyszłości.

Co byś powiedział jako Ty z przyszłości?

Jakie dasz sobie wskazówki?

Jaką podpowiedź sobie udzielisz?

A o co Ty teraźniejszy zapytasz siebie z przyszłości? Czego jesteś najbardziej ciekawy?

Następnie otwórz oczy i zastanów się chwilę nad tym o czym rozmawialiście.

Jeśli coś wydało Ci się szczególnie ważne, możesz to zapisać.

Na początku wejście w dialog może być trudne i wydawać się sztuczne, ale warto potraktować to jako zabawę i zobaczyć co się wydarzy bez żadnych oczekiwań. Rozmowa może być wewnętrzna, ale też możesz mówić na głos. Mówienie na głos jest pomocne przy ewentualnym wykonywaniu ćwiczenia na sesji coachingowej. Coach słysząc rozmowę będzie mógł przyjąć perspektywę jednej ze stron (Ty teraźniejszy vs Ty z przyszłości) by następnie się zamienić się z Tobą rolami.

Autorka wpisu:

Milena Sawczuk Psycholog, psychoterapeutka, były menedżer. Absolwentka Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej oraz Podyplomowych Studiów Coachingu w Szkole Głównej Handlowej. Prowadzi konsultacje, psychoterapię i coaching dla klientów indywidualnych oraz zajęcia dla grup.

Koncepcja Lustra

In Codzienne wpisy o narzędziach w coachingu, Wpisy naszych gości on 13/05/2012 at 05:00

Pani X była bardzo spokojną osobą, nie lubiła kłótni i sporów. W pracy była postrzegana jako pomocna i ugodowa. Jej partner również doceniał to, że Pani X zawsze zgadza się na to co on zaproponuje, poczynając od miejsca gdzie spędzą wakacje, a kończąc na tym co zjedzą na obiad.

Niektórzy mówili, że nie ma ona swojego zdania, ale jej przyjaciele wiedzieli, że ona po prostu woli być w cieniu. Pani X za namową partnera zapisała się na kurs doszkalający, który miał być dla niej rozwijający i podnieść jej kwalifikacje. Jednak po każdym kolejnym dniu zajęć Pani X była co raz bardziej niezadowolona, raz nawet zdarzyło się, że wróciła zapłakana. Pani X zapytana o co chodzi powiedziała, że inni uczestnicy kursu są aroganccy, przerywają wykładowcy w trakcie zajęć, nie szanują innych rozmówców, rzucają „świńskimi” żarcikami. Z całej grupy najgorsza jest Pani K., która zawsze jako pierwsza wybiera sobie temat zadania domowego, zostawiając trudniejsze zagadnienia innym, albo bojkotuje cały pomysł pracy domowej, mówiąc jasno i dosadnie, że ona na pewno tego nie zrobi, i tylko idiota będzie siedział nad czymś takim. Pani X poczuła, że słowo idiota, jest wymierzone w nią i w kilka innych osób, które naprawdę chciały się czegoś nauczyć na tym kursie…

Do zaistniałego problemu Pani X można podejść na dwa sposoby: pierwszy z nich – standardowy – to spróbować usunąć źródło niezadowolenia np. poprzez interwencję u dyrekcji szkoły, która zajmie się dyscypliną na zajęciach, drugim może być przyjrzenie się nieprzyjemnym sytuacjom i sprawdzenie co się za nimi kryje stosując tzw. koncepcję lustra.

Koncepcja lustra zakłada, że zachowania, które nas denerwują u innych, przyciągają naszą uwagę, wzbudzają w nas silne emocje, są obszarami, które my w sobie marginalizujemy – nie dajemy im zaistnieć w świecie rzeczywistym. I tak Pani X w myśl tej koncepcji powinna dopuścić do głosu w swoim życiu, jakości jakie charakteryzują znielubioną część grupy. Nie chodzi tu jednak o przejęcie tych zachowań wprost i stanie się kolejną „przeszkadzającą” osobą w grupie kursantów, ale o to by zastanowić się jaką energię reprezentuje denerwująca rzecz w innych osobach i w jakich dziedzinach życia nam tego brakuje.

Pani X słysząc o koncepcji lustra, przeraziła się, i powiedziała: „O nie, więc chodzi o to, że tak jak kiedyś byłam spokojna i ugodowa i ludzie mnie za to lubili, to mam się teraz stać arogancka i bezczelna, rzucać tanimi tekstami???” Coach uspokoił Panią X, że może ale nie musi, i poprosił ją, żeby przyjrzała się denerwującym zachowaniom Pani K. z grupy pod kątem jakości jakie one za sobą niosą. Pani X długo zastanawiała się i w końcu powiedziała: „Chodzi o to, że Pani K. nie ma żadnych hamulców, jest swobodna i zawsze stawia na swoim” Coach uśmiechnął się serdecznie i zadał kolejne pytanie „Czy są dziedziny życia w których chciałaby Pani nie mieć hamulców, być bardziej swobodna i czasem postawić na swoim?” Pani X. Westchnęła głęboko i uśmiechając się przytaknęła

Autorka wpisu:

Milena SawczukPsycholog, psychoterapeutka, były menedżer. Absolwentka Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej oraz Podyplomowych Studiów Coachingu w Szkole Głównej Handlowej. Prowadzi konsultacje, psychoterapię i coaching dla klientów indywidualnych oraz zajęcia dla grup. 

To nie wypada!

In Codzienne wpisy o narzędziach w coachingu, Wpisy naszych gości on 12/05/2012 at 05:00

Pochodziła z zamożnej rodziny, wychowywała się w małym miasteczku. Od dziecka miała głowę pełną pomysłów. Najpierw chciała być astronautką, potem pilotem odrzutowca. Wymyślała historie o gwiazdach i innych planetach, godzinami przyglądała się chmurom nadając im różne kształty. Zawsze lubiła bawić się samolotami i patrzeć w niebo, czy to w dzień czy w nocy. Niestety, musiała się z tym ukrywać przed rodzicami. Dlaczego? Bo to nie wypada. Nie wypada, żeby taka śliczna mała dziewczynka z buzią aniołka bawiła się samolotami jak jakieś chłopaczysko.

I tak mijały lata. Kiedy przyszedł czas na wybór studiów, lotnictwo nie wchodziło w grę. Na ten pomysł rodzice albo parskali śmiechem, albo nawzajem przekrzykiwali się, że „to nie wypada”. Kto głośniej. No bo co powiedzą ludzie, kiedy ich jedyna córka pójdzie na taki kierunek? I co jeszcze, może założy mundur pilota? Poszła więc na prawo, jak mama. Nie znosiła tych studiów i ciężko przychodziło jej wkuwanie tych wszystkich paragrafów. Nad biurkiem wynajmowanego pokoju tuż przy uczelni powiesiła model swojego ukochanego P-40 E i w chwilach zwątpienia głaskała go po dziobie.

Szczęśliwie, na czwartym roku poznała Pawła. Ujął ją swoją delikatnością i poczuciem humoru, poza tym podzielał jej lotnicze pasje. To dzięki niemu jakoś przetrwała te studia. Po kilku latach, kiedy związek zdawał się wchodzić w kolejny etap i młodzi myśleli o zaręczynach, postanowiła przedstawić Pawła rodzicom. W tym celu wyjechali do jej rodzinnego miasteczka w odwiedziny.

Rodzice nawet nie próbowali kryć swego niezadowolenia. „Co on ci może zaoferować? Rodzice ze wsi, pracują na roli, a on też jest ledwo od pługa oderwany! Ani to pracy porządnej mieć nie będzie, bo co on tam studiuje, jakąś wiedzę o teatrze! Biedę klepać będziecie całe życie. Ty, dziewczynka z dobrego domu, młoda prawniczka! Kto to widział z takim chłopakiem! To nie wypada!”

Z początku próbowała się buntować, potem bronić Pawła w nadziei, że przekona do niego rodziców, nadaremnie. W końcu uległa. Wymyśliła pierwszy lepszy powód i rozstali się. Już chwilę później pożałowała swojej decyzji, jednak Paweł uniósł się honorem i nie chciał z nią nawet rozmawiać.

Była nieszczęśliwa, zaczęła uciekać w karierę i szybko wspinała się po kolejnych szczeblach. Rodzice byli dumni. Nigdy więcej nikogo już nie pokochała. Ale, że to nie wypada, wyszła za mąż za syna znajomych rodziców. Mieli dwójkę dzieci, które – jak to bywa – szybko dorosły i wyprowadziły się z domu. Mąż wcale się nią nie przejmował. Podejrzewała, że ma inną kobietę, ale nigdy o tym nie rozmawiali. Przecież i tak nie wypada się rozwodzić, więc tego typu rozmowa byłaby bezcelowa.

Mijały kolejne lata i powoli zaczęła się starzeć. Całe dnie spędzała teraz na rozpamiętywaniu tego, co chciała zrobić, ale co nie wypadało. Wspominała Pawła, sklejała kolejne modele samolotów. I dopiero wtedy zadała sobie jedno znaczące pytanie. Co to właściwie znaczy, że czegoś nie wypada zrobić? Kto decyduje o tym, że nie wypada? Jak wyglądałoby jej życie teraz, gdyby zakwestionowała to stwierdzenie dużo wcześniej? No, oczywiście, nie wypadało kłócić się z rodzicami. A może jednak wypada walczyć o swoje szczęście, swoje marzenia?

Co Ty możesz wziąć dla siebie z tej historii? Zapytaj sam/a siebie: czego nie robisz, bo nie wypada? Które z tych rzeczy są Twoimi prawdziwymi marzeniami i na ile wewnętrznie czujesz, że chcesz do nich dążyć? Co stoi Ci na przeszkodzie w ich realizacji? Odrzuć argument, że to nie wypada. Co jeszcze przemawia za tym, żeby zrezygnować z tych marzeń? Może nic? Jak duże znaczenie, w skali od 1 do 10, ma dla Ciebie to, co powiedzą lub pomyślą sobie inni? Na ile warto się tym przejmować?

Autorka wpisu:

Anna Jarosz – nauczyciel języka angielskiego, tłumacz, dyplomowany coach, obecnie w trakcie certyfikacji ICF. Absolwentka Lingwistyki Stosowanej na Uniwersytecie Warszawskim oraz Podyplomowych Studiów Coachingu w Szkole Głównej Handlowej. Interesuje się procesem podejmowania decyzji w coachingu i coachingiem prowokatywnym. W szkoleniach językowych promuje podejście coachingowe.

Jak się rozwinąć by się nie zwinąć?

In Codzienne wpisy o narzędziach w coachingu, Wpisy naszych gości on 06/05/2012 at 05:00

Rozwój osobisty i zawodowy to trend naszych czasów, jeśli się nie rozwijasz, nie chodzisz na warsztaty, szkolenia, nie czytasz mądrych książek, nie oglądasz rozwijających programów, nie bierzesz udziału w prelekcjach, odczytach i wykładach, nie uczestniczysz w kołach naukowych, grupach rozwojowych – stoisz w miejscu. A jeśli stoisz to właściwie już się cofnąłeś, bo przecież wszyscy inni się rozwijają.

Pół biedy jeśli te wszystkie „rozwijacze” Cię cieszą, fascynują, ekscytują, wyciszają, dają więcej niż zabierają, wtedy droga wolna – rozwijaj się.

Problem zaczyna się wtedy, jeśli okazuje się, że ani to pomocne, ani zabawne, nie jest nawet ciekawe, a dodatkowo zabiera czas i energię.

Po kolejnym nudnym wykładzie mamy głowę pełną pustych sloganów, które nijak się mają do naszego życia, ale wspomnienie gromkich braw dla prelegenta wzbudza wewnętrzny dysonans i pytanie: „a może to ze mną jest coś nie tak?”. To pytanie to mała czerwona lampka która sygnalizuje nam, że może to co ma nas rozwijać nie koniecznie temu służy.

Kolejna czerwona lampka powinna się zapalić gdy spojrzymy w kalendarz i okazuje się, że albo pracujemy, albo studiujemy, a w międzyczasie się rozwijamy. Czasu wolnego brak. Relaksujemy się w drodze „do” i „z” czyli w praktyce w zatłoczonym autobusie, albo w samochodzie w korku, a ostatni raz wyspaliśmy się na urlopie.

Po czym więc poznać, że wybrana forma rozwoju osobistego lub zawodowego nam służy? Jak zweryfikować listę naszych „rozwijaczy”?

Jednym z wskaźników, które powinien być spełniony w trakcie wartościowego i satysfakcjonującego dla nas rozwoju osobistego bądź zawodowego jest uczucie flow. Pojęcie flow zwanego też przepływem zostało opisane przez węgierskiego psychologa Csikszentmihalyi’ego. Flow to moment, w którym czujemy niesamowitą koncentrację i jesteśmy w szczycie własnych możliwości bez żadnego wysiłku i kontroli. Flow to radosny stan kiedy czujemy się porwani tematem nad którym pracujemy, którego słuchamy, jednocześnie tracąc poczucie czasu, zmęczenia i zapominając o istniejących problemach.

Każdy z nas choć raz w życiu doświadczył tego uczucia. Flow to także wewnętrzna informacja zwrotna o tym czy coś nas kręci i wciąga, o tym co jest dla nas odpowiednie.

Dlatego też jeśli spędzasz długie godziny na kursie, który podobno ma Ci pomóc odkryć prawdziwego siebie, a Ty na samą myśl, że masz tam pójść stajesz się apatyczny i nic Ci się nie chce – to znak, że może nie jest to to czego tak naprawdę potrzebujesz. Może warto zwrócić się w inną stronę by znaleźć sposób, który nie tylko będzie Cię rozwijał, ale także cieszył i ładował wewnętrzne baterie.

A jeśli nie znajdziesz niczego takiego i ogarnie Cię przerażenie, że jeśli nie będziesz się rozwijać to na pewno się cofniesz, to pamiętaj, że czasem trzeba się cofnąć żeby pójść na przód.

Autorka wpisu:

Milena Sawczuk Psycholog, psychoterapeutka, były menedżer. Absolwentka Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej oraz Podyplomowych Studiów Coachingu w Szkole Głównej Handlowej. Prowadzi konsultacje, psychoterapię i coaching dla klientów indywidualnych oraz zajęcia dla grup.

Scenariusz pozytywny

In Codzienne wpisy o narzędziach w coachingu, Wpisy naszych gości on 05/05/2012 at 05:00

Poniedziałek rano. Budzisz się i bez względu na to czy wyskakujesz z łóżka jak oparzony/a czy też przestawiasz budzik na tryb drzemki w desperackiej próbie odwleczenia tego nieprzyjemnego momentu wkroczenia w kolejny tydzień pracy, tak czy inaczej w głowie zaczyna się kłębić tysiąc myśli.

Co muszę dziś zrobić? Czy na pewno zdążę z tym nieszczęsnym raportem/prezentacją/tłumaczeniem (wstaw odpowiednie)? No jak, oczywiście, że nie zdążę! Jak zwykle nikt mi nie będzie chciał pomóc. Mało tego, pewnie mi będą wszystko utrudniali. Nieroby jedne. Znowu wszystko na mojej głowie. Muszę zdążyć na trzynastą. Niby to dużo czasu, ale wszystko trzeba dokładnie sprawdzić, no i prezentację ułożyć w jakieś sensowne slajdy. Po drodze wszyscy będą ode mnie coś chcieli i w rezultacie zrobię to na ostatnią chwilę, pewnie nie zdążę nawet przeczytać. Potem stanę przed zarządem z trzęsącymi się rękami, zaraz coś pomylę, a oni jeszcze zaczną zadawać te swoje idiotyczne pytania. Jak ja to przeżyję? O nie! Która to godzina? Znowu się spóźnię do pracy! No tym razem to szef już na pewno zauważy i będę musiał/a wysłuchiwać jego wywodów na temat punktualności. Co za życie!!

Jak często zdarzają Ci się takie poranne czarne wizje? Jak Twoim zdaniem będzie w rzeczywistości wyglądał taki dzień jeśli rozpoczniesz go z podobnym nastawieniem?

Co tu dużo mówić, mamy tendencję do demonizowania i wyobrażania sobie najczarniejszych scenariuszy. Często lubimy robić z siebie ofiarę lub przerzucać odpowiedzialność za niepowodzenia na innych. Zakładamy najgorszą z możliwych opcji tłumacząc to tym, że lepiej przygotować się na najgorsze i być pozytywnie zaskoczonym w razie, gdyby jednak wszystko się udało.

Tymczasem, większość rzeczy, których się obawiamy nigdy się nie wydarzy. Z innymi jesteśmy w stanie sobie poradzić, a na jeszcze inne po prostu nie mamy wpływu.

Dlaczego zatem, już od rana, nie nastawić się pozytywnie? Z myślą „nic mnie nie zaskoczy” i „ze wszystkim sobie dam radę” nie tylko unikamy stresu, ale także potrafimy się lepiej zorganizować, bo w końcu nie popadając w panikę myśli nam się jaśniej.

A więc przyjmij scenariusz pozytywny. Przygotuj się dobrze do kolejnego dnia pracy. Nastaw budzik na dziesięć minut wcześniej. Poświęć ten czas na refleksję dotyczącą tego, co w tym dniu masz do zrobienia. Możesz sporządzić listę. Zastanów się ile czasu należy poświęcić na poszczególne zadanie. Co będzie łatwe, a z czym mogą pojawić się trudności? Kto Ci pomoże w razie ewentualnych problemów i jakich swoich umiejętności użyjesz, żeby się z nimi uporać? Wyobraź sobie swój sukces z raportem/prezentacją/tłumaczeniem (wstaw odpowiednie). A ten na pewno nadejdzie, przecież jesteś gotowy/a na wszystko! Jak się z tym czujesz? Co widzisz, słyszysz?

Pomijając pracę, jakie miłe chwile czekają Cię w tym dniu? Co możesz zrobić, by było ich więcej? Pamiętaj, to od Ciebie zależy jak naprawdę będzie wyglądał ten poniedziałek. No więc, tym optymistycznym akcentem, do dzieła i miłego dnia!

Autorka wpisu:

Anna Jarosz – nauczyciel języka angielskiego, tłumacz, dyplomowany coach, obecnie w trakcie certyfikacji ICF. Absolwentka Lingwistyki Stosowanej na Uniwersytecie Warszawskim oraz Podyplomowych Studiów Coachingu w Szkole Głównej Handlowej. Interesuje się procesem podejmowania decyzji w coachingu i coachingiem prowokatywnym. W szkoleniach językowych promuje podejście coachingowe.

Eko coaching

In Codzienne wpisy o narzędziach w coachingu, Wpisy naszych gości on 29/04/2012 at 05:00

Wzrost świadomości ekologicznej popycha ludzi do szukania informacji jak żyć zdrowo i dbać o środowisko naturalne. Jedną z możliwości z jakiej może skorzystać każdy z nas by zacząć żyć w zgodzie z naturą jest eko coaching.

Eko coaching zwany też green coachingiem jest nowym rodzajem coachingu, który zaczyna się cieszyć rosnącą popularnością. Coach podobnie jak w innych procesach coachingowych wspiera Klienta wydobywając jego potencjał w drodze do osiągnięcia zamierzonego celu. W eko coachingu cel zawiera się w obszarze ekologii: zdrowego żywienia oraz dbania o środowisko naturalne. Klienci wybierając ekologiczny cel, koncentrują się na tym co jest dla nich najważniejsze. W praktyce cele Klientów często dotyczą takich obszarów jak: od czego mogę zacząć by być bardziej „eko”, w jaki sposób oszczędzać energię, wodę, co mogę zrobić by moja rodzina była bardziej ekologiczna, jak wybierać kosmetyki i preparaty nie testowane na zwierzętach itp. Przy bardzo wyspecjalizowanych celach ważne jest by coach był również ekspertem w danej dziedzinie.

Eko coaching jest nie tylko dedykowany dla Klienta indywidualnego, może być także uzupełnieniem strategii CSR (Corporate Social Responsibility) firm.

Jakie korzyści płyną z eko coachingu, jeśli możemy zdobyć wiedzę zamieszczoną na internetowych portalach ekologicznych albo poczytać książki o interesującej nas tematyce?

Klienci eko coachingu to zazwyczaj ludzie zapracowani, którym zależy na czasie. Poszukują konkretnych wskazówek i stworzenia planu działania, który będzie skuteczny i adekwatny do ich potrzeb. Wielu Klientów to także osoby, zupełnie niezorientowane w „ekoświecie”, które bez pomocy osoby doświadczonej, po kilku próbach samodzielnego wprowadzenia w życie eko-postanowień, mogą je porzucić, twierdząc, że to za trudne, albo, że nie robią tego wystarczająco dobrze. Wsparcie coacha sprawia, że cel ma większe szanse na powodzenie.

W myśl powiedzenia „myśl globalnie, działaj lokalnie, zacznij od siebie” warto zastanowić się „co ja dziś mogę zrobić dla naszej planety?”pamiętając, że jesteśmy częścią ekosystemu i każda nasze nawet najmniejsze aktywność wpływa na jego funkcjonowanie.

Autorka wpisu:

Milena Sawczuk Psycholog, psychoterapeutka, były menedżer. Absolwentka Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej oraz Podyplomowych Studiów Coachingu w Szkole Głównej Handlowej. Prowadzi konsultacje, psychoterapię i coaching dla klientów indywidualnych oraz zajęcia dla grup.

Uważność, czyli być tu i teraz

In Codzienne wpisy o narzędziach w coachingu, Wpisy naszych gości on 28/04/2012 at 05:00

Czytasz książkę. Nieważne jak bardzo byłaby wciągająca, po chwili łapiesz się na tym, że ostatnich kilka stron niby przeczytałaś/eś, ale zupełnie nie wiesz o czym był tekst.

Jedziesz samochodem. Niech to będzie trasa powrotna z pracy do domu. Wysiadając z auta już we własnym garażu orientujesz się, że właściwie to nie wiesz nawet jak się w nim znalazłaś/eś. Kogo mijałaś/eś po drodze? Czy był duży korek? I którędy właściwie jechałaś/eś?

Jeśli znasz te i podobne sytuacje z autopsji to może warto zastanowić się nad uważnością.

Uważność (z ang. mindfulness) oznacza bycie tu i teraz. Pojęcie to bywa mylone z umiejętnością koncentracji na wykonywaniu jednej czynności w danym czasie. Jednak uważność jest czymś więcej. Polega nie tylko na skupieniu całej swojej uwagi na tym, czym zajmujemy swój umysł i ciało w danej chwili, ale także na świadomym odczuwaniu, a nawet docenianiu tejże czynności.

Ale czy umiejętność doświadczania świata tu i teraz jest nam rzeczywiście potrzebna na co dzień? W tym wirze pracy, ciągłym biegu i milionie obowiązków? Wydawałoby się, że wręcz przeciwnie – im więcej rzeczy jesteśmy w stanie robić naraz, tym po prostu więcej czynności wykonamy w krótszym czasie. Niestety tym, o czym zapominamy idąc takim tropem jest fakt, że nie poświęcając całej swojej uwagi jednej i określonej czynności, nie wykonujemy jej do końca świadomie, co może skutkować mniejszą efektywnością.

Uważność jest narzędziem często stosowanym w zwalczaniu stresu. Jonathan S. Kaplan, w swojej książce zatytułowanej „Urban Mindfulness. Cultivating peace, presence and purpose in the middle of it all” proponuje wiele metod ćwiczenia uważności. Jedną z nich jest stworzenie “mindfulness first-aid kit” czyli swego rodzaju apteczki pierwszej pomocy do zastosowania za każdym razem, kiedy chcemy osiągnąć stan uważności. Według autora książki taka apteczka powinna zawierać przedmioty, dzięki którym szybko przeniesiemy się w stan świadomego doświadczania. Przedmioty te powinny odnosić się do wszystkich zmysłów. I tak na przykład, jeśli najlepiej czujesz się podczas wycieczek rowerowych lub spacerów po lesie i wyjątkowo Cię one relaksują, Twoja osobista apteczka mogłaby zawierać następujące elementy: zdjęcie lasu (wzrok), nagrany śpiew ptaków (słuch), kilka igiełek sosny (węch), szyszkę (dotyk) i suszone jagody (smak). Za każdym razem, kiedy odczuwasz stres, otwierasz apteczkę i kolejno koncentrujesz całą swoją uwagę na tych przedmiotach. Po kilku minutach powinno ogarnąć Cię uczucie spokoju i wyciszenia. Tak nastawiona/y możesz wracać do kolejnych obowiązków.

Jak łatwo sobie wyobrazić, umiejętność bycia tu i teraz jest nieoceniona podczas sesji coachingowych, kiedy to zarówno coach, jak i osoba coachowana osiągną najlepsze rezultaty, kiedy potrafią całkowicie wsłuchać się w druga osobę (coach) i w siebie (klient).

Jednak uważność można i warto ćwiczyć nie tylko we wspomnianych powyżej sytuacjach. Naucz się obserwować, smakować i przeżywać każdą, najbardziej nawet prozaiczną czynność. Po ciężkim dniu w pracy, w drodze do domu zwróć uwagę na zapach powietrza po deszczu, podnieś listek z chodnika, poczuj jego dotyk. Przyjrzyj się kolorom, które mijasz po drodze, skup się na własnym oddechu. Przestań na chwilę myśleć o tym, co (nie) wyszło w pracy i o tym, jakie jeszcze obowiązki czekają na Ciebie w domu. Wykorzystaj tę chwilę „pomiędzy” i zrób to całą/ym sobą. Zobaczysz, to działa.

Autorka wpisu:

Anna Jarosz – nauczyciel języka angielskiego, tłumacz, dyplomowany coach, obecnie w trakcie certyfikacji ICF. Absolwentka Lingwistyki Stosowanej na Uniwersytecie Warszawskim oraz Podyplomowych Studiów Coachingu w Szkole Głównej Handlowej. Interesuje się procesem podejmowania decyzji w coachingu i coachingiem prowokatywnym. W szkoleniach językowych promuje podejście coachingowe.

%d blogerów lubi to: