coaching4smart

Archive for the ‘Śmieszne historie’ Category

Informacja

In Śmieszne historie on 02/04/2013 at 07:49

Witajcie!

Wczoraj rano pojawił się na stronie bloga niewinny żart z okazji Prima Aprilis 😉

Oczywiście wpisy będą kontynuowane i bloga nie zamykamy. 🙂

Gratulacje dla Paula oraz Katrzyny za intuicję i przenikliwość. 🙂

Pozdrawiamy serdecznie! 🙂 🙂 🙂

Autorki

Reklamy

Informacja

In Śmieszne historie on 01/04/2013 at 09:00

Witamy!

Dzisiaj wpisu nie będzie. Podjęliśmy decyzję, że zamykamy bloga.

Pozdrawiamy serdecznie! 🙂 🙂 🙂

Autorki

Bajka o dzbanie

In Anegdoty, Codzienne wpisy o narzędziach w coachingu, Śmieszne historie on 13/07/2012 at 05:00

Pewien nosiwoda w Indiach miał dwa ogromne dzbany, w których codziennie przynosił wodę ze strumienia do domu swojego pana. Jeden z dzbanów docierał pełny, zaś drugi miał pęknięcie i udawało się donieść tylko połowę jego pojemności.

I tak przez dwa lata nosiwoda przynosił jedynie półtora dzbana wody do domu swego pana. Oczywiście doskonały dzban był bardzo dumny ze swoich osiągnięć, z tego, że tak dobrze wykonuje swoje zadanie. Ale biedny pęknięty dzban był pełen wstydu w związku ze swą wadą i smucił się tym, że jest w stanie wykonać tylko połowę tego, do czego został stworzony.

Po dwóch latach swych klęsk, dzban pewnego dnia nad strumieniem przemówił do nosiwody.

– Wstyd mi bardzo i chcę cię przeprosić.

– Za co – spytał zdziwiony nosiwoda.

– Przez ostanie dwa lata byłem w stanie wykonać tylko połowę mojego zadania. Przez pęknięcie na mojej powierzchni woda wyciekała przez całą drogę do domu twojego pana. Moja wada sprawiła, że część twojej pracy idzie na marne. – odparł dzban.

– Gdy będziemy teraz wracać do domu, proszę cię byś się przyglądał dokładnie naszej drodze. – poprosił nosiwoda czując współczucie dla biednego dzbana.

W drodze powrotnej dzban zauważył, że wzdłuż ścieżki, którą pokonywali każdego dnia, rosną przepiękne kwiaty. To go trochę rozweseliło, jednak w domu znów poczuł się bardzo źle i zaczął przepraszać nosiwodę. Ten powiedział:

– Czy zauważyłeś, że kwiaty rosną tylko po twojej stronie ścieżki? Jest tak dlatego, że wiedziałem o twojej wadzie i wykorzystałem ją. Zasiałem kwiaty po twojej stronie dróżki, a ty codziennie je podlewałeś wyciekającą wodą. Przez dwa lata mogłem zbierać przepiękne kwiaty i stawiać je na stole mojego pana. Bez ciebie nie byłoby tyle piękna w jego domu.

Autor bajki nieznany.

I teraz pytania:

Co czujesz po przeczytaniu?

Jaka mądrość płynie dla Ciebie z tej opowieści?

Co chcesz z tej opowieści wziąć dla siebie?

Jeżeli chcesz się z nami skontaktować w sprawie sesji coachingowych oraz warsztatów i szkoleń, prosimy napisz do nas.

Autorka wpisu: Dominika Piórecka

Bajka o emocjach?

In Anegdoty, Codzienne wpisy o narzędziach w coachingu, Śmieszne historie on 29/06/2012 at 05:00

Pewien mądry człowiek stanął na scenie przed publicznością i opowiedział żart.

Wszyscy się zaśmiali.

Po chwili znów opowiedział ten sam dowcip.

Tym razem tylko garstka ludzi się zaśmiała.

Opowiedział ten dowcip po raz trzeci.

Na całej sali nikt się nie zaśmiał.

Starzec uśmiechnął się i rzekł:
– Nie możecie wciąż śmiać się z jednego żartu, a jednak potraficie płakać w kółko przez to samo.

Autor bajki nieznany.

I teraz pytania:

Co czujesz po przeczytaniu?

Jaka mądrość płynie dla Ciebie z tej opowieści?

Co chcesz z tej opowieści wziąć dla siebie?

Jeżeli chcesz się z nami skontaktować w sprawie sesji coachingowych oraz warsztatów i szkoleń, prosimy napisz do nas.

Autorka wpisu: Dominika Piórecka

Bajka o szynce

In Anegdoty, Codzienne wpisy o narzędziach w coachingu, Śmieszne historie on 15/06/2012 at 05:00

Przeczytaj proszę opowieść, a następnie pisemnie odpowiedz na parę pytań (mogą to być odręczne notatki). Sądzę, że zajmie Ci to ok. 5 minut.
A zatem…

Pewnego dnia kobieta gotując szynkę na kolację odcięła oba jej końce. Zdziwiony mąż widząc to spytał, dlaczego tak robi.
– Tak moja mama gotowała szynkę – odpowiedziała żona.

Akurat tego dnia jej mama miała przyjść na kolację. Więc kiedy już przyszła spytali ją dlaczego odcinała oba końce szynki.
– Moja matka tak gotowała szynkę, dlatego i ja tak robiłam – odpowiedziała jej mama.

Dzwonią zatem do babci i pytają ją, dlaczego odcinała końce szynki…

A babcia na to: „Bo rondel był za mały!”.

Autor opowieści: „Bogaty albo biedny – po prostu różni mentalnie” – T. Harv Eker

 

I teraz pytania:

Co czujesz po przeczytaniu?

Jakie czynności wykonujesz rutynowo?

Co jest Twoją przysłowiową „szynką”?

Jaka mądrość płynie dla Ciebie z tej opowieści?

Co chcesz z tej opowieści wziąć dla siebie?

Jeżeli chcesz się z nami skontaktować w sprawie sesji coachingowych oraz warsztatów i szkoleń, prosimy napisz do nas.

Autorka wpisu: Dominika Piórecka

Bajka o lustrach

In Anegdoty, Codzienne wpisy o narzędziach w coachingu, Śmieszne historie on 02/06/2012 at 05:00

Przeczytaj proszę opowieść, a następnie pisemnie odpowiedz na parę pytań (mogą to być odręczne notatki). Sądzę, że zajmie Ci to ok. 5 minut.
A zatem…

Do małej wsi przyjechał cyrk.

Jeden z piesków mieszkających we wsi pobiegł od razu do cyrku i wskoczył do pomieszczenia, gdzie znajdowały się same lustra. Wszedł tam i patrzy, patrzy… i widzi mnóstwo piesków.

Pomyślał sobie – pomacham im ogonkiem – tak też zrobił. Po chwili wszystkie pieski mu odmachały! Zaraz potem pomachał im łapką, one też pomachały. Po jakimś czasie kiedy już się z nimi pobawił, wybiegł z cyrku i wrócił do wsi.

Od razu jak wrócił oznajmił wszystkim psom z okolicy:
– Słuchajcie do wsi przyjechał cyrk! Pobiegłem go zobaczyć i tam w pomieszczeniu z lustrami jest bardzo dużo piesków. Są bardzo przyjazne. Bawiłem się z nimi. Machały do mnie łapkami i ogonkami. Jest ich tak dużo. Musicie to zobaczyć!

Jeden z psiaków zainteresował się opowieścią kolegi i postanowił też tam pobiec i to zobaczyć.

Kiedy już tam dobiegł wszedł nieufnie do sali z lustrami… Patrzy, patrzy a tam faktycznie dużo piesków. Troszkę się ich wystraszył więc warknął na nie. Wszystkie psy momentalnie odwarknęły, więc piesek zaszczekał. One wszystkie również zaszczekały! Piesek skulił się ze strachu, pozostałe pieski też się skuliły…

Wystraszony wyskoczył z pomieszczenia i uciekł stamtąd w popłochu.

Autor opowieści nieznany.

I teraz pytania:

Co czujesz po przeczytaniu?

Jaka mądrość płynie dla Ciebie z tej opowieści?

Co chcesz z tej opowieści wziąć dla siebie?

Jeżeli chcesz się z nami skontaktować w sprawie sesji coachingowych oraz warsztatów i szkoleń, prosimy napisz do nas.

Autorka wpisu: Dominika Piórecka

Bajka o zwierzętach

In Codzienne wpisy o narzędziach w coachingu, Śmieszne historie on 27/04/2012 at 05:00

Przeczytaj proszę bajkę, a następnie pisemnie odpowiedz na parę pytań (mogą to być odręczne notatki). Sądzę, że zajmie Ci to ok. 25 minut.
A zatem…

Było sobie raz dziewięcioro zwierząt. Przybyły one do lasu po cudowny Klejnot, leżący na dnie jeziora. Ale żadne z nich nie potrafiło go zdobyć i dziwiły się dlaczego.

Mrówka próbowała zdobyć Klejnot ciężką pracą i godną podziwu dokładnością. Latami czerpała liściem krople wody z jeziora, aż osuszyła jezioro zupełnie. Jednak gdy tego dokonała, była tak zmęczona, że nie pragnęła właściwie niczego – stała tylko i gapiła się tępo w muł.

Pies na początku też miał dużo entuzjazmu. Potem bobry poprosiły go, żeby im pomógł wyciągać z dna jeziora puszki po konserwach. Tego samego dnia odciążył jeszcze kunę w wywożeniu zeschłych liści na kompost, zorganizował bal charytatywny na rzecz bezdomnych norek i udzielał żubrowi korepetycji z hiszpańskiego. O klejnocie całkiem zapomniał, zbyt był zajęty dobrocią dla innych.

Paw obawiał się, że mieszkańcy lasu, pochłonięci szukaniem Klejnotu, przestaną Jego, Pawia, podziwiać. Rozłożył ogromny ogon i napuszył się znacznie, twierdząc, że to on sam ma tutaj najwyższą wartość. Wszyscy w skupieniu podziwiali pawi ogon, a tym czasem Klejnot leżał na dnie jeziora nie odkryty.

Potem przyszedł Kot. Ten dobrze znał wartość Klejnotu. Długo i żałośnie zawodził pieśni o jego urodzie – Klejnot był przecież taki piękny…. Przy blasku księżyca Kot wędrował po gałęziach drzew, zachwycając się mroczną scenerią i przepychem romantycznej nocy. Przed oczyma duszy pojawiał mu się Klejnot, skąpany w nieziemskim świetle. W pewnym momencie, pragnąc chyba stąpać po czystym blasku księżyca, Kot uczynił nierozważny krok w przepaść rozpościerającą się tuż pod jego łapami. Nikt nie widział jak spadał z wysokości sosen, a potem, jakby w zwolnionym tempie, uderzał ciałem w taflę jeziora, rozbryzgując w powietrzu tysiąc srebrnych kropel. Nie umiał pływać – i przepadł na zawsze w odmętach.

Sowa była roztropniejsza – opracowała chytry plan złowienia Klejnotu na wędkę. Plan miał wszak słaby punkt. Okazało się, że do łapania na wędkę kamieni zwykły haczyk nie całkiem się nadaje i Sowa swój pomysł musiała zweryfikować. Weryfikowała i weryfikowała, zagłębiając się w literaturze przedmiotu oraz zapisując na kartce kolejne teoretyczne warianty rozwiązań, a międzyczasie czas płynął, a Klejnot spoczywał na dnie jeziora nietknięty.

Zając martwił się, że woda w jeziorze może mieć zgubny wpływ na strukturę Klejnotu. Obawiał się glonów, że zanieczyszczą, ścieków, że rozpuszczą oraz niszczycielskiego wpływu podwodnych wulkanów. A już szczególnie niepokoiła go obecność w jeziorze pewnego typu żarłocznych ostryg, zdolnych – jak czytał – w ciągu jednego lata przeżreć dno stojącej w przybrzeżnych trzcinach motorówki. Skoro tak, jakież tragiczne w skutkach może okazać się ich oddziaływanie na podwodne Klejnoty! Zając dygotał ze strachu pomagając rysiom przy budowie oczyszczalni i wspierając plany lokalnych władz w walce z mięczakami. Pomimo jednak wszystkich tych, skądinąd pożytecznych, czynności, bezcenny Klejnot, leżał sobie w najlepsze – Bóg jeden wie gdzie.

Małpa – ta miała łeb! Pozbierała kolorowe papierki od cukierków i skonstruowała z nich naprawdę fantastyczną makietę Klejnotu. Do środka włożyła lampki na choinkę, dzięki którym makieta świeciła pulsującym kolorowym światłem. Było to naprawdę niesamowite i nie kosztowało Małpę wcale wiele. Udało jej się nawet sprzedać makietę pewnemu kolekcjonerowi za całkiem pokaźną sumkę, za którą Małpa wyprowadziła się wkrótce na Hawaje. Czy odnalazła tam szczęście? Cóż, zapewne… Czasem tylko, siedząc na werandzie bungalowu pod palmami, paląc kubańskie cygara, wpadała w melancholijny nastrój. Nigdy przecież, pomimo sprytu i uśmiechu losu, nie odnalazła prawdziwego Klejnotu, który przez cały ten czas spoczywał hen, gdzieś, daleko, pozostawiony sam sobie w głębinach jeziora.

Nosorożec był bardzo duży i silny. Wskoczył do jeziora i za jednym zamachem wychlapał z niego całą wodę pozostawiając jedynie suchą nieckę. Niestety fala była tak mocna, że razem z nią został wychlapany także Klejnot, który zaginął potem w niewyjaśnionych okolicznościach.

Pozostał jeszcze prastary mieszkaniec jeziora – Wieloryb. Wieloryb od początku twierdził, że jest prawowitym właścicielem Klejnotu, choć go, Bogiem a prawdą, nigdy na oczy nie widział. Być może należy winić o to wysokie zamulenie wody rejonach przydennych, gdzie żerował? Tak czy owak, Wieloryb snuł marzenia co to będzie, gdy kiedyś wreszcie odnajdzie Klejnot. I póki co, na marzeniach się kończyło.

Pewnego dnia dziewięć zwierząt, rozczarowane uporczywymi niepowodzeniami, zwróciło się do Bajmistrza z prośbą o radę. Bajmistrz uśmiechnął się, podumał i nauczył zwierzęta pewnej praktycznej umiejętności. Mówił na nią „Totalny Fikoł”.

– Każde z was ma talent. – powiedział. – Nie wykorzystujecie go jednak w sposób właściwy, ale trwonicie. Gdybyście nauczyły się właściwie korzystać z mocy, wówczas wydobyłybyście kamień bez problemu. Oznacza to jednak działanie wynikające z miłości, w miejsce działania obarczonego lękiem.”

I tu Bajmistrz pouczył Mrówkę:

„Masz talent do pracy. Gdybyś jednak zamiast harować w pocie czoła, otworzyła się z ufnością na świat – inni pomogliby ci, nawet nie wiesz jak i kiedy”

Usłyszawszy to, Mrówka zorganizowała potańcówkę, na którą zaprosiła wszystkich swoich przyjaciół. Bawili się świetnie, a że była ciepła noc, rozpalili pod drzewem ognisko, pili wino i do późna opowiadali dowcipy. Potem Okoń rzucił hasło, żeby iść na pomost. Poszli i długo tam jeszcze siedzieli gapiąc się na księżyc. „Marzę o zdobyciu Klejnotu, który leży na dnie”, szepnęła kompletnie zamroczona Mrówka, przytulając się do Okonia. Okoń pocałował ją, wskoczył do wody i wyłowił z dna Klejnot. A potem się Mrówce oświadczył.

A wtedy Bajmistrz pouczył Psa:

„Uwielbiasz towarzystwo. Gdybyś jednak zamiast fascynować się innymi i ich życiem, oraz tracić czas na załatwianie cudzych spraw, ujrzał urzekające piękno Klejnotu, wówczas… wówczas zapragnąłbyś Go i zacząłbyś Go szukać. A gdybyś znalazł Klejnot – o – wtedy dopiero byś wszystkich zainspirował!

Na te słowa Pies, szczekając głośno i rozchlapując łapami wodę zaczął tańczyć przy brzegu swój dziki i liryczny taniec. Przestał być na chwilę Psem, stał się artystą, który olśnił i wzruszył wszystkich paletą uczuć. Piękno, gracja i żywioł zostały nagle tak dobitnie obecne, że nikt nie miał już wątpliwości czym jest celebrowanie każdej chwili, czasem wzruszające do łez, a czasem budzące żarliwą chęć modlitwy. Pozostało tylko jedno – w pół tanecznego pas, Pies z gracją zanurkował i, już po chwili, ku zdumieniu patrzących, wypłynął na powierzchnię z Klejnotem w pysku. Następnie wrócił na brzeg, położył Klejnot na trawie i z dumą otrząsnął sierść z wody, tak, że dosłownie wszyscy byli mokrzy. A potem zwierzęta długo jeszcze podziwiały Klejnot i grzały się w jego ciepłym świetle.

I tu Bajmistrz pouczył Pawia:

„Potrafisz zachwycać – masz taki cudowny i drogocenny ogon. Gdybyś jednak zamiast patrzeć tylko na siebie, naprawdę zauważył kiedyś innych, i gdybyś tak ze szczerego serca zatroszczył się o nich – oni pomogliby ci wydobyć z dna jeziora Klejnot, którego tak bardzo wszyscy pragniecie.

Gdy tylko padły te słowa, Paw złożył swój piękny ogon – który, przyznajmy to, dotąd przesłaniał mu wszystko inne – a potem rozejrzał się z uwagą po lesie. Oj, wcześniej nie zdawał sobie nawet sprawy jak bardzo ten las tętni życiem! W pobliżu jenot taszczył upolowaną kuropatwę, w trzcinach stała ponura czapla a na pobliskiej gałęzi przepychały się sójki. Nieco dalej sarna chwaliła się przed łosiem, a w zaroślach chrząkał nieco rozzłoszczony suseł Każdy podążał w swoją stronę, załatwiał swoje sprawy – a Paw odwiedzał wszystkich po kolei i pytał – pytał szczerze, co słychać. I gdy już wiedział co słychać u każdego mieszkańca lasu, i gdy już naprawdę polubił wielu z nich- wówczas, od słowa do słowa, okazało się, że łączy ich wszystkich wspólny cel. Każde ze zwierząt marzyło o tym aby wydobyć z jeziora Klejnot. Postanowiono działać – choć było to zadanie jakiego nikt wcześniej nigdy się nie podjął. Specjalnie wyznaczona Komisja Melioracyjna, złożona z bobrów i ryjówek, pracowała przez sześć miesięcy nad czasowym osuszeniem jeziora. Zadbano przy okazji o bezpieczne przechowanie wszystkich jego mieszkańców w specjalnych słojach, aż do czasu ponownego napełnienia akwenu wodą. Gdy wreszcie osuszono zbiornik, oczom zwierząt ukazał się Klejnot, ukryty wśród wodorostów. Wydobyto go, kolektywnie i z pompą, i był odtąd chlubną wspólną własnością wszystkich mieszkańców.

A wtedy Bajmistrz pouczył Kota:

„Potrafisz bardzo mocno docenić piękno i pragnąć go. Gdybyś jednak zamiast cierpieć bezowocnie i ulegać bez końca nierealnym fantazjom, wziął się do systematycznej pracy – własnymi siłami zaspokoiłbyś pragnienie i odnalazłbyś Klejnot, nie trwoniąc życia.”

Kot słysząc to, przystąpił do samodzielnego budowania łodzi podwodnej. Pracował dniem i nocą, uśmiechając się pod wąsem czule, z wielkiej sympatii dla swego dzieła. Wstawał przed świtem. Kładł się długo po zachodzie słońca. Jego delikatne poduszeczki z czasem stwardniały od trzonka topora, a lśniące czarne futro wypłowiało od słońca. Z kawiarnianego lowelasa Kot stał się zahartowanym rzemieślnikiem. Tymczasem dzień po dniu rósł na brzegu pękaty kadłub, zdobny w fantazyjne wzory, które Kot własnoręcznie wyrzeźbił dłutem w drewnie. Mieszkańcy lasu dosłownie nie mogli wyjść z podziwu, nad skrzętnością i dokładnością Kota. Gdy łódź była już prawie gotowa, Kot, za pomocą koniuszka własnego ogona, delikatnie posmarował jej kształty pszczelim woskiem. Potem zaś wszedł po trapie na pokład, przełożył dźwignię do pozycji „pełne zanurzenie” i wydobył z dna jeziora Klejnot, jak gdyby nigdy nic.

Następnie Bajmistrz pouczył Sowę:

„Zgromadziłaś wielką wiedzę. Gdybyś jednak skupiła się bardziej na przeżywaniu życia, niż na rozmyślaniu o jego zagadkach, zdobyłabyś Klejnot naprawdę, zamiast jedynie o nim rozmyślać”

Wkrótce potem, Sowa wystartowała w zawodach motocyklowych i zdobyła w nich pierwszą nagrodę. Za zarobione pieniądze kupiła sobie land rovera i wyruszyła w nim na rajd po Saharze. Znów zwyciężyła i zgarnęła kasę. Potem jeszcze nauczyła się tańczyć flamenco, i zapisała na warsztaty samoobrony, a wreszcie zrobiła kurs płetwonurków i zatrudniła się przy obsłudze platformy wiertniczej. Niedługo potem, przejeżdżając przypadkiem przez las, założyła się z kumplami, że zanurkuje i wyłowi Klejnot. I oczywiście – udało się.

Wtedy też Bajmistrz pouczył Zająca:

„Posiadasz umiejętność błyskawicznej i trafnej oceny sytuacji. Gdybyś jednak zamiast koncentrować się na martwieniu się zaufał, że wszystko potoczy się pomyślnie – odnalazłbyś w sobie odwagę, by skończyć to, czego się podjąłeś. I to bez odkładania na potem i zbędnej zapobiegliwości.

Słysząc te słowa Zając namyślił się głęboko, potem zaś poszedł do swojej nory i zasnął, przeraźliwie chrapiąc. Nazajutrz rano, pomimo iż budzik dzwonił jak zwykle na szóstą – wstał dopiero kwadrans po jedenastej. To był – jak zwykle – ciężki dzień. Od południa z furią wydzwaniał telefon – dzwoniono z oczyszczalni, z urzędu i z laboratorium, w którym Zającprzedwczorajzlecił ekspertyzę. Dzwoniła ciotka z pytaniem o to kiedy wreszcie Zając ją odwiedzi, i dzwonił hydraulik, w sprawie cieknącego kranu. Dzwoniło jeszcze wiele innych osób. Zając potrafił domyślić się kto dzwoni, po samej tylko barwie dzwonka – tak wyczulone miał ucho. A jednak nie odbierał telefonów. I, jakby tego było mało, nie stawił się na wieczorne spotkanie zarządu spółki tartacznej, któremu przewodniczył. Zamiast tego udał się na kępę sitowia, i siedział na niej do rana, żując źdźbło i gapiąc się bezmyślnie w wodę. A potem, tuż po wschodzie słońca, jakoś tak się złożyło, że zanurkował. Wkrótce potem, sam nie wiedząc jak i kiedy, pojawił się znów na brzegu z Klejnotem w łapkach i pokicał raźno do domu.
A następnie Bajmistrz pouczył Małpę (rozmawiał z nią przez telefon, bo była w tym czasie na Hawajach):

„Potrafisz stosować sprytne sztuczki i czerpać dzięki nim wiele przyjemności. Gdybyś jednak zamiast gonić za rzeczami mniejszej wagi, skupiła się i dokładnie przeanalizowała swój główny cel – mogłabyś podjąć kroki, dzięki którym Klejnot już dziś należałby do ciebie.”

Po rozmowie z Bajmistrzem Małpa pierwszym samolotem wróciła z Hawajów nad jezioro. Podczas lądowania, przez okienko sporządziła kilka fotografii terenu. Potem na ich podstawie wykonała dokładną mapę jeziora, na której z dużym prawdopodobieństwem zamierzała znaleźć miejsce gdzie zatopiony był Klejnot. Trzeba tu przyznać – nie było to zbyt fascynujące zajęcie. Małpa musiała się naślęczeć po nocach i wykonać całą masę żmudnych obliczeń. Wreszcie jednak ustaliła współrzędne. Wtedy pozostało jej tylko wynająć brygadę perkozów – profesjonalnych nurków – i Klejnot dumnie stanął u Małpy w salonie, jak raz między ozdobną afrykańską tykwą, hiszpańską szpadą, a posągiem kopulującego bożka.

I Bajmistrz pouczył Nosorożca:

„Jesteś bardzo potężny, tak potężny, że drży przed tobą cała ziemia. Jednak gdybyś użył swojej potęgi nie po to aby dzielić i rządzić, ale po to aby łączyć i przebaczać – wówczas poczułbyś w sobie harmonię i delikatność, niezbędne do prawidłowego ukierunkowania twej mocy.

Nosorożec, słysząc te słowa, poszedł pomóc wiewiórkom rozgniatać orzechy. Potem wspólnie z bobrami taszczył ścięte gałęzie na żeremie i wreszcie z posłużył młodym małpkom jako zjeżdżalnia. Rozbawiło go to i uspokoiło, zmiękł jakoś tak ogólnie i – po prostu czuł się rozkosznie. A gdy pod koniec dnia ochlapywał się z wydrami wodą, przyszedł mu do głowy zwariowany pomysł. „A gdyby tak zwyczajnie iść po dnie jeziora, aż na środek? Tu przecież nie może być głęboko.” Jak pomyślał, tak zrobił. Woda najpierw sięgała mu do kostek, potem do kolan, i wreszcie – do brzucha, a było to w najgłębszym miejscu. Wtedy zanurzył pod wodę ogromny łeb i wydobył z dna jeziora Klejnot, myśląc sobie: „A nie mówiłem?” A potem pochrząkując, zaniósł Klejnot w paszczy na brzeg, i położył się koło niego jak wielka zwalista góra.

A na końcu Bajmistrz pouczył Wieloryba:

„Masz dar snucia odważnych marzeń. Jednak gdybyś wcielił te marzenia w czyn, zamiast jedynie o nich marzyć, Klejnot mógłby znaleźć się w twoim własnym domu, na twoim biurku, zamiast błyszczeć gdzieś z dala, w odmętach.”

I wtedy Wieloryb wyszedł na ląd i zbudował tam swój wymarzony Lodowy Hotel. Wodę do sporządzania lodowych bloków pobierał oczywiście z jeziora, za pomocą własnych fiszbinów i wielorybiej tryskawki. Z czasem wzbogacił się na odwiedzających hotel obcokrajowcach, zaczął bywać w towarzystwie i pojął za żonę zgrabną, młodą Koszatkę. A pewnego dnia, w czasie pracy, na jego fiszbinach zupełnie niespodziewanie odcedził się upragniony skarb.

I w ten oto sposób każde z dziewięciorga zwierząt odnalazło swój Klejnot.

Źródło:  ABC enneagramu. Jak rozpoznać siły sterujące naszym zachowaniem – Eric Salmon; Wydawnictwo: Bis

I teraz pytania:

Co czujesz po przeczytaniu?

Którym jesteś ze zwierząt, zakładając, że każdemu ze zwierząt przypiszesz jedną z 9 osobowości?

Jaka rada jest dla Ciebie od Bajmistrza? Jak może wyglądać Twoja przemiana?

Jaka jeszcze mądrość płynie dla Ciebie z tej bajki?

Jeżeli chcesz się z nami skontaktować, w tym także w sprawie warsztatów i szkoleń, prosimy napisz do nas. Prosimy o kontakt mailowy także w sprawie indywidualnych sesji coachingowych.

Autorka wpisu: Małgorzata Wąsowska

Bajka o orle

In Codzienne wpisy o narzędziach w coachingu, Śmieszne historie on 13/04/2012 at 05:00

Przeczytaj proszę bajkę, a następnie pisemnie odpowiedz na parę pytań (mogą to być odręczne notatki). Sądzę, że zajmie Ci to ok. 5 minut.
A zatem…

Pewien człowiek wybrał się do lasu i znalazł pisklę, które zabrał do domu.

Jako, że żal mu było pisklęcia, które okazało się być młodym orłem, stąd wsadził go do zagrody między kury. Orzeł jadł  kurze jedzenie, grzebał w ziemi, nawet czasem próbował trochę frunąć, jak robiły to kury.

Po 5 latach odwiedził raz tego człowieka pewien leśnik. Gdy szli razem przez dziedziniec, zawołał:
„Ten ptak nie jest kurą, to orzeł! Co on tu robi?”
„Tak, widzisz – powiedział właściciel – to się zgadza. Znalazłem go parę lat temu i mógłby latać w przestworzach, tyle, że wychował się na kurę. On nie jest już przez to orłem, chociaż jego skrzydła mają 3 metry szerokości.”
„Nie, powiedział tamten, on jest orłem, gdyż ma serce orła, które każe mu pofrunąć w górę, w przestrzeń.”
„Nie, nie – powiedział ów człowiek- on stał się kurą i nigdy nie będzie latał jak orzeł.”

Postanowili jednak zrobić próbę. Leśnik wziął orła, uniósł go w górę i powiedział z naciskiem:
„Ty, który jesteś orłem, który należysz do nieba, a nie tylko do tej ziemi, rozwiń swoje skrzydła i pofruń!”
Orzeł siedział na wyciągniętej dłoni i oglądał się. Za sobą zobaczył kury dziobiące ziarna i zeskoczył do nich.
Gospodarz powiedział: „Mówiłem ci, że to już jest kura.”
„Nie, powiedział drugi, on jest orłem. Spróbuję jutro drugi raz.”
Następnego dnia wszedł z orłem na dach domu, uniósł go i zawołał: „Orle, który jesteś królem ptaków, rozpostrzyj swoje skrzydła i pofruń!”
Ale orzeł znów obejrzał się na grzebiące w ziemi kury, zeskoczył do nich i grzebał razem z nimi.
Wtedy tamten człowiek powiedział: „Mówiłem ci, że to jest teraz kura!”
„Nic, powiedział drugi, on jest orłem i ma ciągle jeszcze serce orła. Pozwól mi jeszcze jeden jedyny raz spróbować; jutro zachęcę go do latania.”

Następnego dnia wstał wcześnie rano, wziął orła i wyniósł go z miasta, daleko od domów, do stóp wysokiej góry. Słońce właśnie wschodziło i ozłacało szczyt góry; wszystkie wierzchołki rozpromieniły się radością uroczego poranka.
Leśnik wzniósł orła wysoko i powiedział do niego:
„Orle, ty jesteś orłem, królem ptaków. Ty należysz do nieba, a nie tylko do tej ziemi. Rozwiń swoje skrzydła i pofruń!”
Orzeł rozejrzał się, zadrżał cały, jakby weszło w niego nowe życie – ale nie odfrunął. Wtedy leśnik odwrócił go, aby ten zobaczył inne orły, które właśnie szybowały. I nagle orzeł rozpostarł swoje potężne skrzydła, wzniósł się z okrzykiem orła, frunął wyżej i wyżej i nie powrócił już nigdy. Był orłem, chociaż został wychowany jak kura i oswojony!

A Ty kim jesteś? Jesteś tym, kim chciałeś być?

Źródło: autor bajki nieznany

I teraz pytania:
Co czujesz po przeczytaniu?
Jaka mądrość płynie dla Ciebie z tej bajki?
Co chcesz z niej wziąć dla siebie?
Komu chcesz przesłać tę bajkę? Co ma to mu dać? Co zyska dzięki tej wiedzy?

Jeżeli chcesz się z nami skontaktować, w tym także w sprawie warsztatów i szkoleń, prosimy napisz do nas. Prosimy o kontakt mailowy także w sprawie indywidualnych sesji coachingowych.

Autorka wpisu: Małgorzata Wąsowska

Bajka o głupcu

In Codzienne wpisy o narzędziach w coachingu, Śmieszne historie on 07/04/2012 at 05:00

Przeczytaj proszę bajkę, a następnie pisemnie odpowiedz na parę pytań (mogą to być odręczne notatki). Sądzę, że zajmie Ci to ok. 5 minut.
A zatem…

Pewien Król miał swego nadwornego błazna, który umilał mu dni swoimi powiedzonkami i żartami.
Któregoś dnia król powierzył błaznowi swe berło, mówiąc:
– Zatrzymaj je do czasu, aż znajdziesz kogoś głupszego od siebie.
Wtedy będziesz mógł mu je podarować.
Kilka lat później król poważnie zachorował.
Czując zbliżającą się śmierć, przywołał błazna, do którego w gruncie rzeczy był bardzo przywiązany i powiedział:
– Wyruszam w długą podróż.
– Kiedy wrócisz? Za miesiąc?
– Nie – odparł król. – Nie powrócę już nigdy.
– A jakie przygotowania poczyniłeś przed tą wyprawą? – zapytał błazen.
– Żadnych – brzmiała smutna odpowiedź.
– Wyjeżdżasz na zawsze – powiedział błazen – i wcale się do tego nie przygotowałeś?
Proszę, weź to berło.
Znalazłem wreszcie głupszego ode mnie!

Źródło: autor baki nieznany

I teraz pytania:
Co czujesz po przeczytaniu?
A Ty jak przygotowujesz się do ważnych dla Ciebie wydarzeń?
Jaka mądrość płynie dla Ciebie z tej bajki?
Co chcesz z niej wziąć dla siebie?
Co możesz zrobić już dzisiaj z wiedzą, którą właśnie pozyskałeś/aś?
Komu chcesz przesłać tę bajkę? Co ma to mu dać? Co zyska dzięki tej wiedzy?

Jeżeli chcesz się z nami skontaktować, w tym także w sprawie warsztatów i szkoleń, prosimy napisz do nas. Prosimy o kontakt mailowy także w sprawie indywidualnych sesji coachingowych.

Autorka wpisu: Małgorzata Wąsowska

Bajka o kamieniach

In Śmieszne historie on 06/04/2012 at 05:00

Przeczytaj proszę bajkę, a następnie pisemnie odpowiedz na parę pytań (mogą to być odręczne notatki). Sądzę, że zajmie Ci to ok. 5 minut.
A zatem…

Profesor filozofii stanął przed swymi studentami i położył przed sobą kilka przedmiotów. Kiedy zaczęły się zajęcia, wziął spory słoik po majonezie i wypełnił go po brzeg dużymi kamieniami. Potem zapytał studentów, czy ich zdaniem słój jest pełny, oni zaś potwierdzili.

Wtedy profesor wziął pudełko żwiru, wsypał do słoika i lekko potrząsnął. Żwir oczywiście stoczył się w wolną przestrzeń między kamieniami. Profesor ponownie zapytał studentów, czy słoik jest pełny, a oni ze śmiechem przytaknęli.

Profesor wziął pudełko piasku i wsypał go, potrząsając słojem. W ten sposób piasek wypełnił pozostałą jeszcze wolną przestrzeń.

Profesor powiedział:

– Chciałbym, byście wiedzieli, że ten słój jest jak Wasze życie. Kamienie – to ważne rzeczy w życiu: Wasza rodzina, Wasz partner, Wasze dzieci, Wasze zdrowie. Gdyby nie było wszystkiego innego, Wasze życie i tak byłoby wypełnione.

Żwir – to inne, mniej ważne rzeczy: pieniądze, mieszkanie albo auto.

Piasek symbolizuje całkiem drobne rzeczy w życiu, w tym Waszą pracę.

Jeśli nie włożymy kamieni jako pierwszych, później nie będzie to możliwe. Jeżeli najpierw napełnicie słój piaskiem, nie będzie już miejsca na żwir, a tym bardziej na kamienie.

Tak jest też w życiu: Jeśli poświęcicie całą Waszą energię na drobne rzeczy (np. pracę), nie będziecie jej mieli na rzeczy istotne. Dlatego ważne jest, by zadać sobie pytanie: co stanowi kamienie w moim życiu? Następnie włożyć je jako pierwsze do słoja i dbać o nie. Zostanie Wam jeszcze dość czasu na pracę, dom, zabawę itd.

Zważajcie przede wszystkim na kamienie – one są tym, co się naprawdę liczy. Reszta to piasek.

Źródło: autor bajki nieznany

I teraz pytania:
Co czujesz po przeczytaniu?
Co jest dla Ciebie istotne w życiu? Co stanowi kamienie w Twoim życiu?
Jaka mądrość płynie dla Ciebie z tej bajki?
Co chcesz z niej wziąć dla siebie?
Komu chcesz przesłać tę bajkę? Co ma to mu dać? Co zyska dzięki tej wiedzy?

Jeżeli chcesz się z nami skontaktować, w tym także w sprawie warsztatów i szkoleń, prosimy napisz do nas. Prosimy o kontakt mailowy także w sprawie indywidualnych sesji coachingowych.

Autorka wpisu: Dominika Piórecka

%d blogerów lubi to: