coaching4smart

Archive for Listopad 2013|Monthly archive page

Bajka o byciu tu i teraz

In Anegdoty, Codzienne wpisy o narzędziach w coachingu on 29/11/2013 at 05:00

Przeczytaj proszę bajkę, a następnie pisemnie odpowiedz na parę pytań (mogą to być odręczne notatki). Sądzę, że zajmie Ci to ok. 5 minut.
A zatem…

„Pewien człowiek poprosił Bayazida, aby wziął go na ucznia.

– Jeśli tym, czego szukasz jest Prawda – rzekł Bayazid – musisz wypełnić pewne wymagania i obowiązki, którymi zostaniesz obarczony.

– Jakie?

– Będziesz musiał przynosić wodę, rąbać drzewo i zajmować się domem i gotowaniem.

– Ależ ja poszukuję Prawdy, nie zatrudnienia – rzekł ten człowiek i odszedł.

 Wkrótce po śmierci Moksze, rabin Mendel z Kotyk, spytał jednego z jego uczniów:

– Co stanowiło najważniejszą rzecz dla waszego nauczyciela?

Uczeń zastanowił się chwilę i powiedział:

– Najważniejsze było to, czym właśnie zajmował się w danej chwili.”

Źródło: http://takchcezyc.pl/tag/modlitwa-zaby/

I teraz pytania:

Co czujesz po przeczytaniu?

Co to znaczy być „tu i teraz”?

Co teraz wiesz więcej?

Jaka jeszcze mądrość płynie dla Ciebie z tej opowieści?

Co chcesz z tej opowieści wziąć dla siebie?

Jeżeli chcesz się z nami skontaktować, w tym także w sprawie warsztatów i szkoleń, prosimy napisz do nas. Prosimy o kontakt mailowy także w sprawie indywidualnych sesji coachingowych.

Autorka wpisu: Małgorzata Wąsowska

Reklamy

Cytat na dzisiaj

In Cytat on 28/11/2013 at 10:06

Drzemiący w nas zwycięzca nie ujawnia się, dopóki nie jesteśmy gotowi.

Napoleon Hill


Co się nam tylko wydaje….

In Informacje z netu on 27/11/2013 at 09:15

Oto link.

Tekst:

Nasze mózgi nie wyewoluowały w celu poznawania świata możliwie najdokładniej i odkrywania obiektywnych prawd dotyczących głębokiej rzeczywistości. Ewoluowały tak, by osiągnąć optymalny stosunek poniesionych nakładów na ich wykształcenie do korzyści, jakie przynoszą. Nasz mózg ma zadanie umożliwić nam orientowanie się w otoczeniu w stopniu wystarczającym, by doczekać wieku rozrodczego (w tym czasie unikać drapieżników i zapewniać sobie pokarm) i skutecznie począć potomstwo, które warto byłoby jeszcze przez jakiś czas odchować.

Niewiarygodne rzeczy, których dokonujemy przy jego pomocy, rozwój nauki i techniki, osiąganie zdolności pojmowania naszego umysłu, odnajdywanie się w całkowicie obcych mu rzeczywistościach – wszystko to jest niczym podkręcanie procesora bez zapewniania mu dodatkowego chłodzenia – próbujemy wycisnąć z tego organu więcej, niż było dla niego przewidziane.

Dlatego w wielkich miastach cierpimy czasem jak zwierzęta w zoo, dlatego złudzenie anonimowości w internecie pozbawia nas zahamowań, z tego powodu przemysł kosmetyczny wpędza nas w kompleksy. Wychowaliśmy się w mniejszych grupach i w innym krajobrazie, jesteśmy przyzwyczajeni do większej ilości informacji (w tym niewerbalnej) w procesie komunikacji i nigdy nie widzieliśmy dookoła siebie taki wielkiej liczby tak atrakcyjnych ludzi (niejednokrotnie zaistniałych tylko dzięki programom graficznym). Różne nasze skłonności sprawiają także, że chętnie ulegamy autorytetom, co z kolei miewa katastrofalne skutki.

Aspekt pracy naszego mózgu, o którym chciałbym dzisiaj opowiedzieć, ma bezpośrednie przełożenie na to, jakim widzimy świat, w którym żyjemy. To, czy postrzegamy go jako miejsce wrogie i niebezpieczne czy też nie, a także jak oceniamy szanse wystąpienia rzeczy, które mogą się nam przydarzyć. Mózg pracuje w określony sposób, porusza się pewnymi mniej lub bardziej utartymi drogami – stosuje heurystyki poznawcze – drogi na skróty, którymi podąża nasze wnioskowanie, dzięki czemu myślimy szybko i na ogół skutecznie – czasami, zwłaszcza wobec nowych sytuacji, wiedzie go to na manowce. Warto bowiem wiedzieć, że m.in. na takich myślowych drogach na skróty opierają się także liczne techniki wywierania wpływu na ludzi.

* * *

Błędy poznawcze to właściwe nam nieracjonalne sposoby postrzegania rzeczywistości. Najważniejszym z nich jest przeświadczenie, że to, co spostrzegamy jest niezaprzeczalnie prawdziwe – jak w: wiem co widziałem!. Owo poczucie, iż jest się wolnym od błędów poznawczych nazywamy błędem plamki ślepej.

Zasada podczepienia (bandwagon effect). Jeśli nie wiesz co myśleć, zobacz, co myślą inni. Nazywana także owczym pędem czy mentalnością stada – czujemy się dobrze, kiedy wybór podzielają inni członkowie społeczności, zwłaszcza, kiedy zależy nam na ich akceptacji. Im więcej osób dokonało danego wyboru, tym większe prawdopodobieństwo, iż kolejna jednostka postąpi tak samo. Jest przyczyną wybierania złych polityków (głosujemy na partie, na które głosują inni), szałów zakupowych na dane produkty, pewnie nie bez znaczenia jest też w wypadku mód i trendów. Częściowo odpowiada także za tzw. efekt sieciowy, który z kolei odpowiada za sukces ekonomiczny Microsoftu

Zaniedbywanie miarodajności (base rate fallacy). Im więcej wiemy, tym niekiedy większe prawdopodobieństwo błędu. Duża ilość szczegółowych informacji powoduje, iż mamy tendencję do przypisywania im większej wagi, niż na to zasługują a informacjom, istotnym, wagi mniejszej. Wiemy, iż pośród homoseksualnej części populacji jest znacznie większy odsetek nosicieli wirusa HIV, niż wynikałoby to z ich udziału w populacji. Wyobraź sobie, iż masz ocenić prawdopodobieństwo, iż dowolnie wylosowany z populacji zarażonych człowiek jest homoseksualistą. Jeśli wydaje Ci się, że jest większe niż prawdopodobieństwo, że będzie heteroseksualistą, masz piękny przykład błędu. Populacja składa się w ogromnej większości z heteroseksualistów, co oznacza, że zarażonych i tak będzie wśród nich więcej.

Błąd plamki ślepej (blind-spot bias). „Może inni się mylą, ja – nigdy.” Z reguły nie doceniamy stopnia w jakim sami ulegamy błędom poznawczym – kiedy oceniamy prawdopodobieństwo ich wystąpienia, stosujemy bowiem introspekcję – sami zaglądamy w głąb siebie i nie znajdujemy niczego, co mogłoby wskazywać na popełnienie przez nas błędu. Sęk w tym, że gdyby ślady takich błędów byłyby dla nas w prosty sposób dostępne, prawdopodobnie nie byłyby one tak rozpowszechnione. Typowy przykład ograniczeń mózgu poznającego samego siebie.

Efekt wspierania decyzji (choice-supportive bias). „Z perspektywy czasu, postąpiłem słusznie.” To bardzo możliwe, choć warto zauważyć, iż z pewnych względów nie mamy możliwości oceny skutków ewentualnego wyboru opcji alternatywnej – w rezultacie mamy tendencję do wyższego wartościowania tych decyzji, które podjęliśmy. W badaniach zaobserwowano, iż po fakcie mamy większą skłonność do przypisywania pozytywnych cech do tych możliwości, które wybraliśmy (i negatywnych do tych, które nie wybraliśmy), choć mogły nie mieć z nimi nic wspólnego.

Efekt potwierdzania (confirmation bias). Wszystko wskazuje na to, że mam rację [jeśli odpowiednio poszukasz]. Mamy tendencję do selekcji informacji pod kątem tych, które potwierdzają nasze wcześniejsze założenia a także takiego jej poszukiwania, którego wyniki mogą potwierdzić to,  w co wierzymy. Badani przez P. C. Wasona zostali poproszeni o odnalezienie reguły – metodą weryfikacji własnych hipotez – według której wyświetlane są trójelementowe sekwencje liczb (reguła brzmiała: każda kolejna cyfra jest większa od poprzedniej). Tworzyli karkołomne hipotezy i, co najważniejsze, stosowali weryfikację w taki sposób, żeby raczej potwierdzała ich pomysły niż im przeczyła, utwierdzając się tym samym w błędnych przekonaniach. Odpowiada za wiarę w przesądy (zapamiętujemy te sytuacje, kiedy szczęśliwa bielizna przyniosła nam szczęście a nie zauważamy lub nie zapamiętujemy tych, gdy tak nie było), moc modlitwy, pseudonaukę i pseudomedycynę – w rezultacie dowody anegdotyczne okazują się być doskonałymi kontrargumentami dla wyników badań naukowych. Naukowcy także nie są od nich wolni – wyniki badań przeczące naszej hipotezie muszą być co najwyżej błędami eksperymentu.

Efekt zaprzeczania (disconfirmation bias). Analogiczna sytuacja – jeśli fakty przeczą mojej opinii, tym gorzej dla faktów.  Badanym zwolennikom i przeciwnikom kary śmierci zaprezentowano rzekome badania nad tą karą. Wyżej oceniane były badania zgodne z wyznawanym przez badanego poglądem, wskazywano wiele argumentów przeciwko badaniom o wynikach przeciwnych. Rzecz w tym, że prezentowane badania różniły się tylko wnioskami.

Złudzenie Ebbinghausa. Grafika w domenie publicznej, autor: Fibonacci

Efekt kontrastu (contrast effect). Wszystko zależy od kontekstu. Najprościej ilustruje to klasyczne złudzenie wzrokowe Ebbinghausa. Choć wszyscy wiemy na czym polega, nadal ulegamy złudzeniu, iż prawa kropka w środku jest większa od lewej (to chyba doskonale symptomatyczne dla innych błędów poznawczych) Dotyczy nie tylko okręgów ale i większości dziedzin życia: oceny wystąpień, wypracowań, sprzedawanych produktów, a także np. oceny atrakcyjności potencjalnych partnerów – badania pokazują, iż na łowy matrymonialne warto niekiedy zabrać ze sobą podobnego do nas, lecz nieco mniej atrakcyjnego, towarzysza tej samej płci.

Skrzywienie zawodowe (fr. déformation professionnelle). Utrata szerszej perspektywy. Przykład: nie ma normalnych, są tylko jeszcze nie przebadani, lub, jak określił to A. Maslow – gdy jedynym narzędziem jakie posiadasz jest młotek, wszystko wygląda jak gwóźdź. Kiedy już poznaliśmy jakiś temat dobrze, nieświadomie uznajemy, iż jest on niezmiernie istotny i nasza wiedza ma zastosowanie uniwersalne. Dotyczy w szczególności studentów pierwszych lat.

Efekt posiadania (endowment effect). Jak w: „Moje auto nie jest tyle warte?! Przecież tyle dla mnie znaczy!”. Mamy tendencję do przeceniania wartości przedmiotów, które posiadamy, mimo, iż w innej sytuacji sami nie ocenilibyśmy ich tak wysoko. W badaniach próbujemy drożej sprzedać przedmioty, które chwilę wcześniej otrzymaliśmy na własność. Przypuszczalnie nie bez przyczyny jest nasze utożsamianie tego, co posiadamy, z nami samymi. Ekonomiści kwestionują jednak rzeczywiste istnienie efektu.

Efekt skupienia i zakotwiczanie się (focusing effect, anchoring). Złej baletnicy i drzazga w oku… Mamy tendencję do skupiania się na szczegółach i trudności z wyjściem poza to „zakotwiczenie”. Wynika to prawdopodobnie z tzw. heurystyki zakotwiczania – propozycje odpowiedzi podawane przez zgadującą grupę będą na ogół koncentrowały się wokół pierwszych rozsądnie brzmiących wartości. Działa to także na skalę indywidualną i wobec kompletnie niezwiązanych ze sobą wartości liczbowych – badani poproszeni o podanie numerów swoich ubezpieczeń zdrowotnych decydowali się na składanie znacznie wyższych ofert w ustawionej licytacji. Efekt skupienia oznacza przywiązywanie dużej wagi do czynników, które tak naprawdę nie mają znaczenia – wszyscy wiemy, że ludzie żyjący w tropikach są szczęśliwsi, gdyż mają ładną pogodę. Zapominamy jednak o wielu niedogodnościach ich życia – chorobach tropikalnych, niebezpiecznych gatunkach zwierząt, niestabilnej sytuacji politycznej, trudnej sytuacji ekonomicznej…).

Efekt ram (framing effect). Odbiór informacji zależy od sposobu i kontekstu jej zaprezentowania (patrz ilustracja niniejszego tekstu).
Złudzenie kontroli (ilusion of control). Złudzenie poczucia sprawowania kontroli lub wywierania wpływu na wynik wydarzeń, na które wpływu nie mamy. Badanych poproszono o próbę pokierowania wciskaniem klawiszy powodujących rozświetlenie się lampek oznaczonych jako „Score” (punkty) i „No Score” (bez punktów), tak, aby mieć kontrolę nad ta, którą lampkę zapalają. W jednym wypadku, klawiszom rzeczywiście przypisane było pewne stałe prawdopodobieństwo aktywowania danej lampki, w drugim, nie istniało żadne połączenie. Badanym powiedziano, że może okazać się, iż nie mają możliwości kontroli. Okazało się, że deklarowany przez badanego poziom wywierania wpływu nie był związany z tym, jaki wpływ badany rzeczywiście miał. Podobny efekt obserwuje się w kasynach, gdzie na ogół rzucamy kostką mocniej wtedy, gdy zależy nam na wyższym wyniku a słabiej w wypadku przeciwnym. Ponieważ nasz mózg  przywykł do znajdywania zależności przyczynowo-skutkowych w otaczającym nas świecie (to adaptacyjne, warto wiedzieć dlaczego spotyka nas to, co nas spotyka), mamy tendencję do wynajdywania połączeń. Mechanizm prawdopodobnie nie bez znaczenia przy powstawaniu przesądów – zaobserwowano, iż gołębie rejestrują czynności, które wykonywały w czasie podawania im pokarmu (losowo) i próbują je powtarzać.

Iluzja wstrząsu (impact bias). Dobra (i zła) wiadomość – mamy tendencję do przeceniania wpływu, jaki dane zdarzenie wywrze na nasz stan psychiczny – z reguły dochodzimy do siebie po wstrząsach szybciej, niż nam się wydaje, że będziemy. Nie doceniamy naszego „psychicznego układu immunologicznego”. Niestety dotyczy to także powrotów na ziemię po radosnych wydarzeniach.

Efekt niepotrzebnych informacji (information bias). Lepiej wiedzieć więcej, niż mniej. Tak nam się przynajmniej wydaje – i na ogół tak jest – jesteśmy stworzeniami bezprecedensowo ciekawymi świata (lub przynajmniej nasze możliwości sprawiają, że skuteczniej się w tym realizujemy?), przypuszczalnie ma to związek z naszą neotenicznością. Nasze organizmy wzrastają nieproporcjonalnie długo i jednocześnie (choć dzieje się to relatywnie bardzo późno) uprzednio osiągamy dojrzałość seksualną, dzięki czemu długo zachowujemy cechy młodzieńcze. Niemniej jednak, kiedy możemy wiedzieć więcej, próbujemy dowiedzieć się więcej, choć informacje te są obiektywnie niepotrzebne i jedynie zakłócają osąd.

Eskalacja zaangażowania (escalation of commitment). Kiedy coś robić, to do końca; jeśli wlazłeś między wrony, musisz krakać tak, jak one; kiedy powiedziało się A, trzeba powiedzieć B… Konsekwencja uważana jest za cnotę i lubimy myśleć o sobie, jako o osobach konsekwentnych. M.in. dlatego mamy tendencję do uzasadniania i kontynuowania naszych działań nawet wtedy, gdy są one w oczywisty sposób błędne. Obawiamy się także utraty tego, co już zainwestowaliśmy i, nie bacząc na to, że stracimy jeszcze więcej, konsekwentnie powtarzamy wybór. Prostym przykładem jest myślenie typu: „czekałem tak długo, poczekam jeszcze trochę – inaczej czekałbym na marne”. Mechanizm widoczny w wielu licytacjach, w eksperymentach badani ostatecznie licytują jednego dolara za kilka dolarów. Może odpowiadać za podtrzymywane zaangażowanie USA w konflikty zbrojne, jak w wypadku Wietnamu i Iraku. Uwaga na regułę zaangażowania, jedną z najskuteczniejszych technik manipulacji.

Iluzja sprawiedliwego świata (just-world illusion). Każdy ma to, na co zasłużył lub też „jej wina, bo wyzywająco się ubierała”. Milcząco zakładamy, że świat jest sprawiedliwy i przyczyn nieszczęść, które dotykają innych ludzi (a które obiektywnie nie są ich winą) upatrujemy w nich samych. Dzięki temu, świat pozostaje bezpiecznym miejscem i możemy wierzyć, że jeśli sami się o to nie postaramy, nie spotka nas nic złego. Niektórzy badani obserwujący przebieg rzekomego eksperymentu pamięciowego w którym kobieta zostaje rażona prądem oceniają, iż widocznie sobie na to zasłużyła słabymi wynikami a ją samą jako mniej atrakcyjną. W innych badaniach, badanym przedstawiono dwie niemal identyczne historie pewnej kobiety, różniące się jedynie zakończeniem – w jednej wersji mężczyzna oświadcza się jej, w drugiej ją gwałci. W obu wypadkach, w ocenie badanych, uczynki kobiety w oczywisty sposób doprowadziły do takiego a nie innego zakończenia. Złudzenie być może leżące u podłoża pojęć karmy i zła powracającego do nadawcy.

Efekt ekspozycji, efekt częstej ekspozycji (mere-exposure effect). „Ja lubię tę piosenki, które już słyszałem.”. Pozytywniej oceniamy rzeczy (nawet takie, które nie przedstawiają dla nas żadnego znaczenia – w oryginalnych badaniach R. Zajonca – chińskie ideogramy) które widzieliśmy częściej, także wtedy, kiedy nie wiemy, że je widzieliśmy (bodźce prezentowane podprogowo). Okazuje się, że w podobny sposób działa także w drugą stronę – jeśli czegoś nie lubimy na początku, w miarę ekspozycji, nasza antypatia będzie wzrastać. Wiedzą o tym reklamodawcy, działa także w relacjach międzyludzkich.

Przewaga doznań negatywnych (negativity bias). „Zawsze widzisz tylko te ciemne strony.” Większą wagę przywiązujemy i więcej uwagi poświęcamy wydarzeniom i doświadczeniom negatywnym, na przykład w programach informacyjnych. Otrzymawszy o nieznajomej osobie dwie informacje – pozytywną i negatywną, oceniamy ją raczej negatywnie (choć + i – mogłyby się wyzerować).  W nowych sytuacjach zauważamy raczej zagrożenia i to, co mogłoby pójść nie tak, niż szanse i pozytywy. Można przypuszczać, iż ma to znaczenie adaptacyjne – unikanie zagrożeń jest dość istotnym czynnikiem decydującym o przetrwaniu osobnika.

Efekt niecodzienności (nazwa autorska, ang. normalcy bias). W głowie mi się to nie mieści, lub też : „U nas takie rzeczy się nie dzieją”. Skoro coś nas do tej pory nie spotkało, oznacza, że nie spotka nas nigdy. Obserwują się wyraźną tendencję do niedoceniania prawdopodobieństwa wydarzeń, które jeszcze nas nie spotkały. W dodatku, każde niejasności i niepewności w ewentualnych ostrzeżeniach interpretujemy w sposób optymistyczny. Możliwe, że w sytuacjach klęsk żywiołowych skłania wielu ludzi do pozostania w domach pomimo wyraźnych poleceń ewakuacji.

Efekt wyniku (outcome bias). Po owocach ich poznacie. Ludzie przejawiają tendencję do nieracjonalnej oceny podjętych decyzji, kiedy znane są ich rezultaty. W oczywisty sposób oceniamy ją uwzględniając to, co wiemy post factum a czego podejmujący decyzje w oczywisty sposób nie mógł wiedzieć. Badani oceniają tę samą decyzję chirurga jako słuszną lub nie, w zależności od tego, czy pacjent przeżył – w obu wypadkach informuje się ich o takim samym prawdopodobieństwie powodzenia.

Racjonalizacja zakupu (post-purchase rationalisation). Oczywiście, że potrzebuję kolejnej pary butów, tamte 14 par ma już ponad rok! Racjonalizacja zakupów jaka jest, każdy widzi. Prawdopodobnie ma związek z efektem zaangażowania, wynika z konieczności zachowania dobrego samopoczucia i mniemania o sobie w wypadku wątpliwości odnośnie podjętej decyzji. Alternatywą jest zły nastrój, którego nikt nie lubi.

Efekt pseudopewności (pseudocertanity effect). Mamy tendencję do unikania ryzyka, gdy przewidywany rezultat jest pozytywny a dążenia do niego, gdy negatywny, wszystko zależy od sformułowania problemu. Badanym przedstawiono sytuację epidemii w której zagrożone jest życie 600 osób. Zaproponowano dwie metody leczenia – wiadomym jest, iż pierwsza na pewno uratuje 200 z nich, druga zaś ma 33,(3)% szans na ocalenie wszystkich chorych i 66(,6)% na nieuratowanie nikogo. 72% badanych wybiera opcję pierwszą. W drugim scenariuszu epidemicznym,  pierwsza metoda daje pewność śmierci 400 osób z 600 a druga 33,(3)% ocalenia wszystkich i 66,(6)% śmierci wszystkich. Tym razem, 78% badanych wybiera opcję drugą, choć obie oznaczają dokładnie to samo, choć przedstawione innymi słowami.

Reaktancja (reactance). Zakazany owoc smakuje najbardziej. Mamy tendencję do podejmowania prób przywrócenia wolności wyboru którą odczuwamy jako zagrożoną. Dotyczy w szczególności osób młodych, tym silniej im ważniejsza wydaje się zagrożona wolność, skutecznie powoduje nieskuteczność zakazów.

Efekt status quo (status quo bias). Lubimy rzeczy takimi jakimi są. Jeśli nie musimy, na ogół nie podejmujemy próby ich zmiany, ponieważ wymaga to nakładów kosztów i wiąże się z ryzykiem pogorszenia sytuacji. Prawdopodobnie rezultat naszej (stwierdzonej eksperymentalnie) awersji do straty i ryzyka.

Efekt von Restorffa, efekt izolacji („von Restorff effect”). Kolejna oczywista prawda, łatwiej zapamiętujemy rzeczy, które się wyróżniają.

Myślenie życzeniowe (wishful thinking). „Chciejstwo”, „jakoś to będzie”, mieszanie łyżeczką w herbacie, w celu uczynienia jej słodszą. Tendencja do przewidywania i podejmowania decyzji w oparciu o optymistyczne i nierealistyczne scenariusze, powiązane z efektami potwierdzenia i zaprzeczenia. Odpowiada za wiarę przywódców w łagodne zimy.

Oprócz tego istnieje również cała masa pomniejszych i specyficznych błędów Na przykład efekt bilonu (nazwa autorska, denomitation effect), udowodniona naukowo tendencja do wydawania większej ilości pieniędzy, gdy są one w mniejszych nominałach; efekty dotyczące prowadzenia badań naukowych (znacznie prościej jest je spartaczyć, niż przeprowadzić dobrze), efekt zaniedbania (omission bias) – tendencja do surowszej oceny działań o szkodliwych skutkach, niż identyczne w skutkach decyzje o niedziałaniu czy zaniechaniu działania, czy też wreszcie tendencja do przeceniania naszych możliwości przy planowaniu działań. Trudno oprzeć się wrażeniu, że wszystkie one razem sprawiają, że nasze życie staje się barwniejsze, a na pewno wydaje się prostsze i bardziej zrozumiałe.”

Źródło: http://badania.net/tak-ci-sie-tylko-wydaje/

Cytat na dzisiaj

In Cytat on 26/11/2013 at 09:58

Moim Everestem jest mój dzisiejszy dzień. I jutrzejszy też nim będzie.

Martyna Wojciechowska

Jak pokochać siebie?

In Codzienne wpisy o narzędziach w coachingu on 25/11/2013 at 05:00

Nie ma jednej definicji miłości. Wydaje się, że każdy ma własną. Oto przykład takiej definicji.

Z pojęciem miłości wiąże się też miłość własna. Ktoś powiedział, że „jeżeli człowiek potrafi na siebie spojrzeć życzliwie, to potrafi tak patrzeć też na innych ludzi.” Żyjemy w zbudowanych przez nas schematach (zwykle mieszanka przekonań, opowiadanych w myślach historii, itp.), które coraz bardziej nas od siebie oddalają i nasze poczucie własnej wartości drastycznie spada. Zdarza się, że szukany jest wybawiciel na białym koniu, który dokona zmian i skieruje nasze życie na prawidłowe tory. To on ma poznać nasze potrzeby i je zaspokoić! To on ma za nas wykonać cała „brudną i ciężką” robotę. To on ma wziąć odpowiedzialność za nasze życie.

Powstaje pytanie, które kiedyś, gdzieś usłyszałam, a które idealnie wiąże się z tą sytuacją: czy bardziej Ci zależy, żeby być pasażerem własnego życia, czy też jego kierowcą?

W Internecie znalazłam na ten temat bardzo dobry wpis. Sama chyba nie potrafiłabym ująć tego lepiej.

Zapraszam do jego lektury:

„Jeśli założyć, że większość decyzji w naszym życiu podejmujemy w oparciu o przekonania na temat siebie i świata, które sformułowaliśmy w dzieciństwie, całkiem niegłupim pomysłem wydaje mi się myśl, aby im się dokładnie przyjrzeć. Mogły bowiem wspierać nas gdy byliśmy mali i zależni od innych, ale teraz niepotrzebnie hamują nasz rozwój i ograniczają życiowe możliwości. Czas zmienić swoją życiową narrację – najczęściej nie ma bowiem rzeczywistych podstaw.

Natalia de Barbaro, w majowo-czerwcowym numerze magazynu Coaching, w artykule „Jak zachować wewnętrzną młodość czyli wojna maja z listopadem”, przywołuje psychologię narracyjną, która „opiera się na założeniu, że umysł myśli historiami. Kluczowa dla naszego życia jest narracja, jaką powiadamy sobie o sobie samych. Uważamy się za wybrańców losu albo za tego losu ofiary, za (nie)godnych miłości, za utalentowanych lub tępych. Wszystkie te przekonania mają moc samospełniających się przepowiedni.” Autorka bierze pod lupę przekonania dotyczące tego na ile młodzi się czujemy i pięknie pokazuje konsekwencje narracji, która opiera się na wierze, że w pewnym wieku wszystko, co dobre, już się dla nas stało (już nie zostaniemy kimś innym, nie ujawnimy nowych cech, niczego nowego się nie nauczymy, niczego ciekawego nie doświadczymy), versus takiej, która opiera się na ciekawości: kim jeszcze mogę się stać, dokąd pojechać, dokąd dążę, czego mogę spróbować?

Już jakiś czas temu zaczęłam się przyglądać opowieści, na której przez długie lata budowałam swoje poczucie tożsamości, oraz skutkom takiego wyboru oraz badać możliwości, które pojawiają się, kiedy przestaję traktować ją tak poważnie i jednostronnie. Okazało się to dobrym punktem wyjścia do zakwestionowania i zabawy z wieloma innymi wątkami mojego i nie tylko, życia.

W dzieciństwie opowiadano mi następująca historię: „podczas porodu (który wydarzył się miesiąc wcześniej niż powinien) utknęłaś twarzyczką w kanale rodnym – a działo się to w szpitalu, w którym nie wykonywano jeszcze wówczas cesarskiego cięcia – po wielu godzinach, kiedy trafiłaś do właściwego szpitala, ledwo cię więc odratowali przy porodzie, byłaś już całkiem sina” – i na długie lata uwierzyłam, że dostałam to życie przypadkiem, że nie do końca na nie zasługuję, życie skleiło mi się ze śmiercią, nieustannie wypatrywałam zagrożeń, a sama sobie wydawałam się słaba i delikatna.

A gdyby te samą historię opowiedzieć sobie inaczej: byłam taka silna i zdecydowana żyć, że mimo najgorszych okoliczności (poród zaczął się już w szóstym miesiącu) nie poddałam się, wytrwałam, przetrwałam, moim przeznaczeniem było po prostu żyć. Jak to wiele zmienia! Nagle czuję, że mogę góry przenosić, zaczynam dostrzegać dowody swojej wielkiej siły i hartu ducha w wielu swoich działaniach. A moje ciało wibruje energią i mocą.

Jakie jeszcze mało wspierające historie inni nam opowiedzieli i opowiadają? Jakie opowieści snujemy o samych sobie? Co by się stało, gdybyśmy przestali w nie wierzyć i stworzyli sobie inne, wzmacniające nas wersje?

  • Mówią: twoje emocje świadczą o twojej słabości i przez lata starasz się zapanować nad uczuciami, wypierając je i udając, że nic nie czujesz albo wstydząc się i obwiniając za to przepływające przez ciebie życie. Ideałem stają się dla ciebie mężczyźni spędzający 80 godzin w tygodniu w pracy, uzależnieni od internetu, albo codziennego kieliszka wina, żeby tylko nie poczuć, że coś czują.A gdyby tak powiedzieć sobie: Moje emocje świadczą o tym, że żyję, że pozwalam temu życiu płynąć, że mam siłę i odwagę doświadczać trudnych uczuć, umiem szukać wsparcia, ryzykuję zranienie, kiedy się otwieram, ale i tak decyduję się to robić, bo bez bycia autentyczną moje życie nie miałoby sensu? I wesprzeć się słowami , które napisał John Bradshaw w książce, „Powrót do swojego wewnętrznego domu”: „(…) twoje uczucia stanowią część twojej siły. Są psychicznym paliwem, które skłania do czynu, żebyś mógł zaspokoić swoje potrzeby. Sygnalizują ci niebezpieczeństwo, mówią, kiedy stajesz się obiektem przemocy i kiedy tracisz coś cennego.” Brandon Bays, twórczyni metody The Journey, przez ostatnie trzy dni przekonywała mnie i innych uczestników The Journey Intensive, że to właśnie zablokowane, niewyrażone emocje są źródłem wielu chorób i problemów oraz szkodzących nam życiowych wzorców. Doświadczenia samej Brandon (19 lat temu wyleczyła się dzięki emocjonalnemu procesowi z raka wielkości piłki koszykówki) i setek praktyków jej metody wskazują, że ich uwolnienie często pozwala odzyskać zdrowie i emocjonalną równowagę. A nawyk ich swobodnego odczuwania i niewypierania, bycia z nimi, kiedy się pojawiają to świetna prewencja.
    Praktyka
    A gdyby często w ciągu dnia pytać siebie: Co czuję teraz? Gdzie w ciele to odczuwam? Czy mogę powiedzieć temu „tak” i objąć miłością, zejść do rdzenia tego uczucia i być w nim?
    Praktyka
    A gdyby, kiedy zauważę, że robię coś, co mi nie służy – sięgam po kolejnego papierosa, kolejnego drinka, tabliczkę czekolady, siadam na kolejną godzinę do komputera, kupuję kolejną niepotrzebną rzecz, zapytać siebie, co było chwilę przed tym działaniem, co czułem/łam? Jakiej emocji chciałam/łem uniknąć? Co w niej jest takiego trudnego? Czy mogę teraz zdecydować się w niej pobyć?
  • Mówią: silny nikogo nie potrzebuje, a kiedy całą sobą tęsknisz za głębokimi więziami z innymi i gdzieś głęboko czujesz, że czerpiesz z nich wielkie spełnienie, starasz się o tym zapomnieć i w samotności zagryzając zęby, udajesz, że wszystko zawdzięczasz sobie. A gdyby tak powiedzieć sobie: Tęskniąc za wspólnotą wyrażam istotę człowieczeństwa. Nawet w dorosłym życiu, wbrew temu, co się nam sugeruje i w co chcielibyśmy wierzyć, nasze życie w niezliczonych aspektach zależy od innych – producentów jedzenia na naszych talerzach, budowniczych naszych domów, lekarzy, nauczycieli, przyjaciół… Angela Meiers, edukatorka ze Stanów Zjednoczonych wymyśliła i prowadzi kampanię społeczną, która bardzo mnie inspiruje i wzrusza. Jest przekonana, że jeśli mielibyśmy przekazać dzieciom jedną rzecz, która miałaby im pomóc radzić sobie w naszym skomplikowanym świecie, powinna to być wiadomość: „Masz znaczenie” – oraz masz w sobie potencjał, który może zmienić na lepsze życie innych ludzi, zmienić na lepsze świat. „Jesteś ok” nie wystarczy – każdy potrzebuje wiedzieć, że jest niezbędną częścią całości – że może wzbogacać życie innych. Tak zostaliśmy zaprogramowani, to kwestia DNA. Chcemy mieć pewność, że nasze życie ma znaczenie dla innych i dla ich dobrobytu, że robi różnicę. Zachęcam anglojęzyczne osoby do obejrzenia dwóch wystąpień Angeli – naprawdę warto: http://www.youtube.com/watch?v=FzhckPAl1Ek oraz http://www.youtube.com/watch?v=7FHdHUzRnms
  • Mówią: jeśli rzucasz świetnie opłacaną pracę w korporacji jesteś słaba/y ( i w dodatku niezbyt rozsądna/y), bo tam udaje się przetrwać tylko najsilniejszym. To oni odnoszą prawdziwy życiowy sukces.A gdyby tak powiedzieć sobie: Jestem niesamowicie silna, bo znajduję w sobie odwagę, by iść za głosem swojej pasji, wnosić do świata to, co jest moim prawdziwym talentem, na swoich własnych warunkach. Boję się, ale ufam, że życie prowadzi mnie w dobrym kierunku i ryzykuję – po to by moje życie miało głębię i sens. Prawdziwy sukces to nie tylko wysokie saldo na koncie, okupione brakiem relacji, więzi i życiowej harmonii. Oto jak mówi o tym Paul McKenna: „Autentyczne bogactwo to dobre zdrowie i prawdziwe szczęście. To posiadanie rodziny i przyjaciół, z którymi możesz dzielić się intymnymi i przyjemnymi doświadczeniami, z którymi możesz się śmiać, którzy cię stymulują i fascynują. To poczucie, że dajesz coś światu i że twoje życie jest wartościowe.”,
  • Mówią: jeśli nie wyglądasz jak kobiety z magazynów o modzie, nie zasługujesz na szczęście, uwagę, życiowy sukces i miłość i wierzysz w to, próbując poprawić się w każdym calu, zadając ból swojemu ciału, nie kochając go i nie ciesząc się tym, co pozwala Ci w życiu robić. Jesteś przekonana, że zgodny z kanonami wygląd to najlepsze, co możesz ofiarować światu, i jednocześnie podstawowy warunek sukcesu i poczucia życiowego spełnienia. A gdyby tak powiedzieć sobie: „Gdyby piękno prowadziło do szczęścia, wszyscy urodziwi ludzie pławiliby się w wiecznej radości, a mniej atrakcyjni byliby nieszczęśliwi. Lekarze kierowaliby pacjentów na operacje plastyczne i kursy makijażu, zamiast przepisywać leki przeciwdepresyjne. (…) Piękno nie uodparnia na klęski. Pomagają natomiast wysoka samoocena, pozytywne postrzeganie ciała i wiara w umiejętność radzenia sobie z życiowymi trudnościami.” (Linda Papapadopoulos, „Lustereczko powiedz przecież… Rewolucja w myśleniu o własnym wyglądzie”.) Pragnienie bycia kimś innym sprawia, że umniejszam to, kim jestem i odmawiam sobie jedynej rzeczy, która może mnie uszczęśliwić – samoakceptacji. Zamiast dążyć do idealnej urody – mogę dążyć do najzdrowszej, najszczęśliwszej wersji siebie, a ciało potraktować jako wehikuł, który pomaga cieszyć się życiem. A gdyby pamiętać, że kanony piękna wyznacza polityka i kultura – cały czas się zmieniają i są niedoścignione. Zgodzić się z Lindą Papapadopoulos, że najwyższym osiągnięciem kobiet nie jest piękno zewnętrzne, ale przede wszystkim kompetencje, umiejętności, dojrzałość, piękno wewnętrzne: pozytywny stosunek do innych, siebie i życia. A mężczyźni mogą przede wszystkim pragnąć kobiet pewnych siebie, które umieją się cieszyć swoim i ich wewnętrznym pięknem.
    Praktyka
    A gdyby pytać siebie: Jak mnie wspiera moje ciało? Co jest możliwe dzięki niemu? Co jest możliwe dzięki zmysłom? Za co mogę być wdzięczna ciału? (np. odczucie przepływu podczas biegu, doznania bliskości podczas seksu z ukochanym, satysfakcja płynąca z dobrego jedzenia, zachwyt nad pięknym widokiem, itp…)
    Praktyka
    Gary M. Douglas, w swojej książce: „Divorceless Relatioships”, zachęca do następującego eksperymentu: Zamknij oczy i postaraj się poczuć swoje granice – nie granice swojego ciała, ale granice siebie. Czy to możliwe? Czy nie jest tak, że gdziekolwiek popatrzysz, tam jesteś? Otwórz oczy, ta przestrzeń, której doświadczałaś, która jest wszędzie i jest nieskończona – to ty. Jesteś nieskończoną istotą. Opierając się na tym doświadczeniu, zadaj sobie pytanie, czy możesz się zatem zmieścić w czymś tak małym jak twoje ciało? Czy raczej ciało zawiera się w Tobie? Twoje ciało zawiera się w tobie, nie Ty w Twoim ciele.
  • Mówią: jesteś słaba, bo boisz się latać samolotem i przez lata wierzysz, że choć latasz wiele razy do roku, lęk, który wówczas odczuwasz, tylko potwierdza twoją słabość. A gdyby tak powiedzieć sobie: mam w sobie ogromną siłę, bo decyduję konfrontować się ze swoim strachem i mimo fobii leciałam już ponad 50 razy. Jeśli coś jest dla mnie ważne, potrafię pokonać każdy lęk na drodze to tego celu.
  • Mówią: jesteś słaba, bo jesteś kobietą. Rządzą tobą hormony, przydarzają ci się syndromy napięcia, trudne dni i miesiączki, które najlepiej powinnaś ukrywać przed innymi, bo to powód do wstydu. A gdyby tak powiedzieć sobie, słowami Izy Sznajder autorki książki „Kobieta, księżyc i czerwona sukienka”: „Jesteśmy w pewien sposób uprzywilejowane. Aby doświadczyć swojej mocy i przynależności do wszechświata, nie musimy wędrować, szukać przygód i niebezpieczeństw. Naszą wielką przygoda jest doświadczenie swojego ciała i uczuć, które w nim żyją. Nasza krew pomaga nam co miesiąc realizować ten zamiar. Poprzez swoje ciało kobieta odczuwa to, co jest wieczne.(…) Menstruacja to ogromny dar, ponieważ w sposób bezpośredni przypomina kobiecie o potędze natury i niejako zmusza ją do przeżywania oraz kontemplowania tej potęgi. Świadomie, uważnie przeżyta menstruacja to także akt pokory, który skłania do wsłuchiwania się w głos serca i budzi tęsknotę za poszukiwaniem źródła swojej prawdziwej tożsamości. (…) Nie chodzi tylko o to, że wraz z pierwszym okresem możesz już mieć dzieci, zostać matką. Krew mówi znacznie więcej, mówi o tym, że jesteś częścią całości, rytmem wszechświata, podlegasz zmianom cyklicznym tak, jak pory roku, fazy księżyca, przypływy i odpływy, oceanu. Mówi o prastarym źródle kobiecej natury. Przypomina o losie wszystkich kobiet, uczy, że jesteśmy takie same, lecz jedyne w swoim rodzaju, że dzielimy ten sam ból, niepokój i radość. Pokazuje ci, że stałaś się dorosła, niezależna, i masz możliwość odnaleźć przesłanie swojego życia. Uczy powagi i lekkości chwili, Pokazuje cie twoją moc. Uczy, ze masz w sobie zdolność do pokonywania wszystkich przeciwności losu. Pokazuje ci alchemię twojego ciała i opowiada o jego pięknie i mądrości. Wreszcie mówi, że czas niestrudzenie wywiera wpływ na twoje życie, pokazuje, że coś się w nim zaczyna, coś kończy. Uczy, że jesteś i że przemijasz.” PraktykaA gdyby podczas najbliższej miesiączki zatrzymać się na 10 minut? Sprawdzić, jakie uczucia pojawiają się w moim ciele. Jakie odczucia pojawiają się w moim podbrzuszu? O co prosi mnie ciało? O głęboki oddech, moment zatrzymania, o zauważenie napięcia, zauważenie ważnej tęsknoty, docenienie, dłuższy odpoczynek? Jak ciało pokazuje mi moją wewnętrzną prawdę?
  • Mówią: twój partner jest odpowiedzialny za twoje szczęście, a jego miłość lub jej brak świadczy o twojej wartości. Możesz otworzyć serce tylko jeśli dana osoba spełni wymyślone przez ciebie warunki – zachowa się w określony sposób, nigdy cię nie zrani, da ci emocjonalną pewność.A gdyby tak powiedzieć sobie: To wielka pułapka – w ten sposób mogę przeżyć całe życie nie pozwalając miłości we mnie płynąć i zasilać mnie i innych. Potrafię zaznawać szczęścia i pełni życia w stopniu większym niż mi się zdaje. Często jednak nie sięgam po szczęście, gdyż wierzę, że to czyjeś zachowanie mi nie pozwala. Ignoruję obowiązek rozwijania i ulepszania siebie, bo uparcie próbuję przeobrażać innych.Praktyka
    A gdyby, jak proponuje amerykańska trenerka metody Nonviolent Communication, Miki Kasthan, zobowiązać się przed sobą: „Nawet kiedy moje potrzeby są w dużym stopniu niespełnione, decyduję się, ze moje serce pozostanie otwarte. Jeśli zauważę, że pogrążam się w ocenach, złości i negatywnych emocjach, poszukam pomocy, aby je przetransformować i spotkać drugą osobę z miłością.”Praktyka
    David Deida dużo pisze o otwieraniu serca jako drodze do realizacji naszej pełni. Dla mnie to jedno z podstawowych dorosłych zadań. W trakcie dzieciństwa i dojrzewania musiałyśmy zbudować wokół siebie wiele ochronnych warstw, niekiedy nawet całkiem poważny pancerz. Podobnie jak nasze serca, także i nasze miednice od wielu lat mogą być zaciśnięte, usztywnione i spragnione spontaniczności i życia. Jednym z prowadzących do rozluźnienia, przepływu i pełni sposobów, które sugeruje Deida jest „święty taniec”: „(…) jeśli kochasz tańczyć, możesz użyć tańca do swojej praktyki. Być może pamiętasz czas, kiedy tańczyłaś i czułaś, że jesteś totalnie otwarta, jakbyś poddawała się sile miłości i życia… i jakby to one tańczyły przez ciebie. Jak się wtedy poruszałaś? Co czułaś w sercu? Jako tańcząca, żywa miłość, w jaki sposób twoje stopy dotykają podłoża? Co czujesz w nogach? Gdy tańczysz tak cała otwarta, co czujesz pomiędzy nogami i w swoich lędźwiach – seksualnie, energetycznie, fizycznie? Co czujesz w brzuchu u klatce piersiowej, gdy muzyka wchodzi w ciebie i wibruje w całym ciele? Co pokazuje ekspresja twojej twarzy, ramion, dłoni? Jak miłość porusza cie i promieniuje poprzez całe twoje ciało? Raduj się tańcem jako prawdziwą duchową praktyką, odkrywając, w jaki sposób tańczyć, aby twoje serce się otwierało, a ciao oddychało żywe niczym pełnia miłości. Jak masz tańczyć teraz, aby ciało i serce otwierało się na głębokie przyjmowanie każdej chwili i aby życie wyrażało miłość przez cały dzień? Jak możesz tańczyć przez kolejne lata, aby nawet kiedy ciało będzie się starzeć i więdnąć, twoje serce mogło otworzyć się jeszcze pełniej, tak szeroko, jak przepływająca chwila i błyszczeć promienna radością do wszystkich?”
  • Mówią: nieudane, traumatyczne dzieciństwo i toksyczni rodzice sprawili, że nie możesz mieć głębokich, karmiących relacji i wieść szczęśliwego życia. A gdyby tak powiedzieć sobie: Moi rodzice też byli skrzywdzonymi dziećmi, które stanęły przed ogromnym zadaniem – rodzicielstwem. Obwiniając ich, stoję w miejscu, tracę z oczu możliwość rozwoju i fakt, że teraz ja jestem odpowiedzialna za swój dobrobyt.PraktykaJohna Bradshaw, amerykański psycholog, autor książki „Powrót do swego wewnętrznego domu. Jak odzyskać i otoczyć opieką swoje wewnętrzne dziecko”, proponuje następujące doświadczenie – „Idź do parku, popatrz na trawę, kwiaty, ptaki, drzewa i zwierzęta. To wszystko należy do wszechświata. Stanowi nieodłączną część stworzenia. Ty także masz tu swoje miejsce. Masz prawo być tutaj, tak samo jak ptaki, pszczoły, drzewa i ptaki. Należysz do tej Ziemi. Witaj!”PraktykaA gdyby powtarzać sobie to, czego nie usłyszałaś/łeś od rodziców, a co bardzo potrzebowałaś/łeś usłyszeć: np., jak podpowiada Bradshaw: „Bóg się ucieszył, gdy przyszłaś na świat”. „Zasługujesz na to, żeby mieć to, czego pragniesz.”„Nigdy nie było kogoś takiego jak ty. Jesteś niepowtarzalny/a, jedyny/a w swoim rodzaju”, „Chcę cię wysłuchać. Widzę cię.”, „Wszystko, co czujesz, jest ok.”, „To normalne, że się boisz.”, „Cieszę się, że chcesz być sobą.”,„To dobrze, że jesteś inna, że masz swoje własne poglądy na rożne sprawy.”, „To dobrze, że badasz i odkrywasz, kim jesteś.”Praktyka
    A gdyby zbierać dowody, że świat nie jest miejscem przerażającym i niebezpiecznym, a wręcz mi sprzyja ( Wewnętrzne Dziecko często było straszone i jest przesadnie ostrożne). Doceniać to, co mi się udało. Codziennie podsumować jak świat mnie wspierał tego dnia. Zrobić listę rzeczy, o których marzę, ale których się boję i zastosować metodę małych kroków, żeby się do nich zbliżać i zacząć je realizować?
  • Mówią: musisz manipulować innymi, aby sprawić, żeby twoje potrzeby zostały zaspokojone. Inni są zainteresowani tylko swoim dobrem, więc musisz ich odpowiednio podejść, żeby zadbać o siebie. A gdyby tak powiedzieć sobie: Moje potrzeby są piękne, pokazują, jak przepływa przeze mnie życie. Inni z radością chcą przyczyniać się do mojego dobrobytu (to jedna z podstawowych ludzkich potrzeb) – kiedy mają wybór i nie czują się do tego zmuszani. PraktykaA gdyby prosić, a nie żądać? Sprawdzić, jaka będzie moja reakcja na odmowę? Czy moją intencją jest, aby inni zrobili to, o co proszę tylko, jeśli sami tego chcą? Czy też zgadzam się, by spełnili to, o co proszę kierowani poczuciem obowiązku, winy, strachu przed konsekwencjami? Jeśli spotkawszy się z odmową, uderzę w ton krytyczny lub osądzający, odmówię partnerowi ciepłych uczuć, znaczy to, że nie prosiłam, a żądałam. Kiedy rozmówca słyszy żądanie, widzi przed sobą tylko dwa wyjścia – uległość albo bunt. W obu wypadkach traktuje prośbę jako próbę wywarcia przymusu i jest mu trudniej zareagować ze współczuciem, skutkuje to także utratą zaufania i otwartości w przyszłości w naszej relacji. A gdyby mieć świadomość, że kiedy żądam, to sygnał, że nie wierzę w piękno moich potrzeb, w to, że zasługuję na wsparcie innych i świata – i objąć ten fakt ciepłą refleksją?”*

Na koniec kilka pytań:

  • Jaka historia lub opowieść kieruje Twoim życiem?
  • Jak na Ciebie wpływa?
  • Jakie wiążą się z nią przekonania?
  • Czy są to przekonania ograniczające, czy wspierające?
  • Co chcesz z tym zrobić?
  • Jakiego pytania nie zadałam? Jak ono brzmi?
  • Jaka jest na nie odpowiedź?
  • Co jeszcze chcesz wziąć dla siebie z bieżącego wpisu?

Jeżeli chcesz się z nami skontaktować, w tym także w sprawie warsztatów i szkoleń, prosimy napisz do nas. Prosimy o kontakt mailowy także w sprawie indywidualnych sesji coachingowych.

Autorka wpisu: Małgorzata Wąsowska

*Źródło: http://gdybymdorosla.com/2013/05/27/zmienilabym-swoja-zyciowa-narracje/

Bajka o dwóch nasionach

In Anegdoty, Codzienne wpisy o narzędziach w coachingu on 22/11/2013 at 05:00

Przeczytaj proszę opowieść, a następnie pisemnie odpowiedz na parę pytań (mogą to być odręczne notatki). Sądzę, że zajmie Ci to ok. 5 minut.
A zatem…

Jesienią dwa nasiona znajdowały się obok siebie w żyznej ziemi. Pierwsze nasionko powiedziało: „Chcę rosnąć! Chcę moimi korzeniami sięgać głęboko w ziemię, znajdującą się pode mną i wypuścić młode pędy ponad jej powierzchnię. Pragnę rozwinąć moje delikatne pączki niczym flagę, aby ogłosić przybycie wiosny… Pragnę poczuć ciepło słońca na moim obliczu i błogosławieństwo porannej rosy na moich płatkach! „.
I tak rozwijało się.
Drugie nasionko powiedziało: „Co za los mnie spotkał! Boję się. Jeśli skieruję moje korzenie do ziemi, znajdującej się pode mną, nie wiem, na co natrafię w ciemnościach. Jeśli utworzę sobie drogę poprzez twardą ziemię nade mną, mogę uszkodzić moje delikatne pędy… Jeżeli otworzę moje pączki, a jakiś ślimak będzie chciał je zjeść? Gdybym zaś rozchylił moje kwiaty, jakieś dziecko mogłoby mnie wyrwać z ziemi. Nie, lepiej będzie, jeżeli zaczekam, aż będzie bezpiecznie”.
I czekało.
Na początku wiosny jakaś kura, która grzebała w ziemi w poszukiwaniu pożywienia, znalazła nasionko i zaraz je zjadła.

To jasne, że trzeba przyjąć ryzyko życia i zdać sobie sprawę, że czasami jest się gołębiem a czasami posągiem.

Bruno Ferrero

I teraz pytania:

Co czujesz po przeczytaniu?

Jaka mądrość płynie dla Ciebie z tej bajki?

Co chcesz z tej bajki wziąć dla siebie?

Jeżeli chcesz się z nami skontaktować w sprawie sesji coachingowych oraz warsztatów i szkoleń, prosimy napisz do nas.

Autorka wpisu: Dominika Piórecka

Cytat na dzisiaj

In Cytat on 21/11/2013 at 09:25

… twoja przyszłość w dużej mierze kształtowana jest przez twoje dzisiejsze myśli.

Dale Carnegie

Kiedy wystarczy przyjaciel, kiedy coach, a kiedy niezbędny jest terapeuta?

In Informacje z netu on 20/11/2013 at 08:20

Gdy  przestajemy radzić sobie  ze sobą i  z innymi  w pracy i w domu, kiedy widzimy brak efektów naszych działań, lub są one niezadawalające, kiedy wyczerpały się nasze  umiejętności samopomocy, zaczynamy oglądać się za kimś kto mógłby nam pomóc. Są oczywiście  tacy, którzy nawet w tak trudnej  sytuacji uznają, że pomogą sobie sami. Zaczynają się coraz bardziej napinać, co najczęściej nie przekłada się na poprawę jakości ich życia, a głównym efektem takiej postawy są  pogarszające się ich relacje z innymi.  Jak pokazuje praktyka do efektywnego rozwiązania  problemów z samym sobą  nie wystarczy tylko być zmotywowanym i otwartym na wsparcie z zewnątrz, niezbędna jest również umiejętność wyboru najlepszego dla nas wsparcia.

Poczucie wewnętrznego obciążenie, niemoc jaka pojawia się w chwilach  kiedy przestajemy radzić sobie ze sobą,  przyjmuje różny poziom. Stąd niekiedy wystarczą rozmowy z przyjacielem. Kiedy jednak poziom poczucia niemocy jest wyższy może okazać się niezbędne wsparcie ze strony coacha,  a w sytuacjach wyjątkowo trudnych konieczna staje się wizyta u terapeuty. Nie mając odpowiedniego poziomu samoświadomości,  trudno jest przypisać siebie do któregoś z tych trzech poziomów, tym bardziej że granica pomiędzy nimi nie jest wyznaczone przez jednoznaczne parametry. Stąd zawsze szukając dla siebie wsparcia,  najlepiej zacząć od przyjaciela.

Jaką rolę pełni przyjaciel ?

Pod pojęciem przyjaciela rozumiem tu osobę, której postawa wobec nas przepełniona jest życzliwością, akceptacją, tolerancją, szacunkiem. To osoba, która dzięki swojej empatii daje nam poczucie, że nas w pełni rozumie. Postawa przyjaciela jest „tlenem psychologicznym”, którego odpowiednia dawka potrafi  przywrócić  równowagę i wyzwolić zagubione siły. To najprostsza, a jednocześnie najtańsza forma wsparcia. Bywa jednak, że nawet wysokie umiejętności interpersonalne przyjaciela oraz jego pozytywny stosunek do nas, to jeszcze za mało. Wówczas niezbędne jest wsparcie coacha.

Jaką rolę pełni coach ?

Nawet mając odpowiednią dawkę „tlenu psychologicznego” możemy nie dostrzegać szans, możemy nie dostrzegać szerszej perspektywy, a co za tym idzie nie potrafimy doprecyzować czego tak naprawdę chcemy, co dla nas jest ważne. Mamy co prawda poczucie, że stoimy już na twardym gruncie, ale nie wiemy w którą stronę iść. Stąd zadaniem coacha jest budowanie naszej świadomości w tym samoświadomości, co pozwoli nam dostrzec wszystko to, co dla nas jest ważne i niezbędne do budowania satysfakcji i życiowego szczęścia. Wybierając coacha powinniśmy zwrócić uwagę przede wszystkim na to, jak czujemy się w jego obecności, czy jest on źródłem „tlenu psychologicznego”. Ważne jest również jego doświadczenie w tym to, dotyczące jego osiągnięć w pracy nad samym sobą. Warto o to zapytać już w czasie pierwszej kontraktowej sesji.                                                                                                                 

Praktycznie pierwsze trzy sesje z coachem dają nam odpowiedź, czy ta forma wsparcia jest dla nas wystarczająca. Kiedy tak jest, wówczas powinniśmy mieć poczucie większego rozumienia siebie, powinniśmy dostrzegać coraz szerszą perspektywę, w której zaczynają się pojawiać nasze  realne cele, zaczynamy coraz częściej „przyłapywać siebie” na tym, co w nas pozytywne. Kiedy brakuje takich symptomów, a jednocześnie czujemy praktycznie niezmieniający się poziom niemocy, wówczas potrzebny staje się terapeuta.

Jaką rolę pełni terapeuta ?

Przeciążenie spowodowane długotrwałym, nierozładowywanym stresem, mogą doprowadzić do „uszkodzeń” psychiki. Może do nich dojść również w wyniku minionych doświadczeń, o których zapomnieliśmy, a które dziś przejawiają się dolegliwymi skutkami (zjawisko to nazywane jest zespołem stresu pourazowego). „Uszkodzona” psychika uniemożliwia efektywną pracę nad budowaniem  umiejętności radzenia sobie ze sobą.  Rolą terapeuty jest jej  rekonstrukcja. Czas trwania terapii zależy od stopnia „uszkodzenia” psychiki, jak również od przyjętej formy terapii. Ważny jest tu wybór terapeuty. Podobnie jak w każdym zawodzie, również i tu można spotkać zarówno wysokiej klasy specjalistę, a także osobę, która poza tytułem praktycznie nie posiada żadnych umiejętności. Przed decyzją o wyborze terapeuty dobrze jest zasięgnąć opinii tych, którzy korzystali już z jego usług. Zawsze jednak pierwszym i najważniejszym kryterium jest to, jak się czujemy w kontakcie z nim, czy jego postawa jest dla nas „psychologicznym tlenem”.    

Wiele osób w akcie desperacji biegnie do terapeuty uznając swój stan jako w pełni kwalifikujący się do terapii. Nie mają świadomości, że być może sama rozmowa z przyjacielem  przywróci  im równowagę i odbuduje umiejętność radzenia sobie ze sobą i z innymi.

Mało jeszcze rozpowszechniona usługa coachingowa sprawia, że dla wielu  osób jedynym miejscem wsparcia jest gabinet terapeutyczny. W obawie przed tym, aby nie być posądzonym o chorobę psychiczną nie szukają tam pomocy, pozostając w destrukcyjnym dla siebie stanie.

Nie jest dobrym pomysłem zamykanie się na zewnętrzne wsparcie, kiedy pojawia się długotrwała niemoc i poczucie obciążenia. Skutki tego mogą być wręcz dramatyczne, zarówno w sferze zawodowej, osobistej jak również dla stanu zdrowia. Warto przy tym mieć świadomość jak skuteczny może być przyjaciel.  Kiedy jednak nie jest nam w stanie pomóc, warto wiedzieć, że skutecznego wsparcia może nam udzielić  coach z odpowiednim doświadczeniem. Dopiero kiedy stwierdzimy  brak  efektów sesji coachingowych, wówczas niezbędny staje się terapeuta.

Ociąganie się z przyjęciem zewnętrznego wsparcia może doprowadzić do stanu, gdzie nie ma już mowy o  odzyskaniu wewnętrznej mocy, tylko o zmniejszaniu dyskomfortu/bólu  psychicznego.

Autor: Józef Przemieniecki

Źródło: http://www.przemiany.org/moj-blog/5-blog/555-kiedy-szuka-wsparcia-przyjaciela-kiedy-coacha-a-kiedy-terapeuty

Cytat na dzisiaj

In Cytat on 19/11/2013 at 09:17

Pamiętaj, że bycie szczęśliwym nie zależy od tego, kim jesteś ani co posiadasz, ale jedynie od tego, co myślisz.

Dale Carnegie

75 000 odsłon na blogu !

In Codzienne wpisy o narzędziach w coachingu on 18/11/2013 at 22:32

Serdecznie dziękujemy i pozdrawiamy ! 🙂 🙂 🙂

Autorki

%d blogerów lubi to: