coaching4smart

Archive for Kwiecień 2012|Monthly archive page

Burza mózgów, czyli każdy pomysł jest dobry

In Codzienne wpisy o narzędziach w coachingu, Komunikacja międzyludzka on 30/04/2012 at 05:00

Burzę mózgów wymyślił w latach trzydziestych Alex F. Osborn. Metoda ta przyjęła się w wielu dziedzinach i jest wykorzystywana w pracy zespołowej, ale także indywidualnej. Dzisiaj chyba nie ma już nikogo, kto by o niej nie słyszał, albo jej nie używał.

Najlepsze wyniki osiąga się wtedy, gdy osoby uczestniczące w rozwiązaniu zadania mają różne doświadczenia, wiedzę, płeć, są w różnym wieku ale także mają różne temperamenty. Wymaga co prawda od osoby koordynującej posiadania umiejętności dobrego komunikowania się jak też stworzenia odpowiednich warunków organizacyjnych, ale za to przynosi zaskakujące i ciekawe rozwiązania.

Zgodnie z podstawową zasadą burzy mózgów wyróżnia się dwa rodzaje zespołów: twórczy, którego celem jest tworzenie i poszukiwanie pomysłów oraz oceniający, którego celem jest analiza i ocena wymyślonych pomysłów, a następnie wypracowanie rozwiązania problemu.

Spotkanie powinno odbywać się w warunkach izolacji od świata zewnętrznego i pełnego relaksu.

Zwykle pierwszy zespół ma za zadanie wygenerować pomysły i odbywa się to niejako w dwóch etapach: prowadzący jasno i zwięźle przedstawia problem wymagający rozwiązania, a następnie dba o dobrą atmosferę w zespole w trakcie zgłaszania pomysłów.

Burza mózgów wymaga przestrzegania w trakcie fazy twórczej kilku zasad:

– Nie wolno krytykować ani oceniać żadnego pomysłu.  Z badań Osborna wynika, że człowiek może zaproponować prawie dwukrotnie więcej dobrych pomysłów, jeżeli ich ocena będzie dokonywana po zakończeniu spotkania.

– Zespół powinien skupić się na wymyślaniu jak największej liczby pomysłów, bez względu na ich wartość, przydatność, czy „realność”. Chodzi o to, że nawet banalne pomysły w fazie twórczej mogą być źródłem naprawdę cennych i odkrywczych rozwiązań w fazie oceniającej.

– Po wyczerpaniu „swobodnie” pojawiających się pomysłów warto przejść do ich łączenia i doskonalenia, przez co zwiększa się prawdopodobieństwo wymyślenia optymalnego rozwiązania.

– Najlepiej prezentować pomysły jasno i zwięźle, bez niepotrzebnej dyskusji i rozpraszania się.

– Każdy pomysł może być rozwijany i udoskonalany i jest jednakowo wartościowy.

– Przyjmuje się się, że pomysły są własnością grupy.

– Za jednym podejściem („kolejką”) można podać tylko 1 pomysł.

Po zakończeniu pracy przez pierwszy zespół, drugi dokonuje analizy i oceny zebranych pomysłów. Warto, żeby kolejny zespół podjął pracę następnego dnia. Na początku eliminowane są te pomysły, które z oczywistych przyczyn (finansowych, organizacyjnych, czasowych, itp.) nie mogą być zrealizowane. Pozostałe pomysły są zbierane w grupy i dopiero na tym etapie są oceniane. Analizę i ocenę zebranych pomysłów rozpatruje się pod kątem ich przydatności do rozwiązania problemu. Ustala się także kryteria oceny.

Dopiero po zakończeniu spotkania, ocenia się, czy zostało wybrane rozwiązanie optymalne. Jeżeli tak się nie stało, można powtórzyć procedurę, bądź wybrać inną metodę pracy.

Pojawiły się odmiany burzy mózgów, gdzie:

– w metodzie on-line korzysta się ze specjalistów znajdujących się w różnych miejscach, czasem nawet krajach, którzy wykorzystują w celu kontaktu media elektroniczne.

– burza mózgów z jednoczesnym ocenianiem, gdzie w jednym miejscu i czasie pracują zespoły twórczy i oceniający.

– metoda 6-3-5 (brainwriting), w której 6 osób z 3 pomysłami w 5 podejściach zapisuje swoje idee na kartce. Na początku każdy z uczestników spisuje swoje własne 3 pomysły a następnie, kolejno modyfikuje pomysły innych. Kartki są przekazywane kolejno do poszczególnych uczestników w grupie i każda osoba komentuje pomysły osoby siedzącej obok. Wspólnie na końcu są omawianie najlepsze pomysły.

– burza mózgów indywidualna polega na tym, że jedna osoba wymyśla pomysły, a potem je ocenia. Zaletą jest, zwłaszcza dla osób nieśmiałych, większa fantazja i możliwość analizy nawet najdziwniejszych pomysłów. Wadą jest, że w metodzie trudno jest rozdzielić fazę tworzenia od oceniania. Dlatego warto wypisywać pomysły na kartce bez ich oceniania i przejść do kolejnego etapu dopiero po 48 godzinach lub kiedy uzyska się zakładaną, minimalną liczbę pomysłów.

Burza mózgów doskonale nadaje się do wykorzystania w coachingu zarówno do pracy indywidualnej, jak też zespołowej. Należy jednak pamiętać, że w coachingu wyłącznie Klient/Klienci jest/są twórcą nowych pomysłów. Coach jest jedynie moderatorem i może zaprezentować ćwiczenie, objaśnić jego zasady, zapytać, czy Klient chce je wykonać, a także zadawać pytania i ewentualnie notować odpowiedzi.

Oto przykład wykorzystania metody w coachingu w pracy z pojedynczym Klientem:

Wybierz sobie problem, z którym się właśnie borykasz. Teraz go zapisz w pozytywny sposób, np.

Problem: Mam dość  sąsiadów, którzy nie pozwalają mi słuchać po 22-ej głośnej muzyki.

Cel sformułowany pozytywnie: Chcę słuchać głośnej muzyki po 22-ej.

Pytania:

Jak to robię teraz?

Jakie widzisz lub czujesz możliwości realizacji swojego celu?

Wypisz wszystkie pomysły, jakie przychodzą Ci do głowy. Mogą być najbardziej nieprawdopodobne lub szalone. Chodzi o wymyślenie, jak największej ich liczby. Czas na ocenianie będzie później.

Wymyśl co najmniej 10 sposób, w jaki możesz zrealizować cel.

………………………………………………

………………………………………………

………………………………………………

………………………………………………

………………………………………………

………………………………………………

………………………………………………

………………………………………………

………………………………………………

………………………………………………

Co jeszcze chodzi Ci po głowie?

O czym jeszcze myślisz?

Jak jeszcze można to zrobić?

W jaki sposób możesz zrealizować swój cel?

W jaki jeszcze?

Co by zrobili inni na Twoim miejscu?

Co chciałbyś zrobić?

Co mógłbyś zrobić, gdyby wszystko było możliwe?

Jak patrzysz na to, co zostało wypisane, to jakie jeszcze rozwiązanie się pojawia?

Które z rozwiązań można by jeszcze rozwinąć lub połączyć tak, aby powstały nowe pomysły?

Jakie to pomysły?

Co jeszcze?

Następnego dnia spójrz na wypisane na kartce pomysły i zastanów się:

– Które z pomysłów są niemożliwe do spełniania w tej chwili?

– Jakie to kryteria, które eliminują je ze zbioru pomysłów?

– W jaki sposób można połączyć pozostałe pomysły?

– Do jakich przydzielić kategorii?

– Jak patrzysz na pomysły, które znajdują się w poszczególnych kategoriach, to co sobie myślisz?

– Które z rozwiązań najbardziej Ci się podoba? I z jakiego powodu?

– Które najmniej Ci się podobają?

– Które rozwiązanie wydaje Ci się najbardziej optymalne w tej chwili?

– Które rozważasz w przyszłości?

– Które rozwiązanie chcesz wykorzystać w tej chwili?
Jeżeli chcesz się z nami skontaktować, w tym także w sprawie warsztatów i szkoleń, prosimy napisz do nas.

Autorka wpisu: Małgorzata Wąsowska

Eko coaching

In Codzienne wpisy o narzędziach w coachingu, Wpisy naszych gości on 29/04/2012 at 05:00

Wzrost świadomości ekologicznej popycha ludzi do szukania informacji jak żyć zdrowo i dbać o środowisko naturalne. Jedną z możliwości z jakiej może skorzystać każdy z nas by zacząć żyć w zgodzie z naturą jest eko coaching.

Eko coaching zwany też green coachingiem jest nowym rodzajem coachingu, który zaczyna się cieszyć rosnącą popularnością. Coach podobnie jak w innych procesach coachingowych wspiera Klienta wydobywając jego potencjał w drodze do osiągnięcia zamierzonego celu. W eko coachingu cel zawiera się w obszarze ekologii: zdrowego żywienia oraz dbania o środowisko naturalne. Klienci wybierając ekologiczny cel, koncentrują się na tym co jest dla nich najważniejsze. W praktyce cele Klientów często dotyczą takich obszarów jak: od czego mogę zacząć by być bardziej „eko”, w jaki sposób oszczędzać energię, wodę, co mogę zrobić by moja rodzina była bardziej ekologiczna, jak wybierać kosmetyki i preparaty nie testowane na zwierzętach itp. Przy bardzo wyspecjalizowanych celach ważne jest by coach był również ekspertem w danej dziedzinie.

Eko coaching jest nie tylko dedykowany dla Klienta indywidualnego, może być także uzupełnieniem strategii CSR (Corporate Social Responsibility) firm.

Jakie korzyści płyną z eko coachingu, jeśli możemy zdobyć wiedzę zamieszczoną na internetowych portalach ekologicznych albo poczytać książki o interesującej nas tematyce?

Klienci eko coachingu to zazwyczaj ludzie zapracowani, którym zależy na czasie. Poszukują konkretnych wskazówek i stworzenia planu działania, który będzie skuteczny i adekwatny do ich potrzeb. Wielu Klientów to także osoby, zupełnie niezorientowane w „ekoświecie”, które bez pomocy osoby doświadczonej, po kilku próbach samodzielnego wprowadzenia w życie eko-postanowień, mogą je porzucić, twierdząc, że to za trudne, albo, że nie robią tego wystarczająco dobrze. Wsparcie coacha sprawia, że cel ma większe szanse na powodzenie.

W myśl powiedzenia „myśl globalnie, działaj lokalnie, zacznij od siebie” warto zastanowić się „co ja dziś mogę zrobić dla naszej planety?”pamiętając, że jesteśmy częścią ekosystemu i każda nasze nawet najmniejsze aktywność wpływa na jego funkcjonowanie.

Autorka wpisu:

Milena Sawczuk Psycholog, psychoterapeutka, były menedżer. Absolwentka Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej oraz Podyplomowych Studiów Coachingu w Szkole Głównej Handlowej. Prowadzi konsultacje, psychoterapię i coaching dla klientów indywidualnych oraz zajęcia dla grup.

Uważność, czyli być tu i teraz

In Codzienne wpisy o narzędziach w coachingu, Wpisy naszych gości on 28/04/2012 at 05:00

Czytasz książkę. Nieważne jak bardzo byłaby wciągająca, po chwili łapiesz się na tym, że ostatnich kilka stron niby przeczytałaś/eś, ale zupełnie nie wiesz o czym był tekst.

Jedziesz samochodem. Niech to będzie trasa powrotna z pracy do domu. Wysiadając z auta już we własnym garażu orientujesz się, że właściwie to nie wiesz nawet jak się w nim znalazłaś/eś. Kogo mijałaś/eś po drodze? Czy był duży korek? I którędy właściwie jechałaś/eś?

Jeśli znasz te i podobne sytuacje z autopsji to może warto zastanowić się nad uważnością.

Uważność (z ang. mindfulness) oznacza bycie tu i teraz. Pojęcie to bywa mylone z umiejętnością koncentracji na wykonywaniu jednej czynności w danym czasie. Jednak uważność jest czymś więcej. Polega nie tylko na skupieniu całej swojej uwagi na tym, czym zajmujemy swój umysł i ciało w danej chwili, ale także na świadomym odczuwaniu, a nawet docenianiu tejże czynności.

Ale czy umiejętność doświadczania świata tu i teraz jest nam rzeczywiście potrzebna na co dzień? W tym wirze pracy, ciągłym biegu i milionie obowiązków? Wydawałoby się, że wręcz przeciwnie – im więcej rzeczy jesteśmy w stanie robić naraz, tym po prostu więcej czynności wykonamy w krótszym czasie. Niestety tym, o czym zapominamy idąc takim tropem jest fakt, że nie poświęcając całej swojej uwagi jednej i określonej czynności, nie wykonujemy jej do końca świadomie, co może skutkować mniejszą efektywnością.

Uważność jest narzędziem często stosowanym w zwalczaniu stresu. Jonathan S. Kaplan, w swojej książce zatytułowanej „Urban Mindfulness. Cultivating peace, presence and purpose in the middle of it all” proponuje wiele metod ćwiczenia uważności. Jedną z nich jest stworzenie “mindfulness first-aid kit” czyli swego rodzaju apteczki pierwszej pomocy do zastosowania za każdym razem, kiedy chcemy osiągnąć stan uważności. Według autora książki taka apteczka powinna zawierać przedmioty, dzięki którym szybko przeniesiemy się w stan świadomego doświadczania. Przedmioty te powinny odnosić się do wszystkich zmysłów. I tak na przykład, jeśli najlepiej czujesz się podczas wycieczek rowerowych lub spacerów po lesie i wyjątkowo Cię one relaksują, Twoja osobista apteczka mogłaby zawierać następujące elementy: zdjęcie lasu (wzrok), nagrany śpiew ptaków (słuch), kilka igiełek sosny (węch), szyszkę (dotyk) i suszone jagody (smak). Za każdym razem, kiedy odczuwasz stres, otwierasz apteczkę i kolejno koncentrujesz całą swoją uwagę na tych przedmiotach. Po kilku minutach powinno ogarnąć Cię uczucie spokoju i wyciszenia. Tak nastawiona/y możesz wracać do kolejnych obowiązków.

Jak łatwo sobie wyobrazić, umiejętność bycia tu i teraz jest nieoceniona podczas sesji coachingowych, kiedy to zarówno coach, jak i osoba coachowana osiągną najlepsze rezultaty, kiedy potrafią całkowicie wsłuchać się w druga osobę (coach) i w siebie (klient).

Jednak uważność można i warto ćwiczyć nie tylko we wspomnianych powyżej sytuacjach. Naucz się obserwować, smakować i przeżywać każdą, najbardziej nawet prozaiczną czynność. Po ciężkim dniu w pracy, w drodze do domu zwróć uwagę na zapach powietrza po deszczu, podnieś listek z chodnika, poczuj jego dotyk. Przyjrzyj się kolorom, które mijasz po drodze, skup się na własnym oddechu. Przestań na chwilę myśleć o tym, co (nie) wyszło w pracy i o tym, jakie jeszcze obowiązki czekają na Ciebie w domu. Wykorzystaj tę chwilę „pomiędzy” i zrób to całą/ym sobą. Zobaczysz, to działa.

Autorka wpisu:

Anna Jarosz – nauczyciel języka angielskiego, tłumacz, dyplomowany coach, obecnie w trakcie certyfikacji ICF. Absolwentka Lingwistyki Stosowanej na Uniwersytecie Warszawskim oraz Podyplomowych Studiów Coachingu w Szkole Głównej Handlowej. Interesuje się procesem podejmowania decyzji w coachingu i coachingiem prowokatywnym. W szkoleniach językowych promuje podejście coachingowe.

Bajka o zwierzętach

In Codzienne wpisy o narzędziach w coachingu, Śmieszne historie on 27/04/2012 at 05:00

Przeczytaj proszę bajkę, a następnie pisemnie odpowiedz na parę pytań (mogą to być odręczne notatki). Sądzę, że zajmie Ci to ok. 25 minut.
A zatem…

Było sobie raz dziewięcioro zwierząt. Przybyły one do lasu po cudowny Klejnot, leżący na dnie jeziora. Ale żadne z nich nie potrafiło go zdobyć i dziwiły się dlaczego.

Mrówka próbowała zdobyć Klejnot ciężką pracą i godną podziwu dokładnością. Latami czerpała liściem krople wody z jeziora, aż osuszyła jezioro zupełnie. Jednak gdy tego dokonała, była tak zmęczona, że nie pragnęła właściwie niczego – stała tylko i gapiła się tępo w muł.

Pies na początku też miał dużo entuzjazmu. Potem bobry poprosiły go, żeby im pomógł wyciągać z dna jeziora puszki po konserwach. Tego samego dnia odciążył jeszcze kunę w wywożeniu zeschłych liści na kompost, zorganizował bal charytatywny na rzecz bezdomnych norek i udzielał żubrowi korepetycji z hiszpańskiego. O klejnocie całkiem zapomniał, zbyt był zajęty dobrocią dla innych.

Paw obawiał się, że mieszkańcy lasu, pochłonięci szukaniem Klejnotu, przestaną Jego, Pawia, podziwiać. Rozłożył ogromny ogon i napuszył się znacznie, twierdząc, że to on sam ma tutaj najwyższą wartość. Wszyscy w skupieniu podziwiali pawi ogon, a tym czasem Klejnot leżał na dnie jeziora nie odkryty.

Potem przyszedł Kot. Ten dobrze znał wartość Klejnotu. Długo i żałośnie zawodził pieśni o jego urodzie – Klejnot był przecież taki piękny…. Przy blasku księżyca Kot wędrował po gałęziach drzew, zachwycając się mroczną scenerią i przepychem romantycznej nocy. Przed oczyma duszy pojawiał mu się Klejnot, skąpany w nieziemskim świetle. W pewnym momencie, pragnąc chyba stąpać po czystym blasku księżyca, Kot uczynił nierozważny krok w przepaść rozpościerającą się tuż pod jego łapami. Nikt nie widział jak spadał z wysokości sosen, a potem, jakby w zwolnionym tempie, uderzał ciałem w taflę jeziora, rozbryzgując w powietrzu tysiąc srebrnych kropel. Nie umiał pływać – i przepadł na zawsze w odmętach.

Sowa była roztropniejsza – opracowała chytry plan złowienia Klejnotu na wędkę. Plan miał wszak słaby punkt. Okazało się, że do łapania na wędkę kamieni zwykły haczyk nie całkiem się nadaje i Sowa swój pomysł musiała zweryfikować. Weryfikowała i weryfikowała, zagłębiając się w literaturze przedmiotu oraz zapisując na kartce kolejne teoretyczne warianty rozwiązań, a międzyczasie czas płynął, a Klejnot spoczywał na dnie jeziora nietknięty.

Zając martwił się, że woda w jeziorze może mieć zgubny wpływ na strukturę Klejnotu. Obawiał się glonów, że zanieczyszczą, ścieków, że rozpuszczą oraz niszczycielskiego wpływu podwodnych wulkanów. A już szczególnie niepokoiła go obecność w jeziorze pewnego typu żarłocznych ostryg, zdolnych – jak czytał – w ciągu jednego lata przeżreć dno stojącej w przybrzeżnych trzcinach motorówki. Skoro tak, jakież tragiczne w skutkach może okazać się ich oddziaływanie na podwodne Klejnoty! Zając dygotał ze strachu pomagając rysiom przy budowie oczyszczalni i wspierając plany lokalnych władz w walce z mięczakami. Pomimo jednak wszystkich tych, skądinąd pożytecznych, czynności, bezcenny Klejnot, leżał sobie w najlepsze – Bóg jeden wie gdzie.

Małpa – ta miała łeb! Pozbierała kolorowe papierki od cukierków i skonstruowała z nich naprawdę fantastyczną makietę Klejnotu. Do środka włożyła lampki na choinkę, dzięki którym makieta świeciła pulsującym kolorowym światłem. Było to naprawdę niesamowite i nie kosztowało Małpę wcale wiele. Udało jej się nawet sprzedać makietę pewnemu kolekcjonerowi za całkiem pokaźną sumkę, za którą Małpa wyprowadziła się wkrótce na Hawaje. Czy odnalazła tam szczęście? Cóż, zapewne… Czasem tylko, siedząc na werandzie bungalowu pod palmami, paląc kubańskie cygara, wpadała w melancholijny nastrój. Nigdy przecież, pomimo sprytu i uśmiechu losu, nie odnalazła prawdziwego Klejnotu, który przez cały ten czas spoczywał hen, gdzieś, daleko, pozostawiony sam sobie w głębinach jeziora.

Nosorożec był bardzo duży i silny. Wskoczył do jeziora i za jednym zamachem wychlapał z niego całą wodę pozostawiając jedynie suchą nieckę. Niestety fala była tak mocna, że razem z nią został wychlapany także Klejnot, który zaginął potem w niewyjaśnionych okolicznościach.

Pozostał jeszcze prastary mieszkaniec jeziora – Wieloryb. Wieloryb od początku twierdził, że jest prawowitym właścicielem Klejnotu, choć go, Bogiem a prawdą, nigdy na oczy nie widział. Być może należy winić o to wysokie zamulenie wody rejonach przydennych, gdzie żerował? Tak czy owak, Wieloryb snuł marzenia co to będzie, gdy kiedyś wreszcie odnajdzie Klejnot. I póki co, na marzeniach się kończyło.

Pewnego dnia dziewięć zwierząt, rozczarowane uporczywymi niepowodzeniami, zwróciło się do Bajmistrza z prośbą o radę. Bajmistrz uśmiechnął się, podumał i nauczył zwierzęta pewnej praktycznej umiejętności. Mówił na nią „Totalny Fikoł”.

– Każde z was ma talent. – powiedział. – Nie wykorzystujecie go jednak w sposób właściwy, ale trwonicie. Gdybyście nauczyły się właściwie korzystać z mocy, wówczas wydobyłybyście kamień bez problemu. Oznacza to jednak działanie wynikające z miłości, w miejsce działania obarczonego lękiem.”

I tu Bajmistrz pouczył Mrówkę:

„Masz talent do pracy. Gdybyś jednak zamiast harować w pocie czoła, otworzyła się z ufnością na świat – inni pomogliby ci, nawet nie wiesz jak i kiedy”

Usłyszawszy to, Mrówka zorganizowała potańcówkę, na którą zaprosiła wszystkich swoich przyjaciół. Bawili się świetnie, a że była ciepła noc, rozpalili pod drzewem ognisko, pili wino i do późna opowiadali dowcipy. Potem Okoń rzucił hasło, żeby iść na pomost. Poszli i długo tam jeszcze siedzieli gapiąc się na księżyc. „Marzę o zdobyciu Klejnotu, który leży na dnie”, szepnęła kompletnie zamroczona Mrówka, przytulając się do Okonia. Okoń pocałował ją, wskoczył do wody i wyłowił z dna Klejnot. A potem się Mrówce oświadczył.

A wtedy Bajmistrz pouczył Psa:

„Uwielbiasz towarzystwo. Gdybyś jednak zamiast fascynować się innymi i ich życiem, oraz tracić czas na załatwianie cudzych spraw, ujrzał urzekające piękno Klejnotu, wówczas… wówczas zapragnąłbyś Go i zacząłbyś Go szukać. A gdybyś znalazł Klejnot – o – wtedy dopiero byś wszystkich zainspirował!

Na te słowa Pies, szczekając głośno i rozchlapując łapami wodę zaczął tańczyć przy brzegu swój dziki i liryczny taniec. Przestał być na chwilę Psem, stał się artystą, który olśnił i wzruszył wszystkich paletą uczuć. Piękno, gracja i żywioł zostały nagle tak dobitnie obecne, że nikt nie miał już wątpliwości czym jest celebrowanie każdej chwili, czasem wzruszające do łez, a czasem budzące żarliwą chęć modlitwy. Pozostało tylko jedno – w pół tanecznego pas, Pies z gracją zanurkował i, już po chwili, ku zdumieniu patrzących, wypłynął na powierzchnię z Klejnotem w pysku. Następnie wrócił na brzeg, położył Klejnot na trawie i z dumą otrząsnął sierść z wody, tak, że dosłownie wszyscy byli mokrzy. A potem zwierzęta długo jeszcze podziwiały Klejnot i grzały się w jego ciepłym świetle.

I tu Bajmistrz pouczył Pawia:

„Potrafisz zachwycać – masz taki cudowny i drogocenny ogon. Gdybyś jednak zamiast patrzeć tylko na siebie, naprawdę zauważył kiedyś innych, i gdybyś tak ze szczerego serca zatroszczył się o nich – oni pomogliby ci wydobyć z dna jeziora Klejnot, którego tak bardzo wszyscy pragniecie.

Gdy tylko padły te słowa, Paw złożył swój piękny ogon – który, przyznajmy to, dotąd przesłaniał mu wszystko inne – a potem rozejrzał się z uwagą po lesie. Oj, wcześniej nie zdawał sobie nawet sprawy jak bardzo ten las tętni życiem! W pobliżu jenot taszczył upolowaną kuropatwę, w trzcinach stała ponura czapla a na pobliskiej gałęzi przepychały się sójki. Nieco dalej sarna chwaliła się przed łosiem, a w zaroślach chrząkał nieco rozzłoszczony suseł Każdy podążał w swoją stronę, załatwiał swoje sprawy – a Paw odwiedzał wszystkich po kolei i pytał – pytał szczerze, co słychać. I gdy już wiedział co słychać u każdego mieszkańca lasu, i gdy już naprawdę polubił wielu z nich- wówczas, od słowa do słowa, okazało się, że łączy ich wszystkich wspólny cel. Każde ze zwierząt marzyło o tym aby wydobyć z jeziora Klejnot. Postanowiono działać – choć było to zadanie jakiego nikt wcześniej nigdy się nie podjął. Specjalnie wyznaczona Komisja Melioracyjna, złożona z bobrów i ryjówek, pracowała przez sześć miesięcy nad czasowym osuszeniem jeziora. Zadbano przy okazji o bezpieczne przechowanie wszystkich jego mieszkańców w specjalnych słojach, aż do czasu ponownego napełnienia akwenu wodą. Gdy wreszcie osuszono zbiornik, oczom zwierząt ukazał się Klejnot, ukryty wśród wodorostów. Wydobyto go, kolektywnie i z pompą, i był odtąd chlubną wspólną własnością wszystkich mieszkańców.

A wtedy Bajmistrz pouczył Kota:

„Potrafisz bardzo mocno docenić piękno i pragnąć go. Gdybyś jednak zamiast cierpieć bezowocnie i ulegać bez końca nierealnym fantazjom, wziął się do systematycznej pracy – własnymi siłami zaspokoiłbyś pragnienie i odnalazłbyś Klejnot, nie trwoniąc życia.”

Kot słysząc to, przystąpił do samodzielnego budowania łodzi podwodnej. Pracował dniem i nocą, uśmiechając się pod wąsem czule, z wielkiej sympatii dla swego dzieła. Wstawał przed świtem. Kładł się długo po zachodzie słońca. Jego delikatne poduszeczki z czasem stwardniały od trzonka topora, a lśniące czarne futro wypłowiało od słońca. Z kawiarnianego lowelasa Kot stał się zahartowanym rzemieślnikiem. Tymczasem dzień po dniu rósł na brzegu pękaty kadłub, zdobny w fantazyjne wzory, które Kot własnoręcznie wyrzeźbił dłutem w drewnie. Mieszkańcy lasu dosłownie nie mogli wyjść z podziwu, nad skrzętnością i dokładnością Kota. Gdy łódź była już prawie gotowa, Kot, za pomocą koniuszka własnego ogona, delikatnie posmarował jej kształty pszczelim woskiem. Potem zaś wszedł po trapie na pokład, przełożył dźwignię do pozycji „pełne zanurzenie” i wydobył z dna jeziora Klejnot, jak gdyby nigdy nic.

Następnie Bajmistrz pouczył Sowę:

„Zgromadziłaś wielką wiedzę. Gdybyś jednak skupiła się bardziej na przeżywaniu życia, niż na rozmyślaniu o jego zagadkach, zdobyłabyś Klejnot naprawdę, zamiast jedynie o nim rozmyślać”

Wkrótce potem, Sowa wystartowała w zawodach motocyklowych i zdobyła w nich pierwszą nagrodę. Za zarobione pieniądze kupiła sobie land rovera i wyruszyła w nim na rajd po Saharze. Znów zwyciężyła i zgarnęła kasę. Potem jeszcze nauczyła się tańczyć flamenco, i zapisała na warsztaty samoobrony, a wreszcie zrobiła kurs płetwonurków i zatrudniła się przy obsłudze platformy wiertniczej. Niedługo potem, przejeżdżając przypadkiem przez las, założyła się z kumplami, że zanurkuje i wyłowi Klejnot. I oczywiście – udało się.

Wtedy też Bajmistrz pouczył Zająca:

„Posiadasz umiejętność błyskawicznej i trafnej oceny sytuacji. Gdybyś jednak zamiast koncentrować się na martwieniu się zaufał, że wszystko potoczy się pomyślnie – odnalazłbyś w sobie odwagę, by skończyć to, czego się podjąłeś. I to bez odkładania na potem i zbędnej zapobiegliwości.

Słysząc te słowa Zając namyślił się głęboko, potem zaś poszedł do swojej nory i zasnął, przeraźliwie chrapiąc. Nazajutrz rano, pomimo iż budzik dzwonił jak zwykle na szóstą – wstał dopiero kwadrans po jedenastej. To był – jak zwykle – ciężki dzień. Od południa z furią wydzwaniał telefon – dzwoniono z oczyszczalni, z urzędu i z laboratorium, w którym Zającprzedwczorajzlecił ekspertyzę. Dzwoniła ciotka z pytaniem o to kiedy wreszcie Zając ją odwiedzi, i dzwonił hydraulik, w sprawie cieknącego kranu. Dzwoniło jeszcze wiele innych osób. Zając potrafił domyślić się kto dzwoni, po samej tylko barwie dzwonka – tak wyczulone miał ucho. A jednak nie odbierał telefonów. I, jakby tego było mało, nie stawił się na wieczorne spotkanie zarządu spółki tartacznej, któremu przewodniczył. Zamiast tego udał się na kępę sitowia, i siedział na niej do rana, żując źdźbło i gapiąc się bezmyślnie w wodę. A potem, tuż po wschodzie słońca, jakoś tak się złożyło, że zanurkował. Wkrótce potem, sam nie wiedząc jak i kiedy, pojawił się znów na brzegu z Klejnotem w łapkach i pokicał raźno do domu.
A następnie Bajmistrz pouczył Małpę (rozmawiał z nią przez telefon, bo była w tym czasie na Hawajach):

„Potrafisz stosować sprytne sztuczki i czerpać dzięki nim wiele przyjemności. Gdybyś jednak zamiast gonić za rzeczami mniejszej wagi, skupiła się i dokładnie przeanalizowała swój główny cel – mogłabyś podjąć kroki, dzięki którym Klejnot już dziś należałby do ciebie.”

Po rozmowie z Bajmistrzem Małpa pierwszym samolotem wróciła z Hawajów nad jezioro. Podczas lądowania, przez okienko sporządziła kilka fotografii terenu. Potem na ich podstawie wykonała dokładną mapę jeziora, na której z dużym prawdopodobieństwem zamierzała znaleźć miejsce gdzie zatopiony był Klejnot. Trzeba tu przyznać – nie było to zbyt fascynujące zajęcie. Małpa musiała się naślęczeć po nocach i wykonać całą masę żmudnych obliczeń. Wreszcie jednak ustaliła współrzędne. Wtedy pozostało jej tylko wynająć brygadę perkozów – profesjonalnych nurków – i Klejnot dumnie stanął u Małpy w salonie, jak raz między ozdobną afrykańską tykwą, hiszpańską szpadą, a posągiem kopulującego bożka.

I Bajmistrz pouczył Nosorożca:

„Jesteś bardzo potężny, tak potężny, że drży przed tobą cała ziemia. Jednak gdybyś użył swojej potęgi nie po to aby dzielić i rządzić, ale po to aby łączyć i przebaczać – wówczas poczułbyś w sobie harmonię i delikatność, niezbędne do prawidłowego ukierunkowania twej mocy.

Nosorożec, słysząc te słowa, poszedł pomóc wiewiórkom rozgniatać orzechy. Potem wspólnie z bobrami taszczył ścięte gałęzie na żeremie i wreszcie z posłużył młodym małpkom jako zjeżdżalnia. Rozbawiło go to i uspokoiło, zmiękł jakoś tak ogólnie i – po prostu czuł się rozkosznie. A gdy pod koniec dnia ochlapywał się z wydrami wodą, przyszedł mu do głowy zwariowany pomysł. „A gdyby tak zwyczajnie iść po dnie jeziora, aż na środek? Tu przecież nie może być głęboko.” Jak pomyślał, tak zrobił. Woda najpierw sięgała mu do kostek, potem do kolan, i wreszcie – do brzucha, a było to w najgłębszym miejscu. Wtedy zanurzył pod wodę ogromny łeb i wydobył z dna jeziora Klejnot, myśląc sobie: „A nie mówiłem?” A potem pochrząkując, zaniósł Klejnot w paszczy na brzeg, i położył się koło niego jak wielka zwalista góra.

A na końcu Bajmistrz pouczył Wieloryba:

„Masz dar snucia odważnych marzeń. Jednak gdybyś wcielił te marzenia w czyn, zamiast jedynie o nich marzyć, Klejnot mógłby znaleźć się w twoim własnym domu, na twoim biurku, zamiast błyszczeć gdzieś z dala, w odmętach.”

I wtedy Wieloryb wyszedł na ląd i zbudował tam swój wymarzony Lodowy Hotel. Wodę do sporządzania lodowych bloków pobierał oczywiście z jeziora, za pomocą własnych fiszbinów i wielorybiej tryskawki. Z czasem wzbogacił się na odwiedzających hotel obcokrajowcach, zaczął bywać w towarzystwie i pojął za żonę zgrabną, młodą Koszatkę. A pewnego dnia, w czasie pracy, na jego fiszbinach zupełnie niespodziewanie odcedził się upragniony skarb.

I w ten oto sposób każde z dziewięciorga zwierząt odnalazło swój Klejnot.

Źródło:  ABC enneagramu. Jak rozpoznać siły sterujące naszym zachowaniem – Eric Salmon; Wydawnictwo: Bis

I teraz pytania:

Co czujesz po przeczytaniu?

Którym jesteś ze zwierząt, zakładając, że każdemu ze zwierząt przypiszesz jedną z 9 osobowości?

Jaka rada jest dla Ciebie od Bajmistrza? Jak może wyglądać Twoja przemiana?

Jaka jeszcze mądrość płynie dla Ciebie z tej bajki?

Jeżeli chcesz się z nami skontaktować, w tym także w sprawie warsztatów i szkoleń, prosimy napisz do nas. Prosimy o kontakt mailowy także w sprawie indywidualnych sesji coachingowych.

Autorka wpisu: Małgorzata Wąsowska

Jak rozwinąć swoją asertywność?

In Codzienne wpisy o narzędziach w coachingu, Komunikacja międzyludzka on 26/04/2012 at 05:00

Asertywność nie zawsze jest łatwa, ale umiejętności jej stosowania można się nauczyć. Podstawa rozwoju asertywności jest dobre rozumienie siebie, tego kim jesteśmy i jakimi wartościami  się kierujemy. Jeżeli masz podstawy wiary w siebie, asertywność pomaga Ci budować pewność siebie i przyczynia się do poprawy Twoich relacji z otoczeniem, zarówno w pracy jak i relacji prywatnych.
Ważne jest aby rozmowa asertywna opierała się na zasadzie wygrany – wygrany, aby zostały wzięte pod uwagę argumenty drugiej strony i na tej podstawie szybkie osiągnięcie porozumienia.
Kiedy zaczynasz rozmawiać asertywnie przestrzegasz zasad, grasz uczciwie i odczuwasz empatie. Dzieje się bowiem tak, że ludzie nabierają do Ciebie większego zaufania bo wiedzą, że mogą do Ciebie przyjść ze wszystkim, chcą przebywać w Twoim otoczeniu i z Tobą współpracować.

Niektórzy ludzie mają naturalną zdolność bycia asertywnym a inni potrzebują popracować trochę nad nią i ją rozwinąć. Poniżej kilka zasad, które przybliżą cię do bycia asertywnym.

Jak możesz rozwinąć swoją asertywność?

Ceń siebie i swoje prawa
Twoje myśli, uczucia i pragnienia są tak samo ważne jak każdej innej osoby, ale żeby „nie zapędzić się ” i nie popaść w skrajność, trzeba zauważyć, że innych są tak samo ważne jak Twoje.
Bądź świadomy swoich praw.
Przestań przepraszać za wszystko.

Rozpoznaj swoje potrzeby i pragnienia
Nie czekaj, aż ktoś się domyśli jakie masz potrzeby, ludzie nie potrafią czytać w myślach, potrzebują jasnych komunikatów.
Poznaj siebie, jeżeli chcesz wykorzystać swój potencjał w pełni.
Swoje potrzeby zaspokajaj w taki sposób, aby żadna osoba na tym nie ucierpiała.

Ludzie są w pełni odpowiedzialni za ich własne zachowania
Nie bierz odpowiedzialność za drugą osobę podczas Twoich asertywnych wypowiedzi, może ona zareagować odrzuceniem tego co mówisz, nie masz na to wpływu. Możesz kontrolować tylko siebie.
Tak długo jak nie przekraczasz granicy łamania czyichś praw i ranienia drugiej osoby, masz prawo do wypowiedzenia swoich racji.

Wyrażaj swoje negatywne myśli i uczucia w sposób zdrowy i pozytywny
Mów co myślisz i co czujesz, ale rób to w taki sposób, aby nikt nie został dotknięty.
Kontroluj swoje emocje

Naucz się otrzymywać krytykę i komplementy
Przyjmuj komplementy.
Pozwól sobie na popełnianie błędów.
Akceptuj to co druga strona ma do powiedzenia, nawet jeżeli się z tym nie zgadzasz. Każdy ma prawo do swojego zdania.

Naucz się mówić „nie”, jeżeli tak czujesz.
Znajdź swoje granice i dbaj o to abyś nie czuł się wykorzystywany.
Zaakceptuj fakt, że nie można robić wszystkiego i wszystkich wokoło zadowolić.
Znajdź to co jest dla Ciebie.
Zasugeruj alternatywę dla zasady wygrany – wygrany.

Technika porozumiewania się na czterech płaszczyznach – technika ta polega na odpowiedzi za pomocą czterech płaszczyzn:

Wydarzenie: powiedz drugiej osobie dokładnie, jak widzisz sytuację lub problem.

Twoje uczucia: wyraźnie opisz, jak się czujesz w tej sytuacji.

Twoje potrzeby: powiedz drugiej osobie, jakich informacji potrzebujesz, abyś nie musiał się niczego domyślać.

Konsekwencje: dać pozytywny feetback, jeżeli Twoje potrzeby są spełnione.

Pytania:

Jak wygląda Twój sposób porozumiewania? Spróbuj zaobserwować siebie podczas rozmowy?

Na co zwróciłeś uwagę?

Co możesz zmienić, aby się lepiej komunikować?

Jak chcesz to zrobić?

Jeżeli chcesz się z nami skontaktować w sprawie warsztatów i szkoleń, prosimy napisz do nas. Prosimy o kontakt mailowy także w sprawie indywidualnych sesji coachingowych.

Autorka wpisu: Dominika Piórecka

Strategia Walta Disney’a

In Codzienne wpisy o narzędziach w coachingu on 25/04/2012 at 05:00

A dzisiaj zapraszam do wykonania ćwiczenia o nazwie  Strategia Walta Disney’a, człowieka, który był scenarzystą, reżyserem, przedsiębiorcą, jak też producentem filmowym.

Wymyślił on bardzo ciekawy sposób rozwiązywania problemów, który polega na przyglądaniu się im z trzech różnych punktów widzenia: Marzyciela, Realisty i Krytyka.

Metoda ta jest chętnie stosowana w biznesie, ale także może być prostym narzędziem do wykorzystania w planowaniu życia osobistego lub zawodowego, czy w coachingu.

Aby skorzystać z tej metody trzeba przypomnieć sobie problem do rozwiązania, a następnie wykonać poniższe ćwiczenie.

Wybierz problem, a teraz przekształć go w Cel /zapisz go w pozytywny sposób, np. Chcę oderwać się od rzeczywistości, złapać oddech i pojechać na wycieczkę do Tajlandii./

Twój Cel:  ………………………………………………………………………………………………………………

Spróbuj zatem się wcielić w rolę Marzycielaczyli osoby, której wydaje się, że wszystko jest możliwe . Spróbuj poczuć się, jakby marzenia mogły się spełniać i wszystko było możliwe. Nie ma żadnych ograniczeń, ani limitów. Po prostu marz. Możesz w tym celu usiąść w fotelu lub na krześle lub stanąć obok kartki z napisem Marzyciel. Możesz też przechodzić do kolejnych pokoi, w których będziesz „wchodzić” w kolejne role.

Marz i zapisuj pojawiające się myśli na kartce. Bądź, jak dziecko, dla którego wszystko jest wspaniałe i możliwe. Jeżeli wykonujesz to ćwiczenie z inną osobą, np. coachem – osoba ta może zająć się pisaniem.

W trakcie marzenia mogą być pomocne poniższe pytania:

Co chcesz osiągnąć? O czym marzysz?

Skąd wiesz, że chcesz to mieć?

Po co chcesz, żeby to marzenie się ziściło?

Jakby to było, gdyby się spełniło marzenie?

Jakbyś się wtedy czuł, co byś widział, co byś miał, jakie umiejętności, zasoby oraz kim byś był?

Co więcej by się wtedy stało?

Co jeszcze byłoby ważnego?

Co jeszcze ważniejszego by się stało?

Teraz czas wcielić się w drugą rolę: Realisty, czyli osoby, która na sprawy patrzy obiektywnie, prosto i trzeźwo. Możesz zmienić miejsce siedzenia, pokój, albo podejść do kartki z napisem Realista.

Zapisuj na kartce myśli, które Ci się pojawią.

W trakcie wdrażania planów Marzyciela mogą być pomocne poniższe pytania:

Jak wdrożysz ten plan w życie?

Skąd będziesz wiedział, że plan się powiódł? Po czym to poznasz?

Czego potrzebujesz do realizacji Twojego marzenia?

Kto może Ci w tym pomóc?

Z czyich zasobów możesz skorzystać?

Jakie zasoby już są?

Jak można by jeszcze to marzenie zrealizować?

Kiedy i w jakich okolicznościach?

Co musi się stać, żeby marzenie mogło się zmaterializować?

Co możesz zrobić w tym kierunku?

Co jeszcze?

Co jeszcze więcej?

Ile czasu potrzebujesz do wykonania tego planu?

Reasumując: jak konkretnie zrealizować plan?

Czas przejść do kolejnej roli: Krytyka, czyli osoby, która dobrze życzy, zauważy niedoskonałości pojawiającego się scenariusza zdarzeń, wychwyci błędy w myśleniu oraz założeniach. Zacznij krytycznie oceniać to, co wymyślił Realista.

Zapisuj na kartce myśli, które Ci się pojawią.

W trakcie analizy pracy Realisty mogą być pomocne poniższe pytania:

Czego w planie Realisty brakuje?

Jak wszystkie elementy planu pasują do siebie?

Co może pójść źle?

Czego nie oszacowano lub nie uwzględniono?

Co może się nie udać?

Kto lub co może zawieść?

Co nie zostało wzięte pod uwagę?

Co zwykle idzie nie tak?

Co lub kto zwykle przeszkadza w realizacji planów?

Jakie są słabe punty tego planu?

Na ile jest możliwe zrealizowanie planu w założonym czasie i przy uwzględnieniu przyjętych założeń?

Jakie są zagrożenia?

Dlaczego każdy z kroków planu jest taki ważny? Czy kolejne kroki są właściwie zaplanowane?

Po przejściu kolejno wszystkich trzech etapów, wróć do pozycji Marzyciela i spójrz na swój początkowy cel. Może chcesz go zmodyfikować? Jeżeli tak, to jak brzmi teraz Twój cel?

Zapisz go w pozytywny sposób: ………………………………………………………………….

A następnie się zastanów: jak możesz go zrealizować?

Jak można wyeliminować uwagi Krytyka?  Jak można ten cel zrealizować w inny sposób?

Potem przejdź do pozycji Realisty i zauważ: masz gotowy plan.

Jeżeli uważasz, że pomysł wymaga jeszcze modyfikacji możesz jeszcze raz powtórzyć strategię Walta Disney’a, tak aby pomysł był gotowy do wykonania.

Po wykonaniu ćwiczenia jeszcze kilka pytań:

Czego nowego dowiedziałeś się o sobie?

Jaki plan działania chcesz wdrożyć w życie?

Czy ten plan jest ekologiczny, czyli nie szkodzi Tobie, ani innym osobom z Twojego otoczenia? Jeżeli jest ekologiczny, jaki będzie Twój pierwszy krok?

Co możesz zrobić już dzisiaj?

Jeżeli nie jest ekologiczny, proszę powtórz całą procedurę od nowa.

Oto film, który może Ci pomóc zanim zaczniesz ćwiczenie.

Jeżeli chcesz się z nami skontaktować, w tym także w sprawie warsztatów i szkoleń, prosimy napisz do nas.

Autorka wpisu: Małgorzata Wąsowska

Codzienne wymówki

In Codzienne wpisy o narzędziach w coachingu, Zarządzanie czasem on 24/04/2012 at 05:00

Zastanów się, jak często mówisz: „Nie mam na nic czasu”, „Nie wiem kiedy to zrobię”, „Nie wyrobię się”.

Wszyscy mamy tyle samo czasu pełne 24 h, więc dlaczego jednym udaje się wykonać to co sobie założyli a inni nie mogą jednego zadania doprowadzić do końca? Jak pogodzić wszystkie obowiązki, które na nas spoczywają?
Najlepiej świadomie nauczyć się efektywnie gospodarować czasem. Rozróżniać to co nas przybliża do osiągnięcia celu a to co nas oddala i na co tracimy czas.
Na początek może pomóc ci poniższe ćwiczenie, możesz też przeczytać wcześniejsze wpisy a także wyeliminować tzw. złodziei czasu. Przy czym ważna jest równowaga czyli znalezienie czasu dla siebie, aby móc zregenerować swoje siły, być otwartym na sygnały, które wysyła ciało oraz dostrzec możliwości, które się pojawiają .

Ćwiczenie możesz wykorzystać zarówno do planowania codziennego dnia jak i zarządza czasem w pracy.

A zatem…
Narysuj koło, które będzie odzwierciedlało Twój cały dzień bądź czas, który spędzasz w pracy. Załóż, że całe koło to 100% czasu, który masz.
Procentowo zaznacz ile dana czynność zajmuje ci czasu. Jeżeli już skończyłeś przejdź do kolejnego etapu ćwiczenia.

Popatrz na koło, które narysowałeś i zastanów się na ile jesteś z niego zadowolony, jeśli chciałbyś coś w nim zmienić teraz jest na to czas…
Narysuj drugie koło, wyobraź sobie i zaznacz na nim „stan idealny” czyli taki, w którym Ty o wszystkim decydujesz, kiedy i co robisz a z czego rezygnujesz. To na jakie konkretne czynności chcesz teraz przeznaczyć swój czas.

Teraz mając przed sobą te dwa koła zastanów się, jak możesz je połączyć, aby to co wykonujesz było zbliżone do tego jak chciałbyś, aby wyglądał Twój dzień?

Pytania do ćwiczenia:

Jakie są Twoje odczucia patrząc na te dwa koła?

Czym się różnią?

Na ile jesteś zadowolony z tego jak wykorzystujesz swój czas?

Co chcesz zmienić?

Jak możesz to zrobić?

Jak wpłynie to na Twoje otoczenie?

Jaki będzie Twój pierwszy krok?

Powyższe ćwiczenie może być elementem sesji.  Jeżeli chcesz się z nami skontaktować, w tym także w sprawie warsztatów i szkoleń, prosimy napisz do nas. Prosimy o kontakt mailowy także w sprawie indywidualnych sesji coachingowych.

Autorka wpisu: Dominika Piórecka

Dlaczego bezwarunkowa akceptacja jest taka ważna?

In Codzienne wpisy o narzędziach w coachingu, Komunikacja międzyludzka on 23/04/2012 at 05:00

Ludzie czasem są obciążeni w procesie wychowania warunkowym poczuciem własnej wartości. Jest to sytuacja, w której poczucie wartości zależy od spełnienia oczekiwań innych osób. Za przykład może posłużyć następująca sytuacja: syn przewraca się, a rodzic zamiast zrozumieć, że dziecko zbiło sobie kolano i odczuwa ból, wygłasza taki lub podobny tekst: To wcale nie boli. Bądź mężczyzną.

Dziecko z naszego przykładu uczy się w ten sposób, że jeśli spełni jakiś warunek (nie będzie okazywało bólu nawet gdy się przewróci) – zyska akceptację rodzica. Wychwytuje „warunki wartości”, których oczekuje rodzic.

Wiele małżeństw przeżywa ze sobą szczęśliwe chwile i dożywa do kolejnych jubileuszy, gdyż oddają się sobie nawzajem, całkowicie i bez zastrzeżeń oraz akceptują siebie bezwarunkowo. Żona nie stawia np. warunków: będę Cię kochać, o ile będziesz dobrze zarabiał i stworzysz mi odpowiednie warunki materialne. Albo teściowa nie pozwala sobie na podobne komentarze w stosunku do synowej:  Jeśli mój syn będzie miał uprane i ugotowane, to będę uważać, że jesteś dobrą synową, tylko przyjmuje swoją synową i bezwarunkowo ją akceptuje.

Brak akceptacji wpływa na zachowania ludzi, którzy spodziewając się, że inni nie będą ich cenić, starają się chronić siebie. Ochrona ta może się objawiać przesadnymi emocjami lub ich brakiem, a także wyczuleniem na każdą nawet konstruktywną krytykę. Może także objawiać się izolacją od innych, jak też brakiem wiary we własne siły.

Bezwarunkowa akceptacja jest istotna w coachingu, gdyż podważa słuszność przekonania, że musisz na coś „zasłużyć”.

Postawa coacha, który bezwarunkowo akceptuje i daje prawo Klientowi do podejmowania własnych decyzji i wyboru sposobu życia jest szalenie ważna i występuje nawet wtedy, gdy coach nie podziela pomysłów Klienta oraz się z nimi nie zgadza. Akceptacja przez coacha drugiego człowieka to pozwalanie mu na bycie takim, jakim jest, ze wszystkim co posiada, w tym: uzdolnienia, zalety, wady, porażki i sukcesy, ale także cechy charakteru, czy cielesność. Jest to bezwarunkowe udzielenie drugiej stronie prawa do wolności i wyboru poprzez powstrzymywanie się od ocen. Dopiero na takim gruncie może dojść do szczerej komunikacji z drugim człowiekiem. Taka postawa sprawia, że pojawia się akceptacja siebie samego, co daje szansę podarowania takiej samej akceptacji innym ludziom. Niektórzy ten rodzaj bezwarunkowej akceptacji w małżeństwie lub związku nazywają miłością.

Od tego, czy czujemy się akceptowani, czy nie – zależy przebieg komunikacji i jej szczerość oraz otwartość. A bez tego rodzaju komunikacji efekty pracy coachingowej będą wątpliwe, bądź żadne.

A teraz pytania po przeczytaniu powyższego tekstu:

Co Cię zaskoczyło?

Co było dla Ciebie odkrywcze?

Czego nowego się dowiedziałeś?

Co chcesz wziąć dla siebie?

Jeżeli chcesz się z nami skontaktować, w tym także w sprawie warsztatów i szkoleń, prosimy napisz do nas.

Autorka wpisu: Małgorzata Wąsowska

Coaching obserwacji

In Codzienne wpisy o narzędziach w coachingu, Wpisy naszych gości on 22/04/2012 at 08:15

Coaching obserwacji to rodzaj coachingu, który polega na obserwowaniu przez coacha zachowania i reakcji coachee w trakcie codziennych zajęć, w naturalnym środowisku coachee (pracy, domu, spotkaniu biznesowym itp.), a następnie udzielaniu informacji zwrotnej. Metoda ta jest szczególnie przydatna by wskazać zachowania, których coachee nie jest świadomy, a które mogą mieć znaczący wpływ na osiągnięcie zamierzonego celu coachingowego. Ten rodzaj coachingu spotyka się w firmach, w których bardziej doświadczeni pracownicy lub menedżerowie coachują pracowników nowych lub mniej doświadczonych. Wówczas coaching obserwacji może zawierać elementy mentoringu, który polega na przekazywaniu wiedzy i umiejętności mentora uczniowi.

Przyjmuje się, że coaching obserwacji jest skoncentrowany na umiejętnościach coachee i nie obejmuje pracy z wartościami, jednakże nie jest to obligatoryjne podejście.

Naturalnym wydaje się, że za konkretnym zachowaniem, które zostanie zaobserwowane stoją i przekonania i wartości, które należy również wziąć pod uwagę w procesie coachingowym by osiągnąć najlepszy efekt.

Adekwatnym przykładem jest pracownica działu obsługi Klienta, której sposób mówienia był bardzo powolny, co irytowało Klientów. W coachingu nie wystarczyło zasugerować pracownicy by mówiła szybciej gdyż (jak się okazało) pracownica była przekonana, że tylko powolne mówienie i wyraźne artykułowanie jest wyrazem jej szacunku dla Klientów. Dopiero praca z tym przekonaniem dała zadowalające rezultaty.

W coachingu obserwacji może występować technika nazywana „shadow coaching”, która polega na milczącej obserwacji coachee podczas wykonywanych zadań i dawaniu informacji zwrotnej po jego zakończeniu.

Odmienną techniką jest tzw. „coaching on job”, który pozwala coachowi na aktywne uczestnictwo w realizowanych przez Klienta zadaniach i dawaniu informacji zwrotnej na bieżąco.

Kolejną techniką występującą w coachingu obserwacji jest modelowanie, które polega na prezentacji docelowego pożądanego zachowania przez coacha, a następnie powtórzeniu go przez Klienta. Warto jednak pamiętać, że modelowanie jest skuteczne jedynie w przypadku, gdy coach jest ekspertem w dziedzinie, którą chce doskonalić Klient.

Coaching obserwacji jest ciekawym i niezwykle skutecznym podejściem w szybkim osiąganiu założonych celów. Początkowo może być lekko stresujący dla coachee dlatego korzystne jest szczegółowe wyjaśnienie etapów procesu i ustalenie z coachee wspólnych zasad.

Autorka wpisu:

Milena Sawczuk Psycholog, psychoterapeutka, były menedżer. Absolwentka Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej oraz Podyplomowych Studiów Coachingu w Szkole Głównej Handlowej. Prowadzi konsultacje, psychoterapię i coaching dla klientów indywidualnych oraz zajęcia dla grup.

Opuszczamy strefę komfortu

In Wpisy naszych gości on 21/04/2012 at 05:00

Każdy z nas ma swoją indywidualną strefę komfortu. Jeśli wyobrazimy ją sobie jako okrąg, to my znajdziemy się w samym jego środku. Zawartość okręgu stanowi znane nam środowisko, nasze zachowania, przekonania, umiejętności, wartości. Czyli wszystko to, w czym czujemy się swobodnie, komfortowo.

Co w takim razie znajduje się poza tą strefą? Wyobraźmy sobie, że opuszczamy naszą strefę komfortu. Co tam zastaniemy? Można by pomyśleć, że będzie to strefa niepokoju, a im dalej od granic naszej strefy tym obawy mogą być większe. W końcu nie raz słyszeliśmy, że „ludzie boją się nieznanego”. Spróbujmy jednak spojrzeć na sprawę inaczej i nazwijmy ten obszar strefą ROZWOJU. To właśnie tam czeka zmiana. Być może jest to nabycie nowych umiejętności, przewartościowanie swojego życia lub spróbowanie po prostu czegoś nowego. Aby osiągnąć ten cel jedno jest pewne – musimy opuścić strefę komfortu.

A zatem zadaj sobie następujące pytania:

1. Co jest Twoją strefą komfortu? Możesz narysować okrąg i wypisać w nim wszystkie osoby, miejsca, sytuacje, zachowania, cechy, umiejętności, wartości itd., które są Ci dobrze znane i w których czujesz się komfortowo.

2. Określ swój cel. Jakiej zmiany potrzebujesz? Gdzie znajduje się Twój cel, w jakiej odległości od strefy komfortu?

3. Jakie kroki Cię do niego doprowadzą?

4. Co może okazać się trudne i jakie umiejętności ze swojej strefy komfortu możesz wykorzystać, aby pokonać te trudności? Kto Ci w tym pomoże?

5. Wyobraź sobie, że osiągnąłeś/ęłaś swój cel. O co poszerzyła się Twoja strefa komfortu? Jakie płyną z tego korzyści?

6. A więc, jaki będzie pierwszy krok i kiedy go zrobisz?

Autorka wpisu:

Anna Jarosz – nauczyciel języka angielskiego, tłumacz, dyplomowany coach, obecnie w trakcie certyfikacji ICF. Absolwentka Lingwistyki Stosowanej na Uniwersytecie Warszawskim oraz Podyplomowych Studiów Coachingu w Szkole Głównej Handlowej. Interesuje się procesem podejmowania decyzji w coachingu i coachingiem prowokatywnym. W szkoleniach językowych promuje podejście coachingowe.

%d blogerów lubi to: